Platformy rezerwacji noclegów mogą nadużywać sytuacji, w której właściciele apartamentów i hoteli są od nich uzależnieni. Sprawą zajmuje się już Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Polacy na wakacjach / Dziennik Gazeta Prawna
Hotelarze podcinają gałąź, na której siedzą. Podpisują skrajnie niekorzystne dla siebie umowy: w zamian za to, że ich oferta będzie dostępna na największych platformach rezerwacji, zrzekają się w praktyce możliwości decydowania o prowadzonym przez siebie biznesie. Nie mogą np. dawać obniżek turystom, nawet gdy mają wolne łóżka.
Reklama
Po naszym tekście o umowie zawartej pomiędzy Polską Organizacją Turystyczną a potentatem na rynku rezerwacji noclegów przez internet booking.com („Państwo dogadało się z obcym biznesem”, DGP 69/2015) napisało do nas kilku właścicieli hoteli. Narzekają, że obecnie znaczący odsetek noclegów sprzedawany jest w sieci i internetowe platformy nadużywają swojej pozycji. Przedsiębiorcy wolą pozostać anonimowi: umowy z e-pośrednikami są tak skonstruowane, że w zasadzie za wszystko mogą zostać ukarani.

Reklama
Urzędowa interwencja
Problem dostrzegł również UOKiK. Zwrócił się do przedsiębiorców prowadzących internetowe platformy rezerwacji zakwaterowania o dobrowolną zmianę praktyk, które mogą ograniczać konkurencję. Chodzi o klauzule najwyższego uprzywilejowania. Gwarantują one, że cena oferowana przez platformę będzie niższa lub równa stawce stosowanej przez konkurencyjne portale lub sam obiekt. Innymi słowy: hotelarz podpisujący umowę zobowiązuje się do tego, że najtańszą jego ofertą będzie ta umieszczana na platformie internetowej. Nie może więc obniżyć tej ceny nawet w sytuacji, gdy ma wiele wolnych miejsc w hotelu, a potencjalny klient negocjuje stawkę osobiście.
„Urząd zwrócił się do przedsiębiorców działających w Polsce, którzy stosują takie klauzule, o dobrowolne zaniechanie ich stosowania. Pozwoli to na szybkie wyeliminowanie nieprawidłowości bez konieczności wszczynania postępowań antymonopolowych” – czytamy w komunikacie opublikowanym przez UOKiK.
Doktor Michał Jabłoński, wiceprezes fundacji Laboratorium Prawa i Gospodarki, stanowisko UOKiK nazywa sprytnym wybiegiem.
– Urząd nie potwierdza autorytatywnie, czy konkretne klauzule są niezgodne z prawem, lecz jedynie sugeruje, że tak może być. Jednocześnie UOKiK zapowiada, że jeśli przedsiębiorcy dobrowolnie nie usuną tych klauzul, wtedy zbada ich legalność, a następnie być może nałoży kary – tłumaczy dr Jabłoński.
Jego zdaniem ta taktyka może przynieść oczekiwane rezultaty: klauzule najwyższego uprzywilejowania znikną z umów, a jednocześnie urzędnicy nie będą zmuszeni toczyć żmudnych postępowań. Ale zdaniem dr. Jabłońskiego podejście UOKiK ma też mankamenty.
– Taka metoda działania nie zwiększa pewności prawa na rynku, gdyż przedsiębiorcy, którzy ugną się przed tym wezwaniem, nie będą przekonani, czy stosowanie takich klauzul jest legalne. Nie będą więc wiedzieli, czy zasadnie przestraszyli się UOKiK. W konsekwencji należy przewidywać, że problem będzie co jakiś czas wracał – wyjaśnia mec. Jabłoński.
Swoboda kontra kartel
Czy zatem platformy rezerwacyjne naruszają prawo konkurencji? Prawnicy unikają kategorycznych ocen, stwierdzając najczęściej: to zależy od sytuacji.
Doktor Mariusz Bidziński, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy oraz wykładowca na SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym, przypomina, że zgodnie z zasadą swobody umów podmioty mają kompetencję do samodzielnego kształtowania wiążących je stosunków umownych w granicach przewidzianych przez prawo. Każda ze stron – hotele oraz podmioty prowadzące platformy – decydują, czy chcą zawrzeć umowę o danej treści. Dodatkowo w przypadku umów zawieranych przez operatorów platform z hotelarzami, zyskują konsumenci, którzy otrzymują pewność, że w jednym miejscu w internecie znajdą możliwie najkorzystniejsze ceny na rynku.
– W tym zakresie istnieje pełna dobrowolność podmiotów gospodarczych. Z jednym wszakże zastrzeżeniem: zachowania zasad uczciwej konkurencji i nieograniczania rynku – tłumaczy dr Bidziński.
A, jak twierdzi, w tym przypadku można mieć wątpliwości, gdyż brak zgody jednej ze stron na narzuconą wręcz treść umowy oznacza często wykluczenie z rynku. Coraz prawdziwsze staje się sformułowanie, że ten, kogo nie ma w internecie – nie istnieje.
– Każdy z uczestników rynku zobowiązany jest do przestrzegania zasad prawa gospodarczego. Jedną z kluczowych jest zaś zasada konkurencyjności – mówi Bidziński i podkreśla, że w szczególności należy wystrzegać się praktyk, które ograniczałyby dostęp do rynku bądź tworzyły swoistego rodzaju kartele monopolizujące określone obszary gospodarcze.
W tym kontekście zdaniem eksperta wątpliwości UOKiK wydają się słuszne.
Co więcej, sprawa jest rozwojowa i dotyczy nie tylko sytuacji w Polsce. Sam UOKiK podkreśla, że współpracuje z innymi europejskimi urzędami ochrony konkurencji oraz Komisją Europejską w ramach Europejskiej Sieci Konkurencji. Kwestia stosowania klauzuli najwyższego uprzywilejowania w kontekście relacji operatorów platform z hotelarzami jest badana również m.in. w Niemczech, Francji, Szwecji czy Włoszech.
– Niemiecki Federalny Urząd Antymonopolowy uznał, że takie praktyki naruszają niemieckie i europejskie prawo konkurencji, w wyniku czego zabronił firmie HRS wykorzystywania podobnych klauzul – dopowiada dr Bidziński.