Przez słabe notowania na warszawskim parkiecie inwestorzy coraz częściej szukają okazji do zarobku na akcjach za granicą. Robią tak nie tylko inwestujący przez TFI, lecz także OFE.
ikona lupy />
Zagraniczne akcje bardziej popularne niż polskie / Dziennik Gazeta Prawna
Dane nie pozostawiają wątpliwości. Krajowi inwestorzy w tym roku szturmem ruszyli na zagraniczne giełdy. Według firmy Analizy Online od początku 2015 r. do końca listopada saldo wpłat i umorzeń w funduszach akcji zagranicznych prowadzonych przez krajowe towarzystwa funduszy inwestycyjnych wyniosło ponad 2,7 mld zł na plusie. Pieniądze trafiały głównie do funduszy branżowych, np. biotechnologicznych czy dóbr luksusowych, a także globalnych funduszy inwestujących na rynkach rozwiniętych Europy i amerykańskim oraz w Japonii. Zdecydowanie gorzej sytuacja wygląda w krajowych funduszach akcji. Tu, biorąc pod uwagę wszystkie produkty z tej grupy, saldo wyniosło 245,6 mln zł na minusie.
Nie tylko inwestujący przez TFI zdradzają spółki z Warszawy na rzecz zagranicy. Dane Komisji Nadzoru Finansowego pokazują, że mocno poza Polskę wychodzą też otwarte fundusze emerytalne. Od końca 2014 r. wartość portfela OFE ulokowanego w akcjach notowanych za granicą wzrosła o ponad 5,4 mld zł do 11 mld zł.
– Według moich szacunków od początku roku do końca listopada saldo zakupów akcji OFE na warszawskiej giełdzie było ujemne i wyniosło około 4,2 mld zł. To efekt m.in. sprzedaży akcji w dużych wezwaniach, m.in. na akcje Bogdanki czy TVN. Równocześnie OFE były bardzo aktywne, jeśli chodzi o zakupy akcji za granicą, gdzie saldo inwestycji wyniosło ok. 4,2–4,3 mld zł na plusie – szacuje Łukasz Jańczak, analityk Haitong Banku.
Dodaje, że poza Polską fundusze szukały głównie płynności, czyli możliwości szybkiego zakupu i sprzedaży papierów, oraz lepszych stóp zwrotu, bo w Warszawie notowania w porównaniu z np. większością europejskich rynków były znacznie gorsze.
– Przede wszystkim z powodu działań politycznych, które mogą wpłynąć fundamentalnie na notowane spółki i na postrzeganie polskiego rynku przez inwestorów – tłumaczy specjalista Haitong Banku.
Od początku roku warszawski indeks WIG 20 obejmujący największe spółki stracił 18,9 proc., a WIG obejmujący wszystkie firmy w GPW spadł o 9,53 proc. Znacznie spokojniej było w Czechach, gdzie indeks PX praktycznie się nie zmienił. W górę wystrzelił węgierski BUX, który zyskał niemal 42 proc. Z kolei niemiecki DAX i francuski CAC40 zyskały ponad 8 proc., a amerykański Nasdaq 6,6 proc. Znacznie mniej niż najważniejsze polskie indeksy, bo 1,5 proc., stracił Dow Jones Industrial.
Także zarządzający z TFI zwrot ku zagranicy przez inwestujących w fundusze inwestycyjne tłumaczą m.in. słabymi notowaniami na GPW. Nie pomagają też historyczne wyniki produktów skupionych na polskich akcjach. To ma znaczenie, bo duża część sprzedaży funduszy przechodzi przez sieci bankowe, gdzie sprzedawcy, aby zachęcić klientów, zwykle prezentują historyczne dwu-, trzyletnie stopy zwrotu funduszy. A tymi fundusze skupione na warszawskiej giełdzie nie mogą się obecnie pochwalić.
Od początku 2014 r. straciły średnio 11 proc., przy czym tylko trzy fundusze pokazały zysk. W funduszach małych i średnich polskich firm średnia strata wyniosła 3,67 proc., a najlepszy fundusz zarobił niecałe 5 proc. W zagranicznych funduszach akcyjnych średnio też była strata, ale nieprzekraczająca 0,2 proc. W dodatku na najlepszych można było zarobić od 10 do ponad 30 proc.
Zdaniem rozmówców DGP także w 2016 r. w TFI może utrzymać się trend wysokich napływów do funduszy inwestujących w akcje spółek zagranicznych. Wpłyną na to właśnie mało atrakcyjne historyczne stopy zwrotu i zachowanie warszawskiej giełdy.
Jarosław Lis, zarządzający w BPH TFI, wskazuje, że co prawda po bardzo trudnym 2015 r., w 2016 r. kursy akcji na GPW mogą korekcyjnie wzrosnąć, ale nie będą to zwyżki duże. W większym odbiciu przeszkodzi nastawienie inwestorów zagranicznych, którzy do inwestycji w Polsce podchodzą teraz bardzo ostrożnie.
– Wszystko będzie zależało od kapitału zagranicznego. Ze strony tej grupy nie spodziewałbym się większych napływów na polską giełdę, dopóki nie zostanie ostatecznie wyjaśniona m.in. sprawa obciążeń, jakie rząd nałoży na banki, czy dalszego funkcjonowania OFE – potwierdza Błażej Bogdziewicz z Caspar Asset Management.
– Co prawda pojawiają się opinie, że ceny papierów w Warszawie zachęcają do inwestycji i powinny zachowywać się relatywnie lepiej niż w roku 2015, ale na notowaniach nadal będzie ciążyło m.in. ryzyko związane z polityką i rynki zagraniczne wciąż mogą zachowywać się lepiej niż polski – dodaje analityk Haitong Banku.