Dziewięć miesięcy temu do sądu trafił pierwszy akt oskarżenia w jednej z największych afer gospodarczych w Polsce. Od tamtej pory jednak rozliczenie jednego z głównych wątków sprawy windykacyjnej spółki GetBacku stanęło w miejscu. Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował w lutym tego roku o zwrocie sprawy do stołecznej Prokuratury Regionalnej, która od ponad trzech lat prowadzi postępowanie. Śledczy nie pogodzili się z tą decyzją i skierowali skargę do sądu II instancji.
– Sąd apelacyjny uchylił postanowienie sądu okręgowego. Sprawa jest więc skierowana na rozprawę główną – mówi nasz informator znający przebieg posiedzenia. Drugie źródło potwierdziło tę informację.
Na ławie oskarżonych ma zasiąść 16 osób. Wśród nich jest m.in. były prezes GetBacku Konrad K., dwaj byli prezesi oraz menedżerowie Idea Banku.
Reklama
Śledczy w pierwszym kroku chcą, aby sąd rozliczył sprzedaż obligacji GetBacku, w które prawie 9400 osób zainwestowało niemal 3 mld zł. Drugim wątkiem aktu oskarżenia jest sprzedaż certyfikatów inwestycyjnych przez Trigon TFI, gdzie jest ok. 400 poszkodowanych.
Według sądu okręgowego decyzja o zwrocie aktu oskarżenia była uzasadniona m.in. tym, że śledczy naruszyli prawa oskarżonych lub obrońców do końcowego zaznajomienia się z materiałami śledztwa, nie przesłuchali wszystkich poszkodowanych, a także przedstawili niepełne opinie biegłych z zakresu informatyki oraz finansów i rachunkowości. W sumie w sprawie zwrotu aktu oskarżenia odbyły się aż trzy rozprawy, co dodatkowo wydłużyło cały proces. Pewne zaś było, że decyzja zostanie zaskarżona przez prokuratorów. Śledczy nie zgadzali się z argumentacją sądu. Ich zdaniem zaznajomienie podejrzanych z aktami było prawidłowe, a dowodem są protokoły z tych czynności. W kwestii pracy biegłych śledczy uważają, że niejasności w ich opiniach można było zweryfikować, wzywając ich na rozprawy. Prokuratura uważa także, że nie musiała przesłuchiwać wszystkich prawie 10 tys. pokrzywdzonych nabywców obligacji i certyfikatów, bo na podstawie relacji ok. 1000 osób ustaliła schemat oszustwa. Ten zaś był powtarzalny.

Reklama
Prokuratura może mieć satysfakcję z takiego obrotu sprawy.
– W naszej ocenie Sąd Apelacyjny w Warszawie, który jako pierwszy dostrzegł potrzebę rozpoznania tej sprawy w rozszerzonym, trzyosobowym składzie, podjął słuszną i sprawiedliwą decyzję wychodzącą naprzeciw oczekiwaniom tysięcy osób, które zostały dotknięte aferą GetBacku i oczekują na możliwie szybkie osądzenie sprawy, co nie pozostaje bez wpływu na możliwość zasądzenia obowiązków naprawienia wyrządzonych im szkód – mówi DGP prokurator Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie.
– Cieszy również, że sąd odwoławczy dostrzegł, iż dowody zgromadzone przez prokuratora są pełnowartościowym materiałem pozwalającym na przeprowadzenie rozprawy, tym bardziej że materiał ten przez ponad trzy lata w sposób niebudzący wątpliwości dawał podstawę chociażby do stosowania środków zapobiegawczych wobec oskarżonych. Wczorajsza decyzja pokazała, że Sąd Apelacyjny w Warszawie nie dał się zwieść – jak to miało miejsce w przypadku sądu I instancji – strategią procesową obrony obliczoną na wydłużenie procesu i rozliczenie afery GetBacku – podkreśla Saduś.
Wśród zgłaszających wnioski o zwrot aktu oskarżenia byli m.in. obrońcy Jarosława Augustyniaka (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska), byłego prezesa Idea Banku.
– Nie zgadzamy się w całości z postanowieniem sądu II instancji. W ocenie obrony rację miał Sąd Okręgowy w Warszawie. Akt oskarżenia został wysłany niezasadnie, a już na pewno przedwcześnie i zawierał liczne poważne braki oraz uchybienia. Teraz to sąd I instancji będzie musiał te braki uzupełniać, co na pewno przedłuży znacznie postępowanie rozpoznawcze. Niestety nie jest to w interesie żadnej ze stron – mówi DGP adwokat Maciej Zaborowski, który broni byłego szefa Idea Banku.
W całej aferze GetBacku zarzuty ma już 75 osób. W pierwszym akcie oskarżenia śledczy chcą ukarania 16 z nich. Na tej liście jest przebywający bez wyroku od ponad trzech lat w areszcie były prezes windykacyjnej spółki Konrad K.
Ostatnio jego areszt był przedłużany już nie na wniosek prokuratury, ale sądu. Z uzasadnienia tych decyzji wynikało, że K. powinien pozostać za kratami przynajmniej do startu procesu.
Akt oskarżenia zostaje w sądzie. W aferze zarzuty ma już 75 osób