Tomasz Gontarz wiceprezes PKP Intercity / Materiały prasowe
Spółka PKP Intercity w maju uruchomiła dynamiczną taryfę, w której cena biletu zależy od popytu na połączenie. Jak to się sprawdza? Słychać głosy, że na początku tanich biletów w sprzedaży było sporo, a teraz jest ich jak na lekarstwo.
Może być ich mniej, ale to właśnie wynika z założeń nowego systemu. Przy dużym popycie cena za przejazd jest wyższa, choć nie przekracza pewnego progu, czyli ceny bazowej. Zainteresowanie przejazdami teraz jest zaś bardzo duże, bo zaczęły się wakacje. Jest też często tak, że określona pula tanich biletów dość szybko się wyprzedaje. Po prawie dwóch miesiącach działania możemy jednak stwierdzić, że dynamiczna taryfa sprawdza się. Widzimy bardzo duży wzrost liczby pasażerów. W maju przewieźliśmy ich o 16 proc. więcej niż w kwietniu. Więcej podróżnych jeździ w dni powszednie. Rośnie zainteresowanie połączeniami, które dotychczas były mało popularne. W efekcie odnotowaliśmy najlepszy wynik miesięczny w naszej 20-letniej historii. Znacznie poprawiła się też sprzedaż miejsc w wagonach 1. klasy. Mimo że w sprzedaży pojawiło się dużo biletów promocyjnych, to mamy wzrost przychodów.
Reklama
Przyczyn ogromnej popularności pociągów może być znacznie więcej. Mamy przecież rekordowe ceny benzyny.
Wysokie ceny paliw mogą wpływać na wzrost popytu na przejazdy koleją. Oferowanie tańszych przejazdów w mniej obleganych porach to dodatkowa zachęta do skorzystania z naszych usług dla tych, którzy jeździli koleją rzadko albo wcale.

Reklama
Niektórzy wyłapują jednak błędy w nowym systemie. Przykładowo na trasie Warszawa-Białystok według obietnic PKP Intercity ceny miały zostać utrzymane na poziomie dotychczasowej oferty Biletu Taniomiastowego. Tymczasem w weekendy brakuje miejsc siedzących, a za stojące trzeba zapłacić znacznie więcej - 53 zł zamiast 37 zł.
Na trasach, na których prowadzone są remonty, utrzymaliśmy ceny za przejazd na poziomie zbliżonym do Biletu Taniomiastowego. System jest w czasie kalibracji. A wtedy sporadycznie może się zdarzyć, że ktoś zapłaci więcej, niż powinien. Każdorazowo zwracamy tę różnicę. Mam nadzieje, że wkrótce system się dotrze i takie sytuacje nie będą występować.
Ostatnio podróżni narzekają na znacznie dłuższą podróż z Warszawy do Wrocławia. Pendolino kilka lat temu pokonywało ten odcinek w ok. 3 godz. 35 min, teraz jedzie 4 godz. 10 min. Cena podstawowa za bilet na ten pociąg to aż 169 zł. Może czasowo powinno się ją obniżyć?
Wydłużony czas przejazdu nie zależy od nas. W kilku miejscach są remonty, które prowadzi zarządca torów. Nie chcemy jednak obniżać ceny bazowej. Po to jest właśnie dynamiczna taryfa i ceny promocyjne, które mają się dostosowywać do popytu.
Podróżni zwracają też uwagę, że wasza strona internetowa, przez którą kupuje się bilety, zawiesza się. Zwłaszcza przed długimi weekendami czy świętami. Kiedy wreszcie znikną te problemy?
W ostatnim czasie wydajność internetowej platformy do sprzedaży biletów na pewno się poprawiła. Sytuacje z 2018 czy 2019 r., kiedy system sprzedaży przez kilka godzin był wyłączony, są już marginalne. Przyznaję, że 5 maja, czyli pierwszego dnia obowiązywania dynamicznych cen, strona działała wolniej. Część klientów nie mogła kupić biletu. W ciągu kilkunastu godzin uruchomiliśmy nowe serwery i w kolejnych dniach kłopotów nie było. Teraz odnotowujemy duże zainteresowanie naszymi usługami. W efekcie mogą się pojawić krótkotrwałe utrudnienia w zakupie biletu w związku z dużym ruchem zakupowym, ale na takie przypadki błyskawicznie reagujemy. Dodatkowo w ostatnich miesiącach obserwujemy zewnętrzne ataki na naszą stronę, które generują sztuczny ruch, a to też może spowalniać działanie strony. Skutecznie z tym walczymy. Zapewniam, że nie ma ryzyka dla bezpieczeństwa danych pasażerów. Każdy taki atak zgłaszamy do odpowiednich instytucji.
Jakiś czas temu pojawiła się zapowiedź, że PKP Intercity pożegna się z przestarzałym systemem sprzedaży Kurs 90, który uniemożliwia wprowadzenie różnych informatycznych udogodnień. Kiedy do tego dojdzie?
Systemem Kurs 90 opiekuje się spółka PKP Informatyka. Odpowiada zatem za stronę techniczną naszego systemu sprzedaży. W ciągu kilku miesięcy chcemy podpisać umowę na nowy system sprzedaży. Mamy na to pieniądze. Dzięki temu pożegnamy przestarzały Kurs 90, a dostaniemy system na miarę XXI w., który będzie uszyty pod nasze potrzeby.
Co to da pasażerom?
Przede wszystkim system będzie można łatwo konfigurować. W sposób prosty i szybki będzie można wprowadzać nowe oferty handlowe. System będzie stabilny i bardziej wydajny. W niepamięć odejdzie 45-minutowa przerwa techniczna koło północy. Bez problemu będzie można wprowadzić udogodnienia znane np. u wielu zagranicznych przewoźników. To choćby graficzna rezerwacja miejsc w każdym składzie, jeszcze lepszy i bardziej elastyczny system dynamicznych cen czy podawane w czasie w rzeczywistym wypełnienie konkretnego pociągu. Zakup biletu będzie szybszy i bezproblemowy.
Kiedy będzie wdrożony ten system?
Przed nami jeszcze wybór firmy i dalsze procedury. Realnie oceniam, że nowy system będzie gotowy w 2024 r. To nie tylko oprogramowanie, lecz także sprzęt. Będziemy musieli zbudować nowe serwerownie.
Jakich innych nowości można się spodziewać w najbliższym czasie?
Mimo że Kurs 90 ma ograniczenia, będziemy wprowadzać kolejne ulepszenia. Wspomniana graficzna rezerwacja miejsc, która działa już w elektrycznych zespołach trakcyjnych, czyli np. w Pendolino czy w Dartach, na początku 2023 r. będzie też możliwa w składach wagonowych. Dużym usprawnieniem w tym roku będzie pojawienie się nowej aplikacji mobilnej, która zastąpi tę dotychczasową - IC Mobile Navigator. Umożliwi m.in. szybki wybór ofert, zamawianie posiłków w Warsie, a także płatność m.in. Blikiem czy kartą płatniczą. Uruchamiamy też nowe kanały sprzedaży. Od czerwca bilety dostępne są także w aplikacji mPay oraz na stronie e-Podróżnik i sprzedają się dobrze. Najpewniej od sierpnia będzie można też je kupić przez aplikację Koleo.
Czy przy obecnym rekordowym popycie na przejazdy koleją pomieścicie wszystkich w wagonach? Czy zwiększacie ilość taboru?
W zeszłym sezonie letnim mieliśmy 1170 wagonów, a w tym - 1280, czyli o 110 więcej. To także nowe i modernizowane wagony, które sukcesywnie odbieramy od producentów. Kiedy widzimy, że dużo biletów się sprzedaje na dane połączenie, to staramy się wydłużać składy. Czasem na trasę kierowany jest drugi, tzw. zbisowany skład. Są jednak takie sytuacje jak choćby ta, do której doszło niedawno po dużym festiwalu Pyrkon w Poznaniu. Na dworcu pojawiły się setki ludzi, którzy liczyli, że wsiądą do pociągi i kupią bilet u konduktora. Wtedy nie ma gwarancji, że wszyscy pojadą. Uczulamy zatem podróżnych, by planowali podróż wcześniej i rezerwowali przejazd przynajmniej z jedno-, dwudniowym wyprzedzeniem. Możemy wziąć określoną grupę podróżnych na stojąco, ale tylko do określonego limitu. Za jego przekroczenie i przepełnienie składu, zgodnie z podpisaną z Ministerstwem Infrastruktury umową o świadczeniu usług publicznych, płacimy karę.
W najbliższym czasie ilość taboru będzie się jednak nadal zwiększać. Obecnie realizowanych jest pięć umów na dostawę modernizowanych lub nowych wagonów. Czekamy jeszcze na 234 sztuki. W tym roku ogłosimy zaś duży przetarg na dostawę 300 nowych wagonów z opcją na 150 wagonów. W realizacji są także dostawy 14 zmodernizowanych składów elektrycznych ED74. Wkrótce zaczną też jeździć pierwsze z 12 Flirtów, które dostarczy Stadler.
PKP Intercity prowadzi też ogromny przetarg na 38 siedmiowagonowych pociągów piętrowych. Kiedy zostanie rozstrzygnięty?
To pociągi, które mają być finansowane z Krajowego Planu Odbudowy. Nie czekając na jego zatwierdzenie, uruchomiliśmy przetarg. Jesteśmy po dialogu technicznym. Liczymy, że w tym roku podpiszemy umowę. To będzie spora rewolucja na torach. Składy chcemy kierować na trasy między dużymi miastami, a także sezonowo do kurortów.
Razem z innymi zamówieniami w przeciągu kilku lat znacznie zwiększy to nasze możliwości przewozowe. Jestem przekonany, że w tym roku pobijemy dotychczasowy nasz rekord z 2019 r., który wynosi 49 mln podróżnych. Po sześciu miesiącach mamy 25,4 mln przewiezionych osób. A przed nami najlepsze miesiące w roku.
Chyba że z dużą siłą wróci pandemia…
Liczymy się z tym, ale sądzimy, że latem, kiedy przewozimy najwięcej podróżnych, nie będzie ogromnej fali zachorowań, która wymusi np. powrót ograniczeń.
Rozmawiał Krzysztof Śmietana