Liberalizacja zasady 10H, linia bezpośrednia czy cable pooling – to rozwiązania oczekiwane przez biznes.

Uchwalone ostatnio przez Sejm limity na ceny energii nie obejmują dużych przedsiębiorstw, czyli takich, które zatrudniają ponad 250 osób. Eksperci przestrzegają, że może to przynieść opłakane skutki dla naszej gospodarki.
Jak mówi nam Piotr Wołejko z Federacji Przedsiębiorców Polskich, od stycznia 2023 r. grozi nam ogromne zamieszanie. – Gdy duzi przedsiębiorcy zaczną ponosić wielokrotnie wyższe od obecnych koszty energii elektrycznej, grożą im bankructwa. A dla wielu miejscowości czy nawet całych powiatów upadek dużego zakładu będzie oznaczał liczne rodzinne tragedie, a dla budżetów samorządowych całkowitą zapaść – przestrzega.
Eksperci wskazują rozwiązania, które pozwolą obniżyć koszty energii dla dużych odbiorców. Jak zauważa Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform, kształt nowego prawa to jednoznaczny sygnał dla dużych firm spoza energochłonnych branż, że z transformacją energetyczną będą musiały poradzić sobie same.
W jego ocenie zwiększa to atrakcyjność zawierania umów typu cPPA (długoterminowe kontrakty na zakup energii zawierane przez producenta energii i dane przedsiębiorstwo) oraz bezpośredniego inwestowania w odnawialne źródła energii. – Jednak rynek napotyka problem administracyjnych oraz sieciowych ograniczeń dla nowych inwestycji w źródła odnawialne: bez uproszczenia procedur oraz nowego podejścia do zarządzania rozwojem sieci energetycznej po stronie jej operatorów, z planowaniem uwzględniającym potrzebę skokowego wzrostu produkcji z OZE w kolejnych latach, duże firmy nie będą miały jak uciec od drożejącej energii – podkreśla Śniegocki. Dodaje, że duzi będą konkurować o ograniczoną podaż OZE z mniejszymi podmiotami działającymi w łańcuchach dostaw międzynarodowych korporacji. Te bowiem coraz częściej wymagają od swoich dostawców przechodzenia na zieloną energię.

Liberalizacja 10H

W tej sytuacji, jak zauważa Piotr Wołejko, absolutnym priorytetem powinna być liberalizacja zasady 10H regulującej odległość wiatraków od domów. Przyjęty przez rząd w lipcu projekt w tej sprawie do dziś nie doczekał się jednak w Sejmie nawet numeru druku. – Biznes oczekuje, że rząd weźmie za niego odpowiedzialność w parlamencie, doprowadzając do rozpatrzenia i uchwalenia ustawy. Każdy dzień zwłoki to milionowe straty polskich firm w kolejnych miesiącach i latach, a także zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju w tym horyzoncie czasowym – podkreśla Wołejko.
To, że opóźnienie prac nad ustawą stanowi barierę dla biznesu, podkreśla Marina Dubakina, prezeska i dyrektorka generalna ds. zrównoważonego rozwoju w IKEA Retail w Polsce. Planowane regulacje – szacuje – umożliwiłyby powstanie nowych instalacji o łącznej mocy 6–10 GW, co wzmocni bezpieczeństwo energetyczne Polski.
Bełchatów, czyli największa elektrownia w Polsce, ma 5 GW zainstalowanej mocy. Największe zapotrzebowanie w danej chwili odnotowane dla całego kraju wyniosło u nas ponad 27 GW.
Szacunki dotyczące potencjału rozwoju nowych instalacji potwierdza Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Uważa on, że to, iż ustawa nadal tkwi w sejmowej zamrażarce, jest działaniem na szkodę państwa i obywateli. – Ciężko mi to wytłumaczyć, chyba że komuś zależy na imporcie węgla z zagranicy – zaznacza.
Minister klimatu Anna Moskwa deklaruje, że jej resort „ciągle z dużą nadzieją patrzy na sprawę 10H, że uda się tu znaleźć rozwiązanie kompromisowe”. – Mogą nastąpić jakieś modyfikacje, ale na pewno projekt będzie procedowany na obecnej ścieżce legislacyjnej. Bardzo wierzę w ten projekt – podkreśla w rozmowie z nami.
W kuluarach można usłyszeć, że jednym z rozważanych kompromisowych rozwiązań jest zwiększenie przewidzianej w przyjętym przez rząd projekcie dopuszczalnej odległości wiatraka od domu z 500 do 750 m. Zasada 10H w praktyce oznacza odległość 1500–1800 m.

Linia bezpośrednia

Kolejnym postulatem przedsiębiorców jest odblokowanie możliwości realizacji tzw. linii bezpośrednich.
Jak wyjaśnia Robert Koński, wiceprezes Figene, spółki, która instaluje wiatraki na lądzie, zmiana obecnych regulacji w tym kierunku pozwoliłaby na połączenie elektrowni wiatrowej z jej odbiorcą – przedsiębiorstwem i jego magazynami, fabrykami czy biurami, bez udziału infrastruktury podmiotów trzecich.
Podkreśla, że linia bezpośrednia jest szczególnie ważna dla dużych przedsiębiorstw. – To umożliwiłoby optymalizację czasu i wydatków związanych z budową sieci przyłączeniowej oraz ograniczyłoby koszty dystrybucji energii po stronie jej odbiorcy – argumentuje.
Zgadza się z tym Piotr Wołejko. – Rozwiązanie to powinno istotnie obniżyć ceny energii, a przez to pozwolić nie tylko na utrzymanie konkurencyjności względem firm zagranicznych, lecz w niektórych przypadkach w ogóle pozwolić na przetrwanie przedsiębiorstwa – mówi. Jak przypomina, projekt w sprawie linii bezpośredniej przygotowało Ministerstwo Rozwoju i Technologii.
Także Janusz Gajowiecki wskazuje, że brak regulacji w tej sprawie istotnie ogranicza rozwój OZE w Polsce. Jego zdaniem projekt szykowany przez MRiT w dialogu z branżą ma wdrożyć najbardziej optymalne rozwiązania.
– Linia bezpośrednia rzeczywiście może być odpowiedzią na obecny kryzys – przyznaje minister Moskwa.
W rządzie powstały dwa konkurencyjne wobec siebie projekty w tej sprawie. Prócz resortu rozwoju jest to jeszcze opracowana przez MKiŚ nowela prawa energetycznego. – My rozpoczęliśmy prace nad tym projektem wcześniej. Nie ma też dużych różnic między nami, jeżeli chodzi o szczegóły. Są drobne różnice co do procedury i ponoszenia opłat za przesył energii. Nie możemy pozwolić, żeby działanie linii bezpośredniej negatywnie wpłynęło na opłaty odbiorców, którzy nie będą mogli z nich korzystać – mówi szefowa resortu klimatu.
Jak dodaje, projekt MKiŚ jest po Komitecie ds. Europejskich, „więc już na dosyć zaawansowanym etapie”. – Ważne, żeby to rozwiązanie mogło wejść w życie – wskazuje.

Cable pooling

Marina Dubakina ocenia, że usprawnieniem zwiększającym efektywność źródła energii jest cable pooling. – To dzielenie przyłącza z inną technologią, np. dobudowanie instalacji fotowoltaicznej tam, gdzie są już instalacje wiatrowe, i naprzemienne korzystanie ze wspólnej sieci, zgodnie z warunkami pogodowymi – opisuje. Jak dodaje, stan sieci energetycznej w Polsce na to pozwala, bo nie zwiększamy w ten sposób mocy przyłącza, ale jego wydajność. – Jednak w ostatnich latach odrzucono ponad 6 tys. wniosków deweloperów, co przekłada się na utracone 30 GW mocy, czyli połowę obecnie zainstalowanej mocy OZE w Polsce – podkreśla Dubakina.
– Cable pooling doskonale sprawdza się już w innych krajach Europy, np. Holandii czy Wielkiej Brytanii. By wprowadzić to rozwiązanie, wystarczą niewielkie zmiany w przepisach, polegające na „oddzieleniu” i „rozróżnieniu” mocy zainstalowanej źródeł wytwórczych od mocy przyłączeniowej – przekonuje Janusz Gajowiecki z PSEW. ©℗
Fot. materiały prasowe