- Polscy przedsiębiorcy przodują w wysokiej samoocenie. Uważają, że są świetnie przygotowani i mają wysokie kompetencje pozwalające prowadzić biznes - mówi Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.
Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości / Dziennik Gazeta Prawna
PARP przygotowała analizę podsumowującą efekty programów skierowanych do przedsiębiorców w latach 2007–2015. Jak wygląda ten bilans?
Reklama
Pod uwagę wzięliśmy efekty działań realizowanych przez PARP w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (PO IG). Jednym z najważniejszych rezultatów jest wzrost liczby innowacyjnych firm. Wśród naszych beneficjentów odsetek firm wprowadzających w działalności różnego rodzaju innowacje technologiczne wzrósł z 66 do 90 proc. Istotne są też efekty o charakterze ekonomicznym, świadczące o kondycji polskich przedsiębiorstw. Dzięki realizacji PO IG w każdej firmie korzystającej ze wsparcia powstało średnio blisko 7 miejsc pracy, a beneficjenci wygenerowali w gospodarce ponad 23 tys. etatów. O niemal jedną trzecią wzrosły przychody netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów w firmach beneficjentów w ciągu 2 lat po rozliczeniu przez nie projektów w ramach PO IG.

Reklama
Ale to nie innowacjami wygrywamy z konkurencją. Polską stoi tanią siłą roboczą. Jak podaje Eurostat, w 2013 r. koszty osobowe na jednego zatrudnionego w naszym kraju wyniosły niespełna 12 tys. euro, co daje nam piątą pozycję od końca w UE. Najwyższe wartości kosztów osobowych notuje się w Szwecji i Belgii - powyżej 50 tys. euro.
Jesteśmy w etapie przejściowym, powoli odchodzimy od taniej siły roboczej na rzecz gospodarki opartej na innowacjach. Nie tylko konkurujemy kosztami pracy, ale w coraz większej mierze jakością siły roboczej. Niestety wciąż odnotowujemy niską produktywność wśród naszych firm, co jest największą bolączką tego sektora. Jeśli ten element ulegnie poprawie, wzrosną też wynagrodzenia, które w tej chwili są niedoszacowane. Produktywność moglibyśmy podnieść poprzez poprawę zarządzania, w tym także ludźmi. Niestety wiele firm w ogóle nie inwestuje w podnoszenie kwalifikacji pracowników. Bardzo mało zatrudnionych Polaków się dokształca. Mimo to, jak wynika z międzynarodowych badań, polscy przedsiębiorcy przodują w wysokiej samoocenie. Uważają, że są świetnie przygotowani i mają wysokie kompetencje pozwalające prowadzić biznes.
To źle, że tak o sobie myślą?
Z jednej strony to dobre nastawienie, bo dzięki temu nie mają kompleksów i są w stanie podjąć rywalizację z firmami z zagranicy. Ale z drugiej – takie myślenie o sobie może prowadzić do wspomnianej już niskiej efektywności, gdy właściciel firmy myśli sobie „jestem świetny, moi ludzie wszystko wiedzą, niepotrzebne nam żadne szkolenia”. W konsekwencji takie firmy nie zadają sobie trudu, by poszukać rozwiązań dostępnych na rynku, np. w postaci wsparcia za pośrednictwem programów europejskich.
Często słychać opinię, że nawet jeśli polskie firmy mają innowacyjne pomysły, nie potrafią na nich zarobić.
To prawda, mamy pomysły, ale jesteśmy dużo słabsi na etapie realizacji. Niestety bardzo wiele firm przychodzi do nas kompletnie nieprzygotowanych. Polskie przedsiębiorstwa mało planują, niewiele z nich ma przygotowane jakiekolwiek strategie rozwoju czy rozeznanie na rynku, w którym same działają. Widzimy to w badaniach i w naszych programach skierowanych do firm. Problemy mają te, które do czasu złożenia wniosku w PARP nigdy niczego nie planowały na papierze. Często wniosek w imieniu firmy wykonuje za nią zewnętrzny doradca. Bywa, że kierownictwo nawet nie zagląda potem do tego wniosku, tylko cieszy się, że dostało pieniądze. A potem wychodzą problemy, gdy trzeba dotrzymywać terminów, zdawać sprawozdania i rozliczyć ostatecznie projekt. Zachęcamy firmy do korzystania z doradców przy wdrażaniu innowacji, często takie usługi finansujemy, ale zachęcamy też na każdym etapie do pełnego uczestnictwa w przygotowaniu i realizacji projektu.
Trudno się dziwić polskim przedsiębiorcom, że mają alergię na biurokrację.
Na pewno to może powodować niechęć do biurokracji. Ale jeśli sięga się po wsparcie publiczne na poziomie nawet kilkudziesięciu milionów złotych, to wniosek nie może mieć jednej strony. Poruszamy się w ścisłych regułach dotyczących zarządzania tymi pieniędzmi, mamy określone budżety i przy dystrybucji unijnych środków musimy wpisać pewne mechanizmy, które zabezpieczą sprawną realizację projektów i całych programów. Przedsiębiorcy nie zawsze zdają sobie z tego sprawę, a to wpływa na ich nastawienie. Ostatnio od jednej z osób poszukujących wsparcia finansowego ze strony PARP usłyszałam pytanie, dlaczego ma w ogóle zakładać firmę, skoro jest wynalazcą. A nasze programy skierowane są przecież do firm i mają na celu pobudzanie przedsiębiorczości.
Co czeka nasze firmy w latach 2014–2020?
Będzie więcej pieniędzy na innowacje i prowadzenie działalności w zakresie badań i rozwoju. PARP będzie dysponowała całkowitą kwotą 3,6 mld euro, z czego 1,9 mld trafi na Program Operacyjny Innowacyjny Rozwój, kolejne 1,6 mld euro na program dla Polski Wschodniej i 90 mln euro na PO Wiedza, Edukacja i Rozwój. Będziemy się starali wspierać przede wszystkim wdrożenia nowoczesnych produktów i usług. W poprzednich latach można było mieć zakupione patenty czy technologie, teraz oczekujemy, że firmy będą miały własne lub zakupione wyniki badań, które później dałoby się zaaplikować w biznesie. Przewidujemy wiele instrumentów dla małych i średnich firm, takich jak bony na innowacje, w ramach którego zamierzamy wesprzeć ok. 2,3 tys. przedsiębiorstw. To będą bardziej ambitne programy, ale chcąc dogonić Europę, musimy nastawić się na ciężką pracę.