Rząd Federacji Rosyjskiej wydał 6 marca br. dekret nr 299, w którym postanawia, że kwota odszkodowania wypłacana uprawnionemu w przypadku podjęcia decyzji o wykorzystaniu bez zgody jego wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego wynosi teraz okrągłe zero. Chodzi tu o uprawnionych mających obywatelstwo „nieprzyjaznych” Rosji krajów (na tej liście znajdują się m.in. państwa członkowskie Unii Europejskiej, a więc także Polska) lub prowadzących w tych państwach działalność gospodarczą.
Zdaniem ekspertów sięgnięcie po licencje przymusowe to odpowiedź na sankcje nałożone na Rosję przez kraje zachodnie. I jednocześnie taktyka obronna przed możliwymi deficytami produktów opartych na rozwiązaniach zastrzeżonych przez zagraniczne firmy.
Postanowienie rosyjskiego rządu wzburzyło wielu rodzimych rzeczników patentowych. Część z nich nawołuje do wykluczenia Rosji m.in. z systemu madryckiego zarządzanego przez Światową Organizację Własności Intelektualnej oraz ze Światowej Organizacji Handlu. Na razie, jeszcze przed wydaniem dekretu (konkretnie 1 marca br.), Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej zerwał współpracę z rosyjskim urzędem patentowym Rospatent oraz Eurazjatycką Organizacją Patentową.
Reklama
Możliwe scenariusze

Reklama
Wielu rzeczników patentowych tonuje jednak nastroje i zaleca, by przedsiębiorcy nie wpadali w panikę. Tego typu rozwiązanie prawne było już bowiem znane wcześniej. Istniały przepisy zezwalające na korzystanie z chronionych w Rosji patentów z uwagi na potrzeby obronności państwa i bezpieczeństwo narodowe. Z tej możliwości skorzystano chociażby w odniesieniu do jednego z leków związanych z terapią przeciwko COVID-19.
Tamte regulacje przewidywały, że właścicielowi praw do patentu, w związku z przymuszeniem go do udzielenia licencji, przysługiwało odszkodowanie w wysokości 0,5 proc. potencjalnych dochodów z tytułu sprzedaży produktu opartego na jego rozwiązaniu. Marcowy dekret nie zmienił znacząco tego mechanizmu, lecz zniwelował kwotę odszkodowania do zera.
Jak podkreśla Piotr Godlewski, europejski rzecznik patentowy i wspólnik w kancelarii JWP Rzecznicy Patentowi, przejęcie praw do wynalazku nie odbywa się automatycznie. Każdorazowo wymagana jest zgoda organu administracji rządowej Rosji.
- To rozwiązanie, choć bardzo wątpliwe z punktu widzenia międzynarodowych traktatów odnoszących się do praw własności intelektualnej, nie sprawia, że Rosjanie będą lawinowo przejmować cudze technologie - uważa Godlewski. Argumentuje, że tak wynika z rozmów przeprowadzonych przez niego z rosyjskimi rzecznikami patentowymi, do których jego kancelaria zwróciła się o komentarz w sprawie wydanego dekretu.
Ale co, gdyby jednak stało się inaczej? O takim scenariuszu opowiada nam Bartosz Krakowiak, rzecznik patentowy i członek zarządu w kancelarii rzeczników patentowych POLSERVICE.
- Gdyby taki instrument prawny był na dużą skalę wykorzystany przez administrację rosyjską, to nawet po osiągnięciu normalizacji w stosunkach gospodarczych z Rosją skutki takich działań mogłyby być bardzo dotkliwe dla polskich firm - przyznaje. Gdyby bowiem kluczowe technologie rodzimych przedsiębiorców zostały przejęte, mogłoby to dla nich oznaczać nawet zamknięcie drogi powrotnej na tamtejszy rynek.
Ryzyko eskalacji
Największy kłopot w tym, że dekret znoszący odszkodowania za licencję przymusową może być dopiero pierwszym krokiem w kierunku całkowitego zalegalizowania piractwa w Rosji. Dzień przed wydaniem tego aktu rosyjska agencja prasowa TASS informowała, że moskiewski rząd rozważa całkowite zniesienie praw własności intelektualnej w odniesieniu do dóbr, do których dostęp został Federacji Rosyjskiej odcięty. Mówiono wówczas o możliwym zniesieniu ochrony patentowej (co właśnie nastąpiło), a także znakach towarowych czy licencjach na oprogramowanie komputerowe.
Co by to oznaczało? - Że w zasadzie każda polska firma, która wycofała się z rosyjskiego rynku, byłaby narażona, iż jej prawa własności intelektualnej zostaną przejęte i wykorzystane na mocy lokalnego prawa - wskazuje Bartosz Krakowiak. Teoretycznie w Rosji mogłyby więc zostać otwarte np. sklepy odzieżowe pod markami polskich firm, które zdecydowały się na wycofanie z rosyjskiego rynku.
- Franczyzobiorcy mogliby zaś kontynuować korzystanie z licencjonowanych znaków towarowych i obniżać płatności o wartość opłat licencyjnych - mówi Tomasz Zalewski, radca prawny i partner w kancelarii Bird & Bird. Albo ruszyłyby na nowo tamtejsze fabryki należące do rodzimych przedsiębiorców i mogłyby produkować produkty opatrzone ich logotypami. A rynek zalałaby fala podróbek. I większość polskich przedsiębiorców nie miałaby w zasadzie żadnych możliwości, by się przed tym ochronić.
Pewne narzędzia mogliby mieć co najwyżej niektórzy twórcy oprogramowania, dostarczający usługi w modelu chmurowym albo hybrydowym, umożliwiającym zdalną kontrolę nad dostępem do takiego programu.
- Na ile zapowiedzi Rosjan są elementem prowadzonej kampanii strachu i dezinformacji, a na ile faktycznie rozważanymi rozwiązaniami prawnymi, dopiero czas pokaże - konkluduje Bartosz Krakowiak.
Zapytaliśmy o komentarz Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej. Do zamknięcia numeru nie uzyskaliśmy jednak odpowiedzi.
Wymiana handlowa Polski z Rosją / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe