statystyki

Japonia nie jest już krajem samurajów. To państwo zagubionych staruszków

autor: Rafał Tomański21.02.2015, 18:30; Aktualizacja: 21.02.2015, 19:14
Japonia to kraj, w którym młodzi częściej wybierają się po zachodni chleb niż po ryż

Japonia to kraj, w którym młodzi częściej wybierają się po zachodni chleb niż po ryżźródło: ShutterStock

Co nam się kojarzy z Japonią? Manga, sushi oraz korporacje, które wymagają bezwzględnego posłuszeństwa. Do tego filmy o jakuzie, nagradzane epopeje Akiry Kurosawy i kłanianie się przy powitaniu. Uniformizacja życia, która równała wszystkich do jednego wzoru. Bo w końcu, zgodnie ze starym tamtejszym powiedzeniem, każdy wystający gwóźdź zostanie wbity. Ale Japonia wpadła we własne sidła. Kraj uchodzący za symbol postępu od ponad 20 lat nie może poradzić sobie z recesją. Wyników nie dają nawet najbardziej śmiałe reformy. Dlaczego azjatycki tygrys ostatnimi czasy zdążył przerobić już praktycznie każdy rodzaj ekonomicznego dołka?

Największą japońską wadą jest niemożność szybkiego podejmowania decyzji. Żeby wprowadzić w firmie innowacje, trzeba przekonać do nich kierowników. Nie jednego szefa działu lub głównego prezesa, ale każdego z dyrektorów na wszystkich stopniach w strukturze przedsiębiorstwa. Zbiera się ich podpisy w formie pieczątek na swoim wniosku – przypomina to zdawanie karty obiegowej do studenckiej biblioteki. Po drodze każdy z posiadaczy pieczątek może pomysł utrącić, zresztą i tak innowacja zgłaszana oddolnie ma w Japonii pod górę, bo tu wszystko musi toczyć się zgodnie z konfucjańskimi zasadami posłuszeństwa. A jedną z nich jest szacunek wobec swojego szefa. Zgłaszanie własnego pomysłu graniczy z niesubordynacją.

Także walka o swoje nie jest mile widziana. Jeden z japońskich noblistów z fizyki z 2014 r., nagrodzony za wynalezienie diody LED emitującej niebieskie światło, od własnej firmy dostał w nagrodę równowartość 200 dolarów. Gdy wyjechał na amerykańską uczelnię, odkrył świat, w którym innowacja może przynieść wynalazcy ogromny majątek. Wytoczył macierzystej firmie proces o odszkodowanie. Na początku usłyszał, że najwyższą dla niego nagrodą powinna być sama możliwość pracy dla korporacji. Jednak sprawa zakończyła się po jego myśli: w 2005 r. sąd nakazał firmie Nichia zapłacić Shujiemu Nakamurze 8,1 mln dol.

Lekcja bez wniosków

W sierpniu minie 30 lat od najtragiczniejszej w historii lotnictwa pojedynczej katastrofy samolotu pasażerskiego. Maszyna Japan Airlines rozbiła się w górzystym terenie prefektury Gunma kilkanaście minut po starcie. Zginęło 520 osób, jednak według późniejszych raportów okazało się, że tak dużej liczby ofiar można było uniknąć. Wystarczyło szybciej podjąć akcję ratunkową, jednak ta została przez władze odłożona na poranek następnego dnia. Tokio odmówiło też przyjęcia pomocy oferowanej przez amerykańskich żołnierzy. Noc spędzona w górzystym terenie nazywanym przez Japończyków „Tybetem” skończyła się śmiercią wielu osób.

Z tej katastrofy należało wyciągnąć wnioski. Gdyby władze zastanowiły się nad skostniałymi metodami działania zastosowanymi po katastrofie samolotu, być może udałoby się uniknąć awarii w elektrowni atomowej w Fukushimie w 2011 r. W obu przypadkach komisje badające wypadki jako winnego wskazały japońską mentalność. Winnymi stali się nie Japończycy jako pojedyncze osoby, które nie dopilnowały swoich obowiązków, ale jako twory wyprodukowane przez kulturę. Jako ci, którym prawie nic w życiu nie wypada zrobić, którzy nie mówią otwarcie tego, co myślą, którzy świadomość wszelkich nieprawidłowości w firmach muszą zostawić dla siebie samych.

To z tych powodów traci impet tamtejsza gospodarka. Japońskie towary od kilku lat przestały wieść prym na świecie. Innowacje w koncernach, które po II wojnie dyktowały trendy, były spychane na dalszy plan, a szefowie woleli utrzymywać na etatach niepotrzebnych specjalistów i trwać przy skostniałej strukturze zależności niż dostosowywać się do rynku. W efekcie teraz takie marki jak Panasonic, Sony czy Olympus muszą na nowo szukać pomysłu na siebie. Fabryki telewizorów trzeba zamykać, bo bardziej opłacalne okazuje się robienie inteligentnych umywalek.

Młodzi bez szans


Pozostało jeszcze 55% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (4)

  • Piotr(2015-02-23 11:58) Zgłoś naruszenie 00

    Powyższy tekst w ponad 90% składa się ze stereotypów. A wystarczyło by pójść na jeden, dwa wykłady organizowane przez jakieś japońskie centrum kultury...

    Odpowiedz
  • Marcin(2015-02-22 22:35) Zgłoś naruszenie 00

    Eeee... Konfucjonizm jest w Chinach nie w Japoni autor ma małe pojęcie o czym pisze a japonia popadła w recesję nie przez cechy narodowe tylko przez nadmierną ingerencję państwa w gospodarkę i zbyt wysokie podatki, chociaż i tak to nic w porównaniu do Polski( vat w polsce 23% w Japoni 8%) Boże chciałbym aby w Polsce był taki kryzys jak w Japoni a rząd martwił się 3% bezrobociem jak u nich ;)

    Odpowiedz
  • beztogi.pl(2015-02-23 00:29) Zgłoś naruszenie 00

    Być może Japonia przechodzi zmiany społeczne jak każdy kraj, ale Państwo w którym roczne opóźnienie pociągów wynosi 2 minuty nadal pozostaje dla znakomitej większości krajów niedoścignionym przykładem.

    Odpowiedz
  • Realista(2015-03-20 10:16) Zgłoś naruszenie 00

    Japońska gospodarka stoi z powodu zapaści demograficznej. Wzrost to nic innego jak coraz większy popyt, do tego zaś potrzebni są klienci - ludzie, których jest coraz mniej.

    Drugim powodem problemów KKW są niskie podatki. Z powodu zbyt małych wpływów kraj ten jest niewypłacalny.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane