Rozpoczęła się era niedrogiego paliwa. W konsekwencji państwa wydobywające surowiec szukają oszczędności. Na niskich cenach korzystają kierowcy i branża motoryzacyjna
Na nowojorskiej giełdzie za baryłkę ropy typu West Texas Intermediate, najpopularniejszej odmiany w USA, płaci się niewiele ponad 40 dolarów. Baryłka ropy typu brent zakończyła piątkowe notowania na poziomie 45 dol. Ceny ropy spadają od roku i na razie nie widać powodu, dla którego miałyby z powrotem wystrzelić w górę.
Reklama
Główną przyczyną dalszego spadku cen ropy jest to, że jej producenci nie ograniczają wydobycia. A nawet pompują jeszcze więcej. Arabia Saudyjska w ubiegłym roku o tej porze produkowała dziennie 9,6 mln baryłek czarnego złota. Teraz Saudowie wydobywają 10,5 mln baryłek. Pola naftowe w sąsiednim Iraku również pracują pełną parą: o ile w listopadzie 2014 r. kraj wydobywał 3,4 mln baryłek dziennie, to w zeszłym miesiącu było to już 4,1 mln. Nikt nie chce ograniczać produkcji, bo wszyscy boją się utraty rynku, a co za tym idzie – tak potrzebnych krajom producentom wpływów budżetowych.

Reklama
Podobną logiką kierują się amerykańskie firmy wydobywające ropę z łupków. Ten sektor najbardziej przyczynił się do obecnego nadmiaru ropy, między 2006 a 2014 r. dodając do wydobycia w USA średnio 5 mln baryłek dziennie i zwiększając je tym samym z 8,31 mln do 13,97 mln baryłek dziennie. Łupkowcy nie mają zresztą innego wyjścia – na rozwój swojego biznesu zaciągnęli ogromne zobowiązania, szacowane nawet na 200 mld dol. Jeśli chcą na bieżąco się z nich wywiązywać, muszą dalej wydobywać ropę.
Branży łupkowej pomaga w tym niezwykła innowacyjność. Efekt skali pozwolił na obniżenie kosztu wykonania i eksploatacji odwiertów, a także na skrócenie czasu uruchamiania i wygaszania produkcji. To pozwoliło zejść z poziomem opłacalności produkcji z prognozowanych kiedyś 70 do 50 dol. za baryłkę, a w przypadku niektórych odwiertów jest to pewnie jeszcze mniej. Dalszy spadek cen z pewnością wpłynie jednak na ograniczenie produkcji, umacniając rolę USA jako swing producera. Widać nawet pierwsze oznaki tego procesu – już teraz największe rafinerie w Ameryce Północnej przestają sprowadzać ropę koleją z łupkowych pól. Bardziej opłaca im się importować ropę z zagranicy.
Do niższych cen ropy muszą się przyzwyczaić jej producenci, dla których wpływy ze sprzedaży czarnego złota stanowią podporę budżetu. Szczególnie ciężka jest sytuacja w Wenezueli, której budżet równoważył się przy cenie baryłki na poziomie 110–120 dol. Ropa odpowiada za 96 proc. wpływów z eksportu w tym kraju. W dobrych czasach Wenezuela zarabiała na eksporcie czarnego złota nawet 79 mld dol. rocznie. Po 14 miesiącach spadków ceny czarnego złota ta kwota stopniała do 36 mld dol. Aby pokryć swoje zobowiązania na międzynarodowych rynkach finansowych, rząd pozbywa się m.in. rezerw walutowych, które znajdują się na najniższym od lat poziomie – 16,9 mld dol. Jeżeli rząd Nicolása Maduro, który prawdopodobnie przegra grudniowe wybory, nie zrobi czegoś, aby postawić gospodarkę kraju na nogi, Wenezueli grozi bankructwo.
Na przeciwnym biegunie plasuje się Arabia Saudyjska, która w tłustych latach zgromadziła w rezerwach walutowych ponad 700 mld dol. Jednak niskie ceny ropy sprawiły, że Rijadowi coraz trudniej jest finansować hojną politykę socjalną. Tylko w kwietniu rząd na skutek potrzeb budżetowych uszczuplił rezerwy o 34 mld dol. Taka polityka na dłuższą cenę jest nie do utrzymania, w związku z tym królestwo do pokrycia bieżących potrzeb planuje emisję obligacji, a jednocześnie Rijad na gwałt szuka oszczędności. Krótkofalowo Saudowie chcą odejść od polityki dopłacania m.in. do cen paliwa; długofalowo – przestawić swoją energetykę ze spalania ropy na atom i odnawialne źródła energii.
Tania ropa stanowi oczywiście problem dla Rosji. Zgodnie z prognozami Międzynarodowego Funduszu Walutowego rosyjska gospodarka skurczy się w tym roku o 3,4 proc. PKB, z tym zastrzeżeniem, że nie sposób wpływu niskich cen ropy oddzielić w tym wypadku od efektów nałożonego przez zachodnie kraje embarga. Pewne jest natomiast, że władze w Moskwie musiały dokonać poważnej korekty budżetu na 2015 r., redukując zakładane wpływy z eksportu ropy z 7,7 do 5,6 bld rubli (odpowiednio: 10 i 7,7 proc. PKB). W związku z tym wzrośnie również planowany deficyt, z 0,6 do 3,7 proc. PKB. Teoretycznie Rosja jest w stanie przetrzymać okres niższych cen ropy, finansując bieżące potrzeby z rezerw walutowych, które obecnie znajdują się na poziomie 360 mld dol. Tym bardziej że niewielkie jest również zadłużenie kraju, które w tym roku według prognoz MFW ma wzrosnąć do 18,8 proc. PKB.
Tania ropa wpływa nie tylko na kondycję budżetową państw producentów. Z taniej benzyny cieszą się amerykańscy kierowcy, którzy za galon (3,78 litra) benzyny płacą 2,75 dol., 70 centów mniej niż w ubiegłym roku. Wraz z tym renesans przeżywa branża motoryzacyjna, która jest na dobrej drodze do sprzedania w tym roku 15 mln samochodów – najwięcej od 2005 r. Niskie ceny czarnego złota powodują także, że największe koncerny paliwowe na świecie wycofują się z ambitnych projektów inżynieryjnych o łącznej wartości 200 mld dol.

Nikt nie chce ograniczać produkcji, bo wszyscy boją się utraty rynku

Baryłka na świecie tańsza, lecz w Polsce benzyna wciąż droga
Polscy kierowcy na razie nie odczuli szczególnie mocno spadku cen ropy na światowych rynkach.
Przyczyny pozostają niezmienne – to przede wszystkim wysokie opodatkowanie paliwa w naszym kraju. Połowa ceny przypada na akcyzę i VAT.
Efekt niskich cen ropy na świecie dodatkowo jest neutralizowany przez umacnianie się dolara, który jest walutą rozliczeniową w handlu surowcami na świecie, a który w ciągu ostatniego roku zyskał względem złotego 20 proc.
Według firmy analitycznej BM Reflex średnia cena benzyny bezołowiowej w kraju obecnie wynosi 4,86 zł. Ceny na stacjach zależą od położenia geograficznego, w związku z czym różnią się one w zależności od województwa, a nawet od miasta. Najdroższa jest w Zachodniopomorskiem i Kujawsko-Pomorskiem – 4,93 zł za litr, a najtańsza w Dolnośląskiem – 4,81 zł za litr.
Zdaniem analityków portalu E-petrol jest pole do obniżek, chociaż stosunkowo niewielkich. Przewidują oni, że w ostatnim tygodniu wakacji benzyna Pb95 będzie kosztować między 4,72 a 4,88 zł. Warto również pamiętać o tym, że największe marże liczą sobie właściciele obiektów położonych przy autostradach i drogach ekspresowych. Planując dłuższą podróż, warto więc zatankować w mieście.
Słaby rubel i tania ropa ostatecznie pogrążą Putina? – na Forsal.pl