Przedstawiciele hutnictwa, które jest największym odbiorcą rekompensat (za 2020 r. trafiło do branży z tego tytułu 288,9 mln zł), wskazują, że uzyskane tą drogą środki pozwolą utrzymać obecną sytuację na rynku, jednak ceny energii i wydatki w związku z unijną polityką klimatyczną nadal będą dla firm bardzo dużym obciążeniem. – Rekompensaty mają duże znaczenie dla kondycji naszego przemysłu, ale nie biorą się znikąd, to jedynie maksymalnie 25-procentowy zwrot wcześniej poniesionych kosztów. Sam fakt, że są wypłacane dopiero jesienią kolejnego roku, sprawia, że firmy muszą zaciskać pasa przez długi czas – mówi Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (HIPH).
Część biznesu wskazuje, że tak duży wzrost rekompensat i tak ma się nijak do realiów rynkowych. – Rekompensaty wypłacane jesienią 2022 r. będą obliczane na podstawie cen uprawnień do emisji CO2 z 2020 r. wynoszących ponad 20 euro za tonę CO2, więc nie będą odzwierciedlały wzrostu cen z 2021 r., sięgającego nawet 90 euro – podkreśla Szymon Czechowski, dyrektor prawny i relacji zewnętrznych w CELSA Huta Ostrowiec.
W kolejnych latach pieniędzy będzie jeszcze więcej. Wyższe kwoty to efekt nowych wytycznych Komisji Europejskiej pozwalających m.in. na objęcie wsparciem całości zużycia energii elektrycznej, niezależnie od źródła jej pochodzenia, czy dających możliwość przyznania dodatkowych rekompensat w uzasadnionych przypadkach. Zgodnie z nowym projektem ustawy o rekompensatach uwzględniającym unijne wytyczne, w ciągu najbliższej dekady wypłaty mają osiągnąć nawet 37 mld zł. W 2024 r. przekroczyłyby 3,5 mld zł, natomiast w 2029 r. osiągnęłyby poziom prawie 5,2 mld zł. Przemysł zauważa jednak, że zbiegnie się to z dalej drożejącą energią i rosnącymi kosztami po stronie firm.
Reklama
– Każda bonifikata czy rekompensata przy aktualnych cenach mediów jest ważna i znacząca. Należy jednak zauważyć, że aby zrekompensować całość wzrostu cen energii elektrycznej i gazu dla naszego zakładu, musiałaby być zwiększona 10-krotnie – dodaje Marek Ściążko, wiceprezes Stowarzyszenia Papierników Polskich, członek rady nadzorczej Velvet CARE.
Projekt jednak wciąż jest procedowany w rządzie, choć na jego podstawie mają być już przyznane środki za 2021 r. Czasu zaczyna brakować, bo nowe prawo będzie musiało uzyskać jeszcze zgodę Komisji Europejskiej. By temu zaradzić, wyjątkowo przedsiębiorcy będą mogli składać swoje wnioski do końca kwietnia, a nie – jak w poprzednich latach – do końca marca. – Liczymy, że projekt ustawy niebawem zostanie przekazany do Sejmu – mówi Agnieszka Głośniewska, rzecznik prasowy URE.
Unijne wytyczne zmieniają nie tylko kwoty, ale też zakres sektorów, które będą mogły ubiegać się o wsparcie. Dodano m.in. produkcję wodoru czy przetwarzanie petrochemii, ale usunięto m.in. produkcję nawozów azotowych. Jest to zbieżne z unijną polityką ograniczania ich zużycia na rzecz ekologicznej produkcji rolniczej. Producenci byli jednak dotychczas jednym z ważniejszych odbiorców środków – za 2020 r. branża otrzymała 118 mln zł, co stanowi ok. 15 proc. całej przyznanej puli.
W obliczu rosnących cen gazu obciążenia producentów wzrosły w ciągu ostatniego roku nawet o 100 proc., co boleśnie przełożyło się również na wydatki rolników. Dlatego wicepremier i minister rolnictwa Henryk Kowalczyk zapowiedział w niedzielę, że resort będzie ubiegał się o ponowne wpisanie produkcji na listę działalności energochłonnych. Ministerstwo Rolnictwa przypomina, że unijne przepisy powstawały w 2020 r., gdy nie było tak dużych problemów z cenami gazu. Zwróciło się do Ministerstwa Rozwoju i Technologii (MRiT) z prośbą o ponowne uwzględnienie branży w nowej ustawie. Do momentu zamknięcia wydania nie otrzymaliśmy od MRiT odpowiedzi w tej sprawie. Branża przyjęła zaś zapowiedzi bardzo entuzjastycznie. ©℗