Już dawno nie ubawiłem się tak bardzo, jak podczas lektury porównania nowej skody superb z mercedesem klasy E w jednym z tygodników motoryzacyjnych. Wyobraźcie sobie, że dziennikarze wzięli na warsztat oba modele, pomierzyli je, pojeździli nimi, przyhamowali parę razy, zatankowali, pobawili się nawigacją i wyszło im, że skoda jest lepsza.
Serio. Dżinsy z Lidla wygrały z garniturem od Hugo Bossa. Pyzy z baru mlecznego okazały się lepsze w smaku od solidnego kawałka steku z argentyńskiej wołowiny serwowanego w paryskiej L’Arpege.
Redaktorzy argumentowali, że dla nich nie liczą się marka i prestiż, tylko rzeczywiste i praktyczne parametry, a pod tymi względami czeskie auto miażdży niemieckiego rywala. Cóż, jeżeli tak postawi się sprawę, to faktycznie superb jest w stanie rozłożyć na łopatki także najnowszego maybacha, rolls royce’a phantoma, transatlantyk „Queen Marry 2” oraz odrzutowiec Gulfstream. Jest bowiem znacznie tańszy w zakupie i utrzymaniu niż one, a w porównaniu z „Queen Marry” to nawet świetnie się prowadzi.