Na zabezpieczenie się przed kryzysami walutowymi banki centralne mają ponad 12 bln dol.
Rezerwy walutowe banków centralnych odpowiadają dwum trzecim światowego PKB / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Banki centralne na całym świecie zgromadziły rezerwy walutowe, których wartość wynosi 12,4 bln dol. To kwota większa niż ubiegłoroczny produkt krajowy brutto Stanów Zjednoczonych. W sumie rezerwy banków centralnych to równowartość jednej szóstej światowego PKB.

Reklama
Do niedawna rezerwy walutowe banków centralnych szybko rosły. W ostatnich miesiącach trend się zatrzymał, co było spowodowane m.in. umocnieniem dolara, w efekcie czego zmniejszyła się wartość tej części rezerw, które były utrzymywane w innych walutach. Dodatkowo spadały ceny złota, które też jest często składnikiem rezerw banków centralnych.
Wzrost z kilku ostatnich lat jest związany z działaniami amerykańskiej Rezerwy Federalnej. – Ilościowe luzowanie polityki pieniężnej, powszechnie nazywane drukowaniem pieniądza w USA, powodowało napływ kapitału na rynki wschodzące, powodując umacnianie ich walut. Kraje starały się temu przeciwdziałać, skupując nadwyżkowe dolary, które zasilały rezerwy. Szybko rosły one również w krajach eksportujących na dużą skalę surowce – tłumaczy Maciej Krzak, wykładowca Uczelni Łazarskiego.
Jednak i pod tymi względami sytuacja zaczyna się jednak zmieniać. Amerykanie odchodzą od drukowania pieniądza, a w ciągu kilku miesięcy zapewne zaczną tam rosnąć stopy procentowe. Taniejące surowce odbijają się na dochodach ich eksporterów. Szczególnym przypadkiem jest Rosja, która nie tylko mniej zarabia na ich sprzedaży, ale też musi pozbywać się rezerw, broniąc się przed spadkiem kursu rubla.
Rezerwy walutowe mają służyć przede wszystkim stabilności walut poszczególnych państw. Ale ich utrzymywanie jest często kosztowne. – Dotyczy to krajów, w których stopy procentowe są wyższe niż w USA czy strefie euro, gdzie waluty są głównym składnikiem rezerw banków centralnych – wskazuje Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego. Tę negatywną różnicę można próbować rekompensować, inwestując w bardziej dochodowe aktywa. To jednak oznacza również wyższe ryzyko, którego zarządzający rezerwami starają się unikać.
Krajem o największych rezerwach walutowych są Chiny. Ekonomiści rzadko patrzą jednak na ich bezwzględną wysokość. Bardziej liczy się to, jak wpływają na stabilność danej gospodarki, np. na jak długo rezerwy wystarczyłyby, gdyby były jedynym źródłem opłacania importu. W takiej klasyfikacji Chiny są dopiero na trzeciej pozycji, a pierwsze miejsce przypada Arabii Saudyjskiej, gdzie rezerwy pokrywają 4,5-letni import. W Rosji od kilkunastu miesięcy rezerwy szybko się kurczą, ale nadal wystarczają na niemal półtora roku importu. W Polsce jest to sześć miesięcy. Przyjmuje się, że minimum, poniżej którego kraj jest zagrożony gwałtownym spadkiem kursu waluty, to trzy miesiące. W połowie tego roku tego warunku nie spełniały 33 kraje spośród 101 państw, dla których dane publikuje Bank Światowy.
Rezerwy walutowe Polski wynoszą nieco ponad 100 mld dol. – I mam nadzieję, że będą rosły – twierdzi Piotr Kalisz. Dlaczego? – Do Polski napływają duże kwoty z Unii Europejskiej. Liczę na to, że one będą wymieniane przez rząd w NBP, a nie na rynku. W ten sposób będzie można uniknąć presji na umocnienie złotego – wyjaśnia ekonomista.