Reklama
Z danych GUS wynika, że w październiku ceny materiałów budowlanych skoczyły o 5 proc. rok do roku i o 0,8 proc. wobec września. To największy wzrost w obu ujęciach w ostatnich dwóch latach.
Najbardziej podrożała budowa budynków (6,1 proc. r/r) czy budowa obiektów inżynierii lądowej i wodnej (5,6 proc.). Najmniej zdrożały roboty specjalistyczne (4,8 proc.). Brak materiałów i wysoki koszt surowców przekładają się na spadek koniunktury. Według GUS wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w budownictwie pogorszył się i jest najsłabszy od wiosennego lockdownu.
Dane te są zbieżne z innymi pomiarami. Indeks koniunktury w budownictwie Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH też zauważalnie spada w IV kwartale br. Taki wynik może tłumaczyć początek sezonu zimowego, który osłabia prace w branży.
Eksperci wskazują, że pogorszenie koniunktury nie wynika już z sytuacji pandemicznej.

Reklama
– Obecnie budownictwo funkcjonuje w warunkach umiarkowanego spowolnienia inwestycyjnego. Jego przyczyn nie należy jednak upatrywać w przeciągającej się epidemii, tylko w naturalnym cyklu koniunkturalnym, który jest silnie uzależniony od napływu środków z UE. To między innymi z tego powodu nie może obecnie wystartować duża część inwestycji samorządowych, w segmencie kolejowym dramatycznie brakuje nowych przetargów, a segment drogowy narzeka na niedostateczną podaż nowych inwestycji – mówi Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB). Jak dodaje, wkrótce inwestycje publiczne na drogach, kolei i energetyce zaczną mocno przyspieszać i dołączą do rozgrzanego rynku mieszkaniowego i logistycznego.
Przyszłe ożywienie może dalej śrubować wzrost cen. A te już teraz są bardzo wysokie. Stowarzyszenie Wykonawców Elewacji (SWE) wylicza, że za styropian trzeba zapłacić nawet 120 proc. więcej niż rok wcześniej. Jak wskazują z kolei Polskie Składy Budowlane, w październiku odnotowano wzrost cen we wszystkich 20 badanych grupach asortymentowych – średnio o ponad 20 proc. Rekordy należą do płyt OSB (wzrost o 101 proc.), izolacji termicznych (o 54 proc.) oraz suchej zabudowy (o 41 proc.).
Pomimo droższych towarów, ich producenci nie narzekają na zapotrzebowanie. Zwłaszcza że część wykonawców widząc, co się dzieje, decyduje się na gromadzenie zapasów. – Na wszystkich rynkach obserwujemy podobną sytuację – stosunkowo wysoki popyt zderza się z gwałtownym wzrostem kosztów. W łańcuchach dostaw zachodzą niespodziewane zmiany i momentami brakuje kluczowych surowców. Dodatkowo rosną koszty transportu. Z drugiej jednak strony obserwujemy tendencję wzrostową popytu na nasze produkty i przewidujemy, że ona się utrzyma w najbliższym czasie dla całej branży – mówi Jacek Michalak, prezes Grupy Selena.
Popyt to jednak nie wszystko, część branży boi się bowiem o opłacalność działalności. – W dziedzinie surowców służących do wytworzenia materiałów budowlanych mieliśmy do czynienia ze wzrostami cen rzędu kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu procent, a w niektórych wypadkach surowce podrożały wręcz o 100 proc. To spowodowało, że producenci materiałów budowanych, pomimo relatywnie dobrej koniunktury, zanotowali spadki rentowności od kilku do nawet kilkunastu procent. W niektórych grupach asortymentowych możemy już mówić o otarciu się o próg rentowności – mówi Paweł Kisiel, prezes Grupy Atlas. Jak dodaje, w przyszłym roku można spodziewać się nawet jeszcze większych wzrostów.
A drożyzna i niedobory już teraz negatywnie odbijają się na zyskach wykonawców. Unibep w III kw. odnotował 6,4 mln zł skonsolidowanego zysku netto – o 13,35 mln zł mniej niż rok wcześniej. Zysk netto Budimeksu wynoszący 101,1 mln zł, choć minimalnie lepszy niż rok temu (o 2,6 mln zł), okazał się słabszy, niż spodziewał się rynek. Według prognoz analityków pytanych przez PAP biznes powinien osiągnąć ok. 116,3 mln zł.
– Kontrolujemy i optymalizujemy koszty, co pozwala na zminimalizowanie wpływu negatywnych czynników rynkowych i umożliwia osiąganie zakładanych rentowności. Mamy dobry portfel zamówień – w części budowlano-infrastrukturalnej – na IV kwartał 2021 r. i kolejne lata wynosi ok. 2,4 mld zł. Tylko w tym roku podpisaliśmy umowy o wartości 1,8 mld zł. – zapewnia Leszek Gołąbiecki, prezes Unibepu.
W gorszej sytuacji są natomiast mniejsze przedsiębiorstwa. – Niestety kwoty końcowe większości dużych realizacji były negocjowane pół roku, a nawet rok temu, kiedy sytuacja rynkowa wyglądała zupełnie inaczej. Teraz kontrakty wykonawcze znalazły się na granicy opłacalności, a nawet poniżej tej granicy. Obawiam się, że taka sytuacja może doprowadzić do upadłości części firm – uważa Grzegorz Tymoszewski, prezes SWE.