DGP dotarł do informacji rządu dla Komisji Europejskiej o działaniach zmniejszających deficyt. Jak wynika z dokumentu, jego wysokość spada znacznie szybciej, niż prognozowała Komisja Europejska. Resort finansów szacuje, że na koniec 2015 r. wyniesie 2,5 proc. PKB – podczas gdy wiosenne szacunki Komisji mówiły o 2,9 proc. Jak dodatkowo pokazują piątkowe dane GUS, na koniec 2013 r. deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 4 proc. PKB (KE przewidywała, że będzie to 4,8 proc., czyli aż o 13 mld zł więcej).

Zgodnie z ustawą budżetową na ten rok deficyt miał sięgnąć 47,5 mld zł. Przedstawiając projekt budżetu na 2015 r. MF mówiło już o tegorocznej dziurze w wysokości 34 mld zł. W rzeczywistości ma być ona mniejsza od zaplanowanej aż o 18-20 mld zł i skurczyć się do mniej niż 30 mld zł.

Przyczyny? Dochody budżetu mogą być nawet 10 mld zł większe, niż pierwotnie planował resort. To efekt dużych wpływów z podatków, zwłaszcza z VAT. Było to szczególnie widoczne w pierwszych miesiącach roku, gdy pieniędzy z podatku od towarów i usług było o 25–30 proc. więcej niż rok wcześniej. Działo się tak dzięki poprawie koniunktury gospodarczej. Wyraźnie lepsze były wtedy nastroje wśród konsumentów, co miało wpływ na ich wydatki. Wpływy z VAT zwiększały się pomimo bardzo niskiego wzrostu cen – średnioroczna inflacja będzie w tym roku oscylować wokół zera, a ministerstwo, tworząc budżet, spodziewało się, że wyniesie ona 2,4 proc.

Z drugiej strony ministerstwo zakłada też spadek wydatków – w sumie o 8 mld zł. Oszczędności widać już w kosztach obsługi długu. W ciągu dziewięciu miesięcy wydano na ten cel 14,2 mld zł, czyli tylko ok. 58 proc. kwoty na cały rok. Budżet zyskuje m.in. na spadku rentowności obligacji.

Resort finansów liczy na to, że – jak co roku – innym ministerstwom nie uda się wykonać w pełni planu wydatków.

Dobry wynik budżetu państwa to przyczyna optymistycznych prognoz dotyczących deficytu całego sektora finansów publicznych. Według ministerstwa w tym roku spadnie on do 3,3 proc. PKB z 4 proc. PKB w roku ubiegłym. W 2015 r. ma to być już 2,5 proc. PKB.

To z jednej strony dobry sygnał, że Polska realizuje plan ograniczania deficytu. Z drugiej widać, że organ wykonawczy UE, zalecając nam wcześniej różne działania antydeficytowe, nie doszacował ich skutków. W efekcie, jak zauważa resort, także w tym roku prognozowany deficyt – 3,3 proc. PKB – będzie poniżej rekomendowanego przez Brukselę 3,9 proc. Łącznie podjęte w latach 2014 i 2015 – zmniejszone wydatki i zwiększone dochody – mają przynieść efekt rzędu 2,66 proc. PKB, czyli 46 mld zł. Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, zwraca uwagę, że w ograniczaniu deficytu pomaga gospodarcze przyspieszenie (bo wzrastają dochody, zwłaszcza w budżecie centralnym), ale też tzw. reforma OFE, dzięki której rząd oszczędza m.in. na obsłudze długu publicznego.

Decydującą rolę w kolejnych latach ma jednak odgrywać reguła wydatkowa, którą resort wprowadził w 2013 r., a zgodnie z którą, począwszy od budżetu na 2015 r., mają być układane wszystkie kolejne. Reguła nakłada górny pułap wydatków na cały sektor finansów publicznych, czyli budżet centralny, budżety samorządów oraz ubezpieczenia społeczne. Jest tak skonstruowana, że wydatki budżetu rosną wolniej niż gospodarka i dochody budżetu, co samoczynnie zmniejsza deficyt. W efekcie spada relacja wydatków publicznych do PKB. W tym roku mają one wynieść 41,5 proc. produktu krajowego brutto, w kolejnym już 41 proc., a w 2017 r. zejść poniżej 40 proc. „W kolejnych latach przewiduje się dalszą konsolidację finansów publicznych, aż do osiągnięcia średniookresowego celu budżetowego na poziomie -1% PKB najpóźniej w 2018 r.” – napisał resort finansów w dokumencie. Co oznacza, że po osiągnięciu celu w latach wzrostu gospodarczego budżet miałby nadwyżkę, a podczas recesji deficyt nie przekraczałby 3 proc. PKB.

Chociaż zdaniem Grzegorza Maliszewskiego ważne jest nie tylko tempo zmian: – Mimo wszystko brakuje strukturalnego podejścia do sprawy obniżenia wydatków i – przede wszystkim – bardziej efektywnego ich kierowania. Nadal przeważają transfery społeczne, w mniejszości mamy wydatki majątkowe, które mogłyby posłużyć zwiększaniu efektywności gospodarki – zauważa główny ekonomista Banku Millennium.

Ale już osiągnięcie deficytu sektora finansów publicznych na poziomie 3,3 proc. PKB w tym roku powoduje, że Polska będzie bliska spełnienia kryterium z Maastricht, które wynosi 3 proc. Wątpliwe, by Komisja zdjęła z Polski na tej postawie procedurę nadmiernego deficytu w 2015 r., za to praktycznie jest pewne, że nastąpi to rok później. Jak zwraca uwagę Maliszewski, byłby to drugi taki przypadek w historii naszego członkostwa w UE. A kiedy to się stanie, dyskusja o tym, kiedy wchodzić do strefy euro, zacznie się z nową siłą.

Przeważają transfery społeczne, wydatków na inwestycje jest mało

OPINIA

Zagrożenia dla osiągnięcia zakładanego przez resort finansów deficytu sektora finansów publicznych na poziomie 2,5 proc w przyszłym roku są niemałe. Podstawowym jest sytuacja w strefie euro. Niestety rośnie tam prawdopodobieństwo recesji. Gdyby ona nastąpiła, to odpowiedzieć na takie zagrożenie będzie trudno i stanie się to z opóźnieniem. To dla Polski może oznaczać zahamowanie eksportu i spowolnienie tempa inwestycji. Może także wytracić tempo konsumpcja, ale dopiero w drugiej połowie roku, bowiem przez co najmniej kilka miesięcy będzie się jeszcze poprawiała sytuacja na rynku pracy.

Mój scenariusz bazowy wzrostu gospodarki dla Polski przewiduje, że w ostatnim kwartale tego roku i pierwszym przyszłego będziemy mieli spowolnienie wzrostu do 2,2 proc PKB, ale jeśli pojawi się recesja w strefie euro, to może być jeszcze mniej. W budżecie rząd założył, że wzrost PKB wyniesie w przyszłym roku 3,4 proc PKB, podczas gdy my uważamy, że będzie to 2,9 proc., co może spowodować, że w finansach publicznych pojawią się napięcia. Dlatego uważam, że deficyt sektora finansów publicznych może być wyższy niż 2,5 proc. Choć z drugiej strony nie przekroczy 3 proc., czyli kryterium konwergencji zostanie spełnione. Ale w takiej sytuacji mogłaby się pojawić dyskusja na temat trwałości tego osiągnięcia. Mało jednak prawdopodobne, by deficyt w przyszłym roku przekroczył 3 proc. – dlatego że aby to się stało, spowolnienie musiałoby być większe.