Jeszcze do niedawna kiedy ktoś w Polsce mówił, że zajmuje się winem, oznaczało to najprawdopodobniej, że jest dystrybutorem. Coraz częściej jednak takie deklaracje padają z ust prawdziwych winiarzy – ludzi, dla których produkcja tych trunków jest nie tylko pasją, ale i sposobem na życie. Co więcej, branża w Polsce rozwija się na tyle szybko, że zmienia się jej struktura. Producenci łączą się więc w mniej lub bardziej formalne sojusze, aby zwiększyć swoje szanse na niesamowicie zróżnicowanym i - bądź co bądź - trudnym rynku.
Przykładem takiego aliansu jest pakt zawarty przez czterech winiarzy z Dolnego Śląska – Marcina Kucharskiego z Winnicy Agat, Kamila Kindlera z Winnicy Kindler, Michała Pajdosza z Winnicy Jakubów oraz Nestora Kościańskiego z Winnicy Moderna.
- Branża w Polsce rozwija się na tyle szybko, że za chwilę zrobi się tu ciaśniej, a na rynku zaczną się pojawiać coraz większe podmioty. Nasze winnice mają powierzchnię od 3 do 6 hektarów; na rodzime warunki to niezły areał, ale już są i będą powstawać rozleglejsze uprawy. Jeśli połączymy swój potencjał już teraz, to łatwiej będzie nam funkcjonować na rynku – możemy współpracować przy dystrybucji, sprzedaży hurtowej, wymianie know-how, myślimy też nad tworzeniem wspólnych win. Gdyby każdy z nas chciał indywidualnie sprzedawać swoje produkty za granicę, to byłoby trudne, bo to wymaga innych procedur, innych dokumentów – mówi Nestor Kościański.
Każdy z kwartetu winiarzy specjalizuje się w nieco innych winach i pracuje z nieco innymi odmianami winorośli. Winnice Agat i Kindler są oddalone od siebie o mniej więcej 20 km, można więc powiedzieć, że środowiskowo są do siebie podobne, chociaż już ich właściciele do produkcji podchodzą inaczej. W Winnicy Jakubów z kolei rośnie odmiana winorośli, której nie znajdziemy w pozostałych trzech uprawach (hibernal); właściciel specjalizuje się w winach słodkich. Winnica Moderna produkuje za to – jak mówi sam właściciel (zastrzegając jednak, że producentowi trudno się mówi o własnych wyrobach) – wina „z wyraźną mineralnością, czyste, rześkie, soczyste”.
Jak zostaje się w Polsce winiarzem? - Winnicę odziedziczyłem po ojcu, który był jednym z pionierów tej uprawy w Polsce. Należał do pierwszego pokolenia, jak nazywali ich niektórzy – wariatów zaczynających zupełnie od postaw. Tworzyli bardzo zwartą społeczność – wymieniali się sadzonkami, doświadczeniami, a zbierane przez lata doświadczenia przekazali następnemu pokoleniu – mówi Michał Pajdosz. Przyznaje, że za młodu – nawet jeśli pomagał przy zbiorach – od samej działalności winiarskiej trzymał się z daleka. Ściągnęła go do niej przedwczesna śmierć ojca. Biotechnologiczne wykształcenie nie zaszkodziło.
Po rodzicach winnicę odziedziczył również Marcin Kucharski (Kamil Kindler swoją założył sam). - Ja z kolei miałem małe gospodarstwo rolne, które ekonomicznie nie miało racji bytu. W którymś momencie postanowiliśmy z żoną się przebranżowić. W ten sposób ze świadomych konsumentów wina staliśmy się jego producentami – opowiada Kościański. Czy taka decyzja się opłaciła? – Ktoś kiedyś zapytał winiarza z województwa lubuskiego, czy przesiadka na wino mu się opłaciła. Natychmiast odparł, że finansowo się nie opłaciła, ale od razu dodał, że sprawia mu to znacznie więcej frajdy niż porzeczki, które uprawiał wcześniej – śmieje się Pajdosz.
Po czym dodaje: - Fascynujące w byciu winiarzem jest to, że gdzie się nie pojedzie, tam czekają otwarte drzwi. Ludzie słysząc, że robię wino w Polsce najpierw nie są w stanie wyjść ze zdziwienia, ale kiedy przechodzimy do konkretów i widzą, ze rozmawiają z człowiekiem, który zna się na rzeczy – zaczyna się zupełnie inna rozmowa – mówi Michał Pajdosz.
Na co winiarze liczą w związku z „Dolnośląskie Innovation Rocket”? - Sporo się spodziewamy po programie. Przede wszystkim tego, że pomoże nam znaleźć się w interesujących nas częściach Europy. Bardzo istotny jest dla nas aspekt targowy – szukamy przede wszystkim dostawców sprzętu. Niektóre rzeczy jesteśmy w stanie zbudować sami, ale pewnej bariery technologicznej nie jesteśmy w stanie przeskoczyć – tłumaczy Nestor Kościański.
Winiarze w ramach projektu „Dolnośląskie Innovation Rocket” mogą liczyć na zwrot kosztów uczestnictwa w największych imprezach targowych na świecie. W tej branży są to m.in. ViniSud we francuskim Montpellier (najbliższa edycja: luty 2022 r.), VinItaly we włoskiej Weronie (kwiecień 2022 r.) oraz Vinexpo we francuskim Bordeaux (maj 2022 r.). Oprócz tego producenci mogą również wziąć udział w innych wydarzeniach organizatora projektu, czyli Fundacji Instytut Studiów Wschodnich: Forum Ekonomicznym w Karpaczu oraz Europejskim Kongresie Samorządów.
jak
Projekt „Dolnośląskie Innovation Rocket” jest dofinansowany z Funduszy Europejskich w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego 2014-2020.
foto: materiały prasowe