Tak jak podczas negocjacji na poprzednich szczytach, tak i teraz ustalanie treści końcowej deklaracji oznaczało spór najbardziej progresywnych delegatów ze zwolennikami utrzymania status quo. Tym razem do ostatniej chwili ważyło się, jak COP26 potraktuje węgiel i inne paliwa kopalne.
Przez długi czas progresywiści byli bliscy sukcesu - dokument stwierdzał, że państwa, by sprostać zakładanym celom klimatycznym, wycofają się z węgla. W sobotę tak kategoryczne zobowiązanie wywołało jednak sprzeciw Indii i Chin, które zażądały zmiany sformułowania na „wycofywanie się” zakładające stopniowe ograniczenie zużycia. Indyjski minister środowiska Bhupender Yadav uzasadniał, że takie stanowisko wynika z obawy o wzrost ubóstwa w krajach rozwijających się, takich jak Indie. Skrytykował też wyodrębnienie w deklaracji samego węgla, gdy pozostałe paliwa kopalne zostały potraktowane ogólnie i zdawkowo.
Rozmowy dotyczące rozwiązania tej kwestii trwały 11 godzin i sfinalizowano je dopiero w sobotę wieczorem, choć obrady miały według planu zakończyć się w piątek. Ostatecznie wniesioną poprawkę uwzględniono. - Przepraszam za przebieg całego procesu, jest mi bardzo przykro. Rozumiem głębokie rozczarowanie, ale uważam, że kluczowa jest również ochrona obecnego pakietu - ze łzami w oczach mówił po przyjęciu konkluzji brytyjski prezydent COP26 Alok Sharma.
Finisz szczytu z rozczarowaniem przyjęli też aktywiści proekologiczni. Przekonują, że konferencja nie przyniosła oczekiwanego przełomu. - Młodzi ludzie, którzy na ulicach Glasgow wzywali polityków, szczególnie tych reprezentujących bogate państwa rozwinięte, by podjęli odpowiedzialne decyzje, z pewnością są rozczarowani. Tak samo jak rozczarowanie wyrażali dziś na COP26 przedstawiciele krajów wyspiarskich i afrykańskich, gdzie już teraz katastrofalne zjawiska zbierają tragiczne żniwo, pozbawiają ludzi dostępu do wody i do żywności, a często domu, bezpiecznego miejsca do życia. Po raz kolejny zaakceptowali kompromis, w ramach którego muszą polegać na obietnicach i zapowiedziach dalszych prac nad najważniejszymi dla nich tematami - oceniła Urszula Stefanowicz z Polskiego Klubu Ekologicznego, ekspertka Koalicji Klimatycznej.
Nawet aktywiści zauważają jednak, że konkluzje szczytu to krok naprzód. To bowiem pierwsza deklaracja, w której wprost uznano paliwa kopalne za winowajcę nadmiernej emisji CO2 i zgodzono się co do potrzeby ograniczenia ich zużycia. Pierwszy raz poruszono również kwestię dotowania nieefektywnych projektów energetycznych opartych na tych surowcach. Choć równocześnie nie ustalono harmonogramu wycofywania się z takich inwestycji. Kontrowersyjne może okazać się również doprecyzowanie „nieefektywności”.
Częściowym sukcesem szczytu było stworzenie ram finansowania szkód klimatycznych w mniej zamożnych państwach. Zgodnie z ustaleniami COP26 powstanie nowa organizacja, która będzie udzielać wsparcia najbiedniejszym krajom borykającym się z negatywnymi skutkami zmian klimatycznych. To również kompromisowe rozwiązanie - potencjalni beneficjenci domagali się bowiem szybszego stworzenia funduszu celowego, na co nie zgodziły się m.in. Stany Zjednoczone i UE.
W deklaracji obiecano natomiast szersze wsparcie w transformacji energetycznej. Bogate kraje zrzeszone w OECD miałyby w ciągu czterech lat podwoić przekazywane dotychczas środki dla biednych państw przeznaczone na adaptację do przemian klimatycznych. Oznaczałoby to co najmniej 40 mld dol. rocznie.
Katarzyna Snyder Instytut Zielonej Gospodarki, była szefowa delegacji Polski w negocjacjach klimatycznych / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Dotychczas zadeklarowane na szczytach klimatycznych finansowanie było jednak w dużej mierze fikcją. Zgodnie z porozumieniem paryskim z 2015 r. zamożne państwa powinny już w zeszłym roku przekazywać najbiedniejszym dodatkowo ok. 100 mld dol. rocznie na walkę z globalnym ociepleniem. Tak się jednak nie stało - w Glasgow ponownie zobowiązano je do osiągnięcia tego poziomu, tym razem do 2025 r.
- Możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że utrzymaliśmy cel 1,5 st. C w zasięgu ręki. Ale jego puls jest słaby i przetrwamy tylko, jeśli dotrzymamy obietnic - mówił prezydent COP26, podsumowując tegoroczne obrady.
Już niebawem okaże się, jak poważnie są traktowane postanowienia szczytu. Deklaracja wskazuje bowiem, że do końca przyszłego roku sygnatariusze powinni uaktualnić krajowe cele klimatyczne na 2030 r. Do 2024 r. wszystkie kraje będą musiały także przekazać szczegółowe dane o swoich emisjach, co będzie podstawą do oceny przyszłych redukcji. Najwięksi emitenci gazów cieplarnianych będą zobowiązani do wyjaśnienia na forum ONZ w ciągu najbliższego roku, czy i w jaki sposób ich plany klimatyczne są tożsame z celami porozumienia paryskiego. ©℗

opinie

COP26 nie przerwał ani nie zakończył procesu transformacji

Katarzyna Snyder Instytut Zielonej Gospodarki, była szefowa delegacji Polski w negocjacjach klimatycznych / Materiały prasowe
Jedni ocenią to spotkanie krytycznie, inni stwierdzą, że było przełomowe, a moim zdaniem był to kolejny konieczny krok w dobrą stronę. Mamy w decyzji odniesienie do końca ery paliw kopalnych, mamy postęp w zakresie kluczowego dla państw wyspiarskich tematu nieodwracalnych strat i szkód, mamy silne zapisy w sprawie aktualizacji krajowych celów jeszcze przed 2023 r., a najbardziej wybuchowe tematy finansów i handlu emisjami nie wysadziły tego wyniku w powietrze. COP26 nie był „ostatnią szansą uratowania świata”, jak określiła to medialnie prezydencja brytyjska. Walka ze zmianami klimatu to długi proces, a globalny wysiłek jest podstawowym warunkiem dla efektywności naszej wspólnej pracy. Był, jest i będzie to długi transformacyjny proces, którego wynik COP26 nie przerwał ani też nie zakończył.
Aleksander Śniegocki, kierownik programu Energia, Klimat i Środowisko w Wise Europe / Media
Teraz kluczowe jest przełożenie deklaracji na realne działania
Ten szczyt można traktować jako domknięcie początkowego etapu wdrażania porozumienia paryskiego. Udało się ustalić komplet zasad realizacji porozumienia, w szczególności w zakresie handlu emisjami między państwami. Co ważniejsze, coraz ambitniejsze deklaracje redukcji emisji potwierdzają logikę, na której opiera się porozumienie paryskie: zamiast ustalania odgórnie limitów emisji, tworzy ono ramy dla stopniowego, skoordynowanego zwiększania ambicji przez rządy. Teraz kluczowe jest przełożenie deklaracji na realne działania, a także przyspieszenie redukcji emisji w tej dekadzie. Potrzeba więcej współpracy między państwami rozwiniętymi a rozwijającymi się w zakresie wycofywania się z paliw kopalnych, wsparcia zeroemisyjnych inwestycji oraz adaptacji do zmian klimatu. ©℗