W Sejmie złożony został projekt ograniczenia sprzedaży i reklamy napojów energetycznych. Wprowadzenie nader restrykcyjnych przepisów uzasadnia się dobrem dzieci. Warsaw Enterprise Institute uważa, że proponowane ograniczenia są nieproporcjonalne i stanowią kolejny przykład nadregulacji.

Poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o zdrowiu publicznym obejmuje w szczególności znaczące ograniczenie reklamy i promocji napojów energetycznych (wzorowane na regulacji dla piwa oraz produktów tytoniowych, a w niektórych obszarach nawet bardziej restrykcyjne) oraz zakaz ich sprzedaży osobom poniżej 18. roku życia oraz w automatach.

Katarzyna Rumiancew, Główny Analityk Warsaw Enterprise Institute (WEI) / Fot. materiały prasowe

Przewiduje się zakaz reklamy w telewizji, i w radiu przed godziną 20.00 oraz na plakatach i billboardach. Ograniczona ma być także treść przekazu – nie może być on skierowany do dzieci i młodzieży ani wykorzystywać ich wizerunku, a także zachęcać do nadmiernego spożywania czy sugerować łączenia energetyków z alkoholem.

Celem proponowanych przepisów ma być ograniczenie spożycia napojów energetycznych przez dzieci i młodzież ze względu na wysoką zawartość kofeiny. Tyle, że po pierwsze, zgodnie z badaniami jedynie 8,6 proc. osób poniżej 18. roku życia przekracza dzienne wartości spożycia kofeiny [1]. Po drugie, projekt nie obejmuje napojów i produktów naturalnie zawierających kofeinę, a szeroko dostępnych nastolatkom. Kawa, herbata, napoje gazowane czy gorzka czekolada mogą mieć podobną, jeśli nie nawet wyższą zawartość tej substancji. Standardowa dawka kofeiny w napojach energetycznych to 32 mg na 100 ml. Kawa zawiera jej około 53,88 mg (mielona), a rozpuszczalna 73,25 mg [2]. 100 ml energetyku zawiera mniej więcej tyle samo kofeiny co pół tabliczki gorzkiej czekolady (ok. 33,5 mg) [3]. Projekt ustawy ogranicza się tylko do napojów energetycznych, choć pozostałe produkty są równie osiągalne dla młodego konsumenta.

W ślad za propozycją odgórnych ograniczeń sprzedaży i promocji jednej kategorii napojowej, nie idą dalsze działania społeczno-edukacyjne. Czy to jedyna możliwa droga poprawy diety i prawidłowego odżywiania dorastającej młodzieży? W ostatnim stanowisku Warsaw Enterprise Institute przekonuje, że wcale nie chodzi tu o troskę o dobro publiczne. Zaproponowany projekt ustawy jest jednym z licznych przykładów niepotrzebnej ofensywy legislacyjnej. Nieadekwatna do zakładanego celu nadregulacja ogranicza podstawowe prawa i wolności. Zamiast restrykcyjnych zakazów należałoby raczej zadbać o edukację, chociażby umieszczając w podręcznikach do biologii treści dotyczące odpowiedniego odżywiania się i zbilansowanej diety.

Jednocześnie proponowane zmiany uderzają w branżę producentów napojów energetycznych. Warto zauważyć, że znaczące ograniczenia w promocji produktów nie będą dotyczyły tylko dzieci i młodzieży, ale również grupy docelowej, czyli osób dorosłych. Jest to kolejny cios dla producentów, którzy już zostali objęci tzw. podatkiem cukrowym (który ma zastosowanie m.in. do napojów z dodatkiem kofeiny i tauryny). Tym samym państwo ingeruje w działalność gospodarczą, ograniczając części producentom możliwość prowadzenia biznesu na równych prawach rynkowych.

Nadregulacja przejawiająca się zbyt daleko idącymi zakazami i wprowadzaniem niepotrzebnych przepisów generujących dodatkowe koszty i biurokrację, to nie jedyny grzech. Analiza prawa pod kątem analogicznych przepisów dotyczących obrotu energetykami w Europie pokazuje, że polski projekt ustawy w tej materii będzie jednym z najbardziej restrykcyjnych na kontynencie. W wielu krajach, jak: Niemcy, Wielka Brytania, Czechy, Hiszpania, Portugalia czy Szwecja nie ma zakazu sprzedaży napojów energetycznych dzieciom i młodzieży. Nie ma też tak daleko idących ograniczeń w zakresie reklamy i marketingu, która obecnie również w Polsce jest przedmiotem samoregulacji branżowej. Wielkość spożycia wśród młodych osób, zgodnie z raportem [4] przywołanym w uzasadnieniu projektu, różni się pomiędzy wspomnianymi państwami. Dużo wyższy odsetek konsumpcji napojów energetycznych odnotowuje się wśród dzieci i młodzieży w Czechach niż w Niemczech. Pokazuje to, że czynnikiem kluczowym niekoniecznie jest różnica w regulacjach.

W związku z powyższym, należy spodziewać się, że prawdopodobnym skutkiem regulacji nie będzie zmniejszenie spożycia kofeiny przez młodych ludzi, a dodatkowe utrudnienia i koszty po stronie konsumentów i przedsiębiorców. Mało mówi się, że znacząca większość producentów i wytwórców napojów energetycznych to polskie firmy, płacące podatki i zatrudniające pracowników w naszym kraju. Wprowadzenie restrykcyjnej regulacji doprowadzi do osłabienia ich pozycji w stosunku do zagranicznych konkurentów, których globalne marki dalej będą reklamowane w zagranicznych mediach, do których dostęp mają również polscy konsumenci. Nie wspominając o nierównym traktowaniu względem producentów napojów naturalnie zawierających kofeinę czy taurynę.

Proponowane przepisy stanowią niepotrzebną i nieuzasadnioną nadregulację, nieadekwatną do celów zakładanych w ustawie. Rodzą się zatem wątpliwości, czy celem przyświecającym nowelizacji jest dobro dzieci i młodzieży czy realizacja populistycznych postulatów?

Autorem tekstu jest Katarzyna Rumiancew, główny analityk Warsaw Enterprise Institute (WEI).

____________________________________________

[1] E. Malczyk, et al., Assessment of caffeine intake with food by polish females and males. Roczniki Państwowego Zakładu Higieny, 2021, 72(3).

[2] M. Jarosz, et al., Zawartość kofeiny w produktach spożywczych, Bromatologia i Chemia Toksykologiczna, 2009, 43(3).

[3] Ibidem.

[4] S. Zucconi, et al., Gathering consumption data on specific consumer groups of energy drinks, EFSA Supporting Publications, 2013, 10 (3).