Nikt nie wie, ile dokładnie jest w Polsce cmentarzy. Wiadomo za to, ile rocznie wart jest biznes funeralny. To lekko licząc niemal 1,5 mld zł. Leży czy stoi – i tak jest się o co bić. Jak mówi jeden z przedsiębiorców pogrzebówki, on zatrudnia kilku strażaków, bo wie, że konkurencja będzie starała się go spalić. Inni, duzi, mają na etatach albo na umowach ochroniarzy, którzy w razie potrzeby będą się dobrze prezentowali w uniformach i poniosą trumnę.
Płaczemy po zmarłych, wspominamy ich, rozpamiętujemy chwile, jakie było nam dane z nimi spędzić. Jednocześnie boimy się nieboszczyków, brzydzimy wszystkim, co kojarzy się ze śmiercią. I podświadomie obawiamy się ludzi, którzy zawodowe życie związali z biznesem pogrzebowym. Z angielska zwanym funeralnym, bo tak ładniej brzmi. Po trzykroć błąd.
Raz – nie należy się bać zmarłych, bo nie mogą nam wyrządzić żadnej krzywdy. Dwa – ucieczka przed śmiercią niczego nie zmieni, bo ona jest wpisana w życie. Trzy – osoby, na które jesteśmy skłonni spoglądać z wyższością – obdarzając je epitetami typu kopidoły – mogą okazać się ludźmi, którzy pomogą nam przejść przez najbardziej traumatyczne momenty naszej egzystencji.