Czy pana nominacja na wiceministra rozwoju i technologii to pierwszy element zmian w rządzie, które nastąpią w tym tygodniu?
Zmiany wynikają z tego, że dotychczasowy szef Ministerstwa Rozwoju Jarosław Gowin nie jest już w koalicji rządzącej. Od pewnego czasu mówiliśmy, że zmiany nastąpią i będą dotyczyć kilku resortów. Moja nominacja jest częścią tego procesu, nie ma jednak związku z nową większością koalicyjną i częścią polityczną zmian w rządzie. Więc i tak, i nie.
Pojawiły się wskazania, że premier za chwilę przestanie być szefem resortu rozwoju, ale przysyła na sekretarza stanu osobę, do której ma zaufanie.
Reklama
Cieszę się z takiej opinii. Od czasu powołania Mateusza Morawieckiego na premiera jestem osobą, która od samego początku z nim współpracuje w ramach gospodarczej części rządu. Najpierw budownictwo i nieruchomości, potem fundusze europejskie, nadzór spółek Skarbu Państwa z różnych branż, a dzisiaj ministerstwo ds. gospodarki. To jest jasne, że to szef rządu dysponuje nami zgodnie z oceną naszych kompetencji i potrzeb rządu.
W Ministerstwie Aktywów Państwowych pilotował pan kwestię górnictwa. Na jakim etapie zostawia pan tę sprawę?

Reklama
W maju podpisaliśmy historyczną umowę społeczną, kompleksowo regulującą kwestię redukcji produkcji węgla, w której strona społeczna zgodziła się na docelową likwidację sektora. Obecnie, w zgodzie z zapisami tej umowy, kończą się prace legislacyjne nad przygotowanym przeze mnie projektem zmian w ustawie górniczej - obejmie ok. 3700 górników, którzy jeszcze w tym roku dostaną jednorazowe odprawy pieniężne i urlopy górnicze. To jest jeden z dwóch zawartych w umowie społecznej instrumentów pomocy publicznej.
Drugi instrument, który w tej umowie zaproponowaliśmy, to kwestia dopłat do redukcji produkcji. To mechanizm oparty na doświadczeniach niemieckich. Dziś jesteśmy na etapie prenotyfikacji tej części umowy społecznej w Komisji Europejskiej. Przeszliśmy do dialogu czysto technicznego i jestem całkowicie przekonany, że jesteśmy w stanie wypracować kompromis. Wyzwaniem jest połączenie tego programu z projektem Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, który polega na separacji aktywów wytwórczych węglowych wraz z kopalniami węgla brunatnego do odrębnego podmiotu, stworzenia dla tego podmiotu systemu pomocy publicznej i uzyskania zgody Komisji.
Może tu pojawić się czerwone światło od Komisji?
Czerwonego światła nie będzie, ale trzeba spojrzeć na to kompleksowo, bo sam program likwidacji górnictwa jest najbardziej zaawansowany i bardzo pilny.
Sytuacja się zmieniła i wszyscy zaczynają kupować więcej węgla. Jakie mogą być tego konsekwencje?
Nie da się z dnia na dzień produkować więcej węgla. Dziś jest większy popyt niż podaż. Przeszliśmy od pozycji importera w europejskim systemie mocy do pozycji eksportera energii, mimo europejskiej penalizacji produkcji węgla wysokimi kosztami emisji CO2. Ekstremalne ceny surowców, np. ropy i gazu, bezwietrzna pogoda, wychodzenie m.in. Niemców i Hiszpanów z atomu - to wszystko wygenerowało zapotrzebowanie na energię, która jest eksportowana z Polski na bazie obecnych bloków węglowych.
To oczywiście długofalowego trendu polityki europejskiej nie zmienia, natomiast każe się zastanowić decydentom europejskim, czy droga, jaką Polska zaproponowała, czyli stopniowe wygaszanie produkcji węgla i zastępowanie go w podstawie blokami gazowo-parowymi, potem atomem - nie jest drogą właściwą. Mam wrażenie, że jako jedyni mówimy tu głosem realizmu. Z jednej strony mamy ugrupowania lewicowe i liberalne, które chciałyby podkręcać tempo, pomijając koszty społeczne i bezpieczeństwo energetyczne. Z drugiej zaś mamy tych, którzy mówią, że węgiel jest OK, a Polska nie musi z niego rezygnować. Tyle że to oznaczałoby brak środków na transformację energetyczną i inwestycje w OZE. My jako jedyni mówimy: zmieniajmy się w tempie, które jest uzgodnione społecznie, zapewnia bezpieczeństwo energetyczne, a jednocześnie aktywizujmy gospodarczo tereny pogórnicze z wykorzystaniem wszystkich środków, które są dostępne, w tym z Krajowego Planu Odbudowy i Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (FST).
Jak nam idzie negocjowanie FST? Komisja zgodzi się na objęcie tym instrumentem wszystkich regionów, które chcemy?
Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji Komisji. Komisja jednoznacznie mówi o wsparciu dla trzech regionów - woj. śląskiego, dolnośląskiego i wielkopolskiego. My proponujemy jeszcze woj. małopolskie, lubelskie i łódzkie. Wykazujemy przy tym argumenty formalne, jak redukcja zatrudnienia, emisji i wydobycia również w tych regionach. Ale też społeczne i gospodarcze. Bo ci, którzy w woj. lubelskim pracują wokół górnictwa, będą rozgoryczeni, że nie trafią do nich środki na transformację. Z kolei likwidowany przemysł wydobywczy ze Śląska powie: nas zamykają, a oni mogą bezkarnie się rozwijać. To w praktyce oznacza brak możliwości powiedzenia twardego stop dla nowych koncesji czy inwestycji.
Na Śląsku jest chyba dodatkowy problem - w Mysłowicach ma powstać prywatna kopalnia, pytanie, czy to nie stawia pod znakiem zapytania możliwości wsparcia tego rejonu?
Nie można karać żadnego powiatu czy subregionu za to, że jakiś prywatny podmiot kilka lat temu i całkowicie zgodnie z prawem podjął starania o uzyskanie koncesji.
Zachęcamy Komisję, by dostrzegła problem wysokich cen prądu. Niektóre kraje, jak np. Czechy, zaczynają wdrażać programy osłonowe. Co będzie u nas?
Planujemy program dla najbardziej wrażliwych odbiorców, tych będących w bardzo trudnej sytuacji. Jesteśmy w stanie wydać nawet 3-5 mld zł na rekompensaty. Nad tym pracuje resort klimatu. Możemy wprowadzać różne rozwiązania dla gospodarstw domowych, bo nie ma wtedy mowy o pomocy publicznej. Dla przedsiębiorstw zapewne trzeba by stworzyć odpowiedni mechanizm pomocowy na poziomie całej Unii Europejskiej. Nie wykluczam, że dobrym pomysłem dla części przemysłu byłby środek pomocowy - analogiczny jak covidowy - w zakresie kosztów dostaw gazu czy energii.
Czyli taki realizowany przez Polski Fundusz Rozwoju? Tarcza energetyczna?
Dziś przedsiębiorstwa w Europie zamykają się ze względu na wysokie ceny gazu, a większym kosztem jest zamknięcie przedsiębiorstwa, niż zapewnienie mu normalnego funkcjonowania na pewien okres, gdy ceny przekraczają zwykłe zwyżki cen. Gdyby taki mechanizm powstał, można by wykorzystać doświadczenie PFR.
Uważacie, że to sytuacja tymczasowa i wystarczy doraźna tarcza?
Taki mechanizm musiałby być tymczasowy.
Kiedy mógłby być wypracowany ten element tarczy?
Dyskusja przed nami, ale skoro państwa, w tym Polska, próbują tworzyć osłony na użytek gospodarstw domowych, to można pomyśleć także o analogicznym rozwiązaniu dla przedsiębiorców na poziomie unijnym.
Czym się będzie pan zajmował jako pełnomocnik rządu ds. rozwoju lokalnego? Bo tu jest trochę tłoku, od spraw lokalnych są i wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker, i minister Michał Cieślak, teraz pan.
Tu kompetencje są jasno ograniczone do kompetencji resortów. W przypadku ministra Szefernakera jest to Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego i wszystkie kwestie, które podlegają MSWiA. Minister Waldemar Buda zajmuje się funduszami europejskimi, minister Cieślak systemowymi zmianami legislacyjnymi Samorząd 3.0, a w moim przypadku to część związana z wykorzystaniem wszystkich instytucji rozwoju, w ramach resortu gospodarki, do wspierania rozwoju lokalnego. Jedną z takich instytucji jest Bank Gospodarstwa Krajowego, który dosłownie za chwilę rozpocznie realizację gigantycznego programu inwestycji samorządowych. To 20 mld zł w pierwszej transzy. Dziś ogłosimy wyniki tego naboru. Moja rola ma polegać również na koordynacji wszystkich polityk lokalnych z punktu widzenia celów Polskiego Ładu.
Już wiemy, że w pierwszym naborze wpłynęły wnioski na kwotę ponad 90 mld zł, tymczasem do rozdania było 20 mld zł. Jak będziecie traktować w drugim naborze tych, którzy może złożyli dobre wnioski, ale np. zabrakło im 2 pkt i się nie dostali?
Kolejny nabór to nowe rozdanie. Zaplanowane są kolejne nabory, mamy co kwartał kilkadziesiąt miliardów złotych do wydania. Wspólnie będziemy się tego uczyć. Bo to nie jest kwestia wyłącznie typów projektów czy obszarów, na które dajemy środki, nie jest to nawet kwestia wielkości projektu...
...tylko tego, kto składa i czy jest z PiS. Nie będzie powtórki z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych?
Nie, żaden rządowy program wpierania samorządów nie jest programem o charakterze politycznym czy partyjnym. W ramach całej puli RFIL środki uzyskały wszystkie samorządy. To kwestia, jak szybko i przede wszystkim skutecznie jesteśmy w stanie wydatkować te pieniądze.
W przypadku programu inwestycji strategicznych realizowanego przez BGK jesteśmy tuż przed wypłatą pieniędzy samorządom. Projekty są gotowe, pieniądze rozdzielone. W tym momencie pojawia się pełnomocnik ds. rozwoju lokalnego. Czy ma pan jakieś zadanie w kontekście rozdysponowania tych pieniędzy?
Na pewno będziemy w dialogu z samorządami. Chcielibyśmy wypracowywać najlepsze rozwiązania dla wspólnot lokalnych. Zależy nam szczególnie na tym, aby ten dialog był również na poziomie miast prezydenckich.
Co to są najlepsze rozwiązania? Czy to typy projektów do następnego rozdania? Typy współpracy albo projekty zmian prawa?
I to, i to. I programy skierowane do samorządów, i ewentualne rozwiązania legislacyjne, które poprawią możliwość wydatkowania pieniędzy. Bo oczywiście obszar związany z dochodami to kwestia Ministerstwa Finansów.
Czy będzie pan się zajmował kwestiami planowania przestrzennego, urbanistyki?
Zadania określi nowy minister rozwoju. Odpowiedzialność za kwestie planowania przestrzennego przejął minister Piotr Uściński, który ma swoje pomysły. Jeśli miałbym zajmować się obszarem gospodarki nieruchomościami, to pewnie chciałbym kontynuować swoje dzieło likwidacji użytkowania wieczystego dla gruntów mieszkaniowych. Można to dokończyć dla pozostałych gruntów. To będzie trudna operacja, wymagająca notyfikacji w KE z uwagi na to, że w grę wchodzić będzie pomoc publiczna.
Dużo jest beneficjentów w tym procesie?
Wszyscy poza mieszkaniówką. Przede wszystkim przedsiębiorcy. Tu będzie najtrudniej, ale wiem, jak to zrobić.