Polscy przedsiębiorcy coraz częściej spoglądają na kontrahentów z Chin widząc w tym regionie spory potencjał. Jednak wśród wielu uczciwych firm zdarzają się i oszuści. Sprawdź, jak nie dać się nabrać naciągaczom.
Reklama

1. “Big Order Scam”. Oszustwo na duże zamówienie, nie tylko importerzy padają ofiarami.

Oszustwo to nasiliło się w ciągu ostatnich 2 lata. Targetowane są często firmy produkcyjne. Schemat jest zawsze podobny. Chińska firma nęci sporymi zamówieniami, ale chce aby sfinalizować kontrakt w Chinach. Następuje propozycja przyjazdu do Chin. Tam pojawiają się niewielkie trudności, konieczność opłacenia chińskich urzędników, jakiegoś podatku. Kwoty niskie przy kontrakcie na przykład na milion euro. Jednak po opłaceniu przez europejskiego wspólnika opłat w kwocie 5-10 tysięcy euro i powrocie do kraju, kontakt się urywa, a firma znika z chińskiego rynku.

2. „Wyłudzenie przedpłaty.” Kiedy działająca firma nie wysyła towaru za który zapłaciliśmy.

W tym przypadku ofiary bardzo często wyszukiwane są na portalach B2B. Firma wygląda z zewnątrz bardzo profesjonalnie, posiada bardzo dobra komunikację i atrakcyjną ofertę, często o wiele niższe ceny od rynkowych oraz szeroką gamę produktów. Scenariusz wygląda standardowo. Firma przyjmuje pierwsze zamówienie ale prosi o kilka – kilkanaście tysięcy euro zaliczki. Po przesłaniu pieniędzy firma znika a kontakt z nią jest niemożliwy.

3. „Podmiana numeru konta bankowego”

W tym przypadku takim procederem mogą zajmować się nawet firmy działające od dawna na rynku. Podpisaniu kontraktu ale przed finalizacją transakcji firma mailowo prosi o przelanie pieniędzy na inne niż dotychczasowo wskazane konto, często konto w Hong Kongu, choć sama fabryka działa w Chinach. Są to konta „słupy”, bardzo często właścicielami są osoby trzecie. Po przelaniu tych pieniędzy, po 2 tygodniach firma przysyła zapytanie o wpłatę. Kiedy informujemy, że zgodnie z mailem przelaliśmy tę kwotę, dostajemy informację, ze z pewnością na ich konto mailowe dostał się jakiś haker i niestety nic nie mogą zrobić.

4. „Oszustwo na nie istniejącą firmę”

Czy strona internetowa świadczy o istnieniu chińskiej firmy? Niestety nie. Ten przykład oszustwa polega na jak najlepszym uwierzytelnieniu firmy w sieci. Czasami są to kopie już działających na rynku chińskim stron firm często nowe domeny (3-4 lata). Są niezwykle dobrze wypozycjonowane w Google, rzadko zarejestrowane na firmę. Zajmują się głównie ofertą „chodliwych” towarów. Niestety skorzystanie z takich stron i zamawianie tam towaru może się skończyć stratą pieniędzy. Co gorsza wiele firm działających na popularnych serwisach jak np. Alibaba również może być oszustami. Informacje o wiarygodności firmy, które pojawiają się na serwisie w postacie różnych odznak czy punktów przy są po prostu kupowane, a nie wynikają z jakiejś liczby sprawdzonych transakcji, jak ma to miejsce np. w serwisie Allegro.

Nawet 50 tysięcy oszustów działa aktualnie na chińskim rynku. Choć jest to znikoma liczba pod względem firm w Chinach należy na to bezwzględnie uważać. - Każdy kto zaczyna biznes w Chinach, a nie zna tego rynku powinien korzystać z wyspecjalizowanych instytucji, które mogą mu pomóc w uwierzytelnieniu kontrahentów i sporządzeniu kontraktów. Umowy powinny być zawierane w dwóch językach, warto też sprawdzić chińskich notariuszy których przedstawia na firma. Często mogą to być osoby podstawione – zauważył Piotr Canowiecki z ExamineChina.com, podczas organizowanej przez Fundację Bezpieczna Cyberprzestrzeń konferencji Security Case Study.