Produkcja przemysłowa w Stanach Zjednoczonych była we wrześniu o 1,3 proc. mniejsza niż miesiąc wcześniej. Był to drugi spadkowy miesiąc z rzędu. Dane za sierpień skorygowano w dół i okazało się, że zamiast wzrostu był spadek o 0,1 proc.
Główne powody gorszego wyniku w minionym miesiącu? Niedobory na rynku półprzewodników odbijające się na niższej o 7,2 proc. produkcji motoryzacyjnej, a także skutki huraganu „Ida”. Żywioł spowodował spadek produkcji górniczej o 2,3 proc. „W sumie około 0,6 pkt proc. spadku całkowitej produkcji przemysłowej wynikało z wpływu huraganu” - podano w komunikacie.
Znaczenie miała pogoda: brak upałów zmniejszył zapotrzebowanie na energię i inne media o 3,6 proc.
Słabsze wyniki najważniejszej gospodarki świata zbiegły się z informacjami o niezadowalających rezultatach jej głównego rywala.
Nie tylko statystyka
Produkt krajowy brutto Chin był w III kw. o 4,9 proc. większy niż rok wcześniej. Analitycy spodziewali się wzrostu o 5,2 proc. - Krajowe ożywienie gospodarcze jest wciąż niestabilne - przyznał Fu Linghui, rzecznik Narodowego Biura Statystycznego publikującego dane.
Poniżej oczekiwań wypadła też we wrześniu produkcja przemysłowa Państwa Środka. Oczekiwano wzrostu o 4,5 proc. w skali roku. Faktyczny wynik to 3,1 proc. To najniższy miesięczny odczyt od kwietnia 2020 r., gdy borykano się z pandemicznym lockdownem.
Spowolnienie po części wynika z zanikania statystycznego efektu niskiej bazy odniesienia z poprzedniego roku. Wyniki w ub.r. były słabe przez obostrzenia związane z pandemią. Dzięki temu PKB między kwietniem a czerwcem mógł być o 7,9 proc. wyższy niż w tym samym okresie ub.r., który obejmował jeszcze zamrożenie części gospodarki.
Problemy w światowych łańcuchach dostaw odbiją się na gospodarce strefy euro
Jednak nie tylko niska baza jest powodem chińskiego hamowania. Świadczy o tym fakt, że PKB w III kwartale był zaledwie o 0,2 proc. wyższy niż w poprzednich trzech miesiącach. Rynek oczekiwał ponad dwa razy lepszego wyniku.
Obecnie głównym problemem Pekinu jest kryzys energetyczny. Wydobycie węgla we wrześniu spadło zarówno w porównaniu z poprzednim miesiącem, jak i z podobnym okresem ub.r. We wrześniu było to niewiele ponad 334 mln ton. Rząd zmniejszał wykorzystanie surowca tak, by osiągnąć planowaną redukcję emisji CO2. Z powodu coraz częstszych wypadków część kopalni została wyłączona za sprawą zaostrzonych kontroli bezpieczeństwa. Teraz wyniki wydobycia będą jeszcze niższe. W październiku z powodu powodzi zamknięto ok. 60 kopalń w prowincji Shanxi, z której pochodzi ok. 30 proc. chińskiego węgla. Na to nakładają się też rekordowo wysokie ceny gazu. W efekcie w kilku prowincjach brakuje prądu, a zakłady produkcyjne muszą ograniczać swoją aktywność. Zwłaszcza te najbardziej energochłonne, jak produkcja cementu czy hutnictwo.
To przekłada się na wyniki firm. We wrześniu Chiny wyprodukowały 73,75 mln ton stali. To o ponad 21 proc. mniej niż rok wcześniej. Firmy technologiczne i motoryzacyjne, podobnie jak w Ameryce, wciąż zgłaszają braki półprzewodników.
- Niedobory energii windują ceny surowców, hamują produkcję i sprawiają, że dane za październik prawdopodobnie również nie będą napawały optymizmem - ocenia Jakub Szkopek, analityk biura maklerskiego mBanku.
Na to nakłada się inny kłopot: wstrząsy na rynku nieruchomości. Evergrande, jeden z największych chińskich deweloperów, ma problemy z obsługą sięgającego 300 mld dol. zadłużenia. To wpływa na całą branżę. - Nawet jeśli Evergrande nie upadnie, bo nie pozwoli na to chiński rząd, to zła kondycja przedsiębiorstwa jak w soczewce skupia problemy tamtejszych deweloperów. Odkąd pojawiły się informacje o kłopotach tej jednej firmy, cała chińska branża budowlana ma ogromne problemy z uzyskaniem finansowania z rynku. To skutecznie wyhamowuje nowe inwestycje i aktywność bardzo dużej części chińskiej gospodarki - komentuje analityk.
Źródło wstrząsów
Można się spodziewać, że spowolnienie największych gospodarek znajdzie swoje odbicie w tempie rozwoju reszty świata.
Prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde podkreślała w sobotę, że zakłócenia w światowych łańcuchach dostaw bardzo negatywnie odbijają się na gospodarce państw strefy euro. - Istnieją oznaki, że globalna ekonomia może być w coraz większym stopniu źródłem wstrząsów dla Europy niż czynnikiem zapobiegającym niestabilności - stwierdziła podczas wykładu w Międzynarodowym Funduszu Walutowym.
- Spadek popytu w Chinach odpowiadających za kilkanaście procent globalnego wykorzystania surowców czy metali mógłby zahamować wzrosty cen niektórych z nich. W najbliższym czasie tak się jednak zapewne nie stanie, bo sami dostawcy mają problem z produkcją w związku z deficytami energii i ograniczają podaż. Trudno zatem oczekiwać szybkiego obniżenia cen surowców na światowych rynkach. Z kolei wyhamowanie chińskiej gospodarki może negatywnie przełożyć się na eksport wielu przedsiębiorstw blisko powiązanych z chińską gospodarką - wskazuje Jakub Szkopek.
Dochodzą jeszcze problemy logistyczne. Tajfun „Kompasu”, który przeszedł w pierwszej połowie października przez Azję, zablokował tamtejsze porty. Według Bloomberga do piątku w Hongkongu i Shenzhen czekało ponad 100 kontenerowców. Pod koniec września koncern Nike informował, że z powodu braku kontenerów ma kłopot z transportem produktów z fabryk w Indonezji i Wietnamie na inne kontynenty. O podobnych kłopotach informowała Ikea. ©℗
Tak wyhamowują Chiny / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe