Napięta sytuacja na rynku surowców energetycznych i wysokie ceny ropy pozwalają największym firmom naftowym liczyć rekordowe zyski.
Amerykański gigant naftowy ExxonMobil w ubiegłym roku zarobił 23 mld dol. Dla porównania rok wcześniej wykazał stratę 1,4 mld dol. W podobnej sytuacji jest jego krajowy konkurent. Chevron po kłopotach związanych z lockdownem i stratą sięgającą 665 mln dol. tym razem wykazał zysk 15,6 mld dol.
To najlepsze wyniki obu firm od siedmiu lat, wtedy cena za baryłkę przekraczała nawet 105 dol. Teraz również tendencja jest zwyżkowa – ropa kosztuje powyżej 90 dol. za baryłkę. Część prognoz (m.in. JP Morgan) wskazuje, że w tym roku bariera 100 dol. za baryłkę również może zostać przebita.
Reklama
Wysokie ceny ropy i gazu dają się we znaki gospodarstwom domowym, ale też przemysłowi. Inflacja producencka w grudniu w strefie euro sięgnęła 26 proc. W Polsce wyniosła 18,3 proc. Sprzyjają jednak naftowym potentatom – co widać było już w końcówce ubiegłego roku. Exxon w samym IV kw. wypracował 8,8 mld dol. zysku. Było to o 500 mln dol. więcej, niż spodziewali się analitycy. Chevron od października do grudnia zarobił 5,1 mld dol.
Na kontynencie powody do zadowolenia ma Shell, który zarobił 19,29 mld dol. w porównaniu z 4,85 mld dol. rok wcześniej. Analitycy spodziewali się 17,8 mld dol. W ostatnim kwartale zyski wyniosły 6,4 mld dol. Firma spłaciła też w tym czasie 4,8 mld dol. zadłużenia.

Reklama
Na dotychczas opublikowane informacje rynek reagował entuzjastycznie. Notowania Exxona wzrosły od początku roku o ok. 30 proc., Chevronu – o 14 proc. To po części wynik dbałości o swoich akcjonariuszy. Koncerny naftowe zrezygnowały z dalszych obniżek dywidend. Shell zwiększy ich wypłatę o 4 proc., Chevron – o 6 proc. Jak wyliczył lewicowy brytyjski think tank Common Wealth, Shell i BP przekazały akcjonariuszom 147 mld funtów w formie dywidend i wykupu akcji tylko w ciągu ostatniej dekady.
Rekordowe zarobki na drogiej ropie nie podobają się niektórym politykom, zwłaszcza tym zwracającym uwagę na konieczność walki z globalnym ociepleniem – firmy deklarują bowiem, że w najbliższym czasie będą zwiększać produkcję paliw kopalnych. Jednocześnie fakt, że rekordowe wyniki Shell, największego sprzedawcy gazu skroplonego (LNG) na świecie, zbiegły się z ogłoszeniem brytyjskiej taryfy za gaz, zgodnie z którą obywatele zapłacą ponad 50 proc. więcej niż wcześniej, wywołał dyskusję na temat skuteczności walki z rosnącymi cenami energii.
Politycy brytyjskiej Partii Pracy dążą do większego obciążenia podatkowego koncernów naftowych na rzecz obywateli. Ed Miliband, były lider labourzystów, a obecnie minister ds. klimatu w gabinecie cieni, postuluje, by firmy osiągające teraz ogromne zyski pokryły przynajmniej częściowo wysokie koszty energii, z jakimi borykają się obywatele. Zgodnie z założeniem uzyskane tą drogą 1,2 mld funtów miałyby zapewnić 200 funtów rekompensaty dla każdego gospodarstwa domowego oraz 600 funtów wsparcia dla najbardziej potrzebujących. Na razie rząd odrzucił ten postulat, choć jeszcze jesienią deklarował, że bierze pod uwagę podobny pomysł. Zapowiedział natomiast, że ok. 80 proc. gospodarstw domowych otrzyma w tym roku wsparcie w wysokości 350 funtów – średnio drugie tyle będą musieli pokryć jednak z własnej kieszeni.
Niewykluczone jednak, że temat wróci na agendę – pomysł wspiera również część rządzącej Partii Konserwatywnej. Oliwy do ognia mogą dolać również dzisiejsze wyniki flagowego brytyjskiego koncernu – BP. Prognozy wskazują, że wykaże nawet ponad 16 mld dol. zysku. Rok wcześniej odnotowano stratę 5,7 mld dol., w 2019 r. zysk 10 mld dol.
Dodatkowe obciążenia nie zyskają poparcia koncernów. „Nie jestem przekonany, że nieoczekiwane podatki, choć wydają się popularne, pomogą nam w podaży ani też nie pomogą nam w popycie” – mówił dyrektor generalny Shell Ben van Beurden. Firma pod koniec ubiegłego roku zdecydowała o przeniesieniu swojej centrali z Holandii na Wyspy, nieoficjalnie właśnie z powodu atmosfery dla biznesu – na kontynencie firma przegrywała procesy z powodu niewystarczających działań na rzecz klimatu.
Oprócz globalnych koncernów na drogiej ropie wzbogacają się kraje eksportujące ropę naftową i gaz, w których firmy są pod kontrolą państwa. W Rosji przychody ze sprzedaży surowców przebiły wcześniejsze prognozy o ponad połowę i stanowiły 36 proc. budżetu państwa. Tamtejszy resort finansów oczekiwał ceny ok. 45 dol. za baryłkę. Ostatecznie wynosiła jednak 69 dol. Jeszcze więcej zarobiono na gazie, który kosztował ok. 280 dol. za 1000 m sześc. Tym samym był prawie dwukrotnie droższy niż szacowania. Państwa Zatoki Perskiej oczekują, że ceny ropy będą wzrastać również w tym roku. Choć średnio spodziewają się mniejszych cen niż obecne. Katar oparł swój budżet na 2022 r. na wycenie 55 dol. za baryłkę (rok wcześniej było to 40 dol.).
Arabia Saudyjska dzięki korzystnej sytuacji na rynku planuje w trwającym roku osiągnąć pierwszą nadwyżkę budżetową od ośmiu lat. Z kolei ministerstwo finansów Kuwejtu w projekcie budżetu oceniło, że deficyt wyniesie w tym roku ok. 10 mld dol. – o prawie 75 proc. mniej niż w poprzednim roku. Zasługą jest właśnie droga ropa – dochód z niej ma przekroczyć 55 mld dol. i tym samym poprawić się o ok. 84 proc.
Po drugiej stronie są ci, którzy muszą coraz więcej płacić za paliwo. To przede wszystkim Chiny. Na skutek wysokich cen, spowolnienia gospodarki oraz uwolnienia swoich rezerw strategicznych import surowca do Państwa Środka spadł po raz pierwszy do 20 lat. Wyniósł 10,26 mln baryłek dziennie.