– Na tle historycznym skok jest dość duży – mówi Jakub Olipra, analityk ds. rynku rolnego w Credit Agricole Bank Polska. Czy rekordowy? Trudno powiedzieć, bo w obecnej formule dane są prezentowane dopiero od 2018 r. Wysokie wzrosty cen żywności notowaliśmy np. w latach 2007–2008. – Kolejne miesiące prawdopodobnie przyniosą dalsze wzrosty cen żywności w Polsce. Prognozujemy, że pod koniec roku inflacja w tej kategorii przekroczy 4 proc. w skali roku. Obecnie to 1,7 proc., co pokazuje, że wzrost cen w kolejnych miesiącach wyraźnie przyspieszy – dodaje Olipra.
Polska nie jest jednak wyjątkiem. W maju na całym świecie produkty żywnościowe były drogie. Indeks FAO – Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa osiągnął 127,1 pkt. Globalne ceny w ciągu miesiąca podniosły się o 4,8 proc., a w skali roku – o niemal 40 proc. To najwyższy wzrost od 2011 r.

Wszyscy niezadowoleni

Reklama
W kraju w skali roku największy skok cen w skupie dotyczy kukurydzy, żyta i pszenżyta – powyżej 25 proc. Zboża drożeją na całym świecie, bo produkcja rośnie wolniej niż popyt. Przyczyną było odblokowywanie się części rynków, w tym duża aktywność importowa Chin, a także rosnące ceny frachtów. Swój udział ma też susza odnotowana m.in. w Brazylii, na największym rynku Ameryki Południowej. W porównaniu z majem 2020 r. globalne ceny kukurydzy podskoczyły o 89,9 proc. Wzrosty powinny wyhamowywać – pod koniec ubiegłego miesiąca kukurydza zaczęła tanieć, głównie ze względu na poprawę perspektyw produkcyjnych w Stanach Zjednoczonych – ale na dziś trudno mówić o radykalnych zmianach.
Wysokie ceny powinny być satysfakcjonujące dla polskich producentów. Ci jednak podkreślają, że choć za sprzedaż zboża faktycznie dostają więcej, to nie zarabiają więcej niż w poprzednich latach.

Reklama
– Ceny można byłoby uznać za zadowalające, gdyby nie wzrastały wydatki na środki do produkcji rolnej. Dziś płacimy nawet o 30–40 proc. więcej za podstawowe nawozy, drożeją również środki do ochrony roślin. W dodatku maleje ich ilość w związku z wycofywaniem się Unii Europejskiej z kolejnych substancji aktywnych. To sprawia, że zabiegi trzeba wykonywać kilkakrotnie – mówi Stanisław Kacperczyk, prezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych. Dodaje, że rosną też opłaty, ceny materiałów eksploatacyjnych i budowlanych, w szczególności stali, co sprawia, że inwestycje pochłaniają znacznie więcej pieniędzy niż wcześniej.
Odbiorcy zbóż widzą dwie rzeczy: duże wzrosty cen, ale też brak podaży. Jak wskazuje Izba Zbożowo-Paszowa, popyt przerasta obecne możliwości producentów. – Na rynku notuje się większe zapotrzebowanie na ziarno ze strony niektórych wytwórni pasz, które są zmuszone do poszukiwania towaru na szerszym rynku. Trudno bowiem kupić surowiec na rynkach lokalnych, gdyż większość rolników sprzedała ubiegłoroczne zboże. Sporymi partiami ziarna pszenicy i kukurydzy dysponują jeszcze firmy handlowe i duże gospodarstwa, które gotowe są je sprzedać, ale po bardzo wysokich cenach – wskazuje IZP w analizie w portalu cenyrolnicze.pl.

Rynkiem rządzą Chiny

Cena mleka w stosunku do kwietnia nieznacznie spadła (o 0,6 proc.), ale w skali roku ceny skupu były w maju o ok. 16 proc. wyższe niż rok wcześniej. W tym przypadku decydują nie tylko koszty produkcji, ale także wysoki wzrost eksportu – zwłaszcza do Chin. Jak wynika z danych GUS, eksport wyrobów mleczarskich z Polski do Państwa Środka był w I kw. o ok. 58 proc. wyższy niż rok wcześniej. – Rynek mleka charakteryzuje się cyklicznością i można się spodziewać, że w ciągu najbliższych miesięcy cena skupu mleka pozostanie w trendzie wzrostowym – mówi Jakub Olipra.
O tym, jak bardzo rynek Państwa Środka może wpływać na polską wieś, przekonują się producenci trzody chlewnej. Za sprawą obecnego w Europie afrykańskiego pomoru świń (ASF) rynek chiński pozostaje wciąż dla nich niedostępny.
I choć GUS wskazuje, że ceny skupu minimalnie wzrastają, to za sprawą wyższych kosztów produkcji (wynikających m.in. z rosnących cen pasz) i wcześniejszych spadków na europejskich giełdach rolnych, branża mówi o poważnym kryzysie. – Poza sporadycznymi skokami, na rynku świń od dłuższego czasu jest źle, a produkcja stała się nierentowna. Dziś poważne kłopoty mają nawet kraje takie jak Hiszpania czy Francja, które na dużą skalę handlowały z Chinami. W Państwie Środka ASF rozprzestrzenił się bowiem na tyle, że tamtejsi producenci, by uniknąć ryzyka, sprzedają tuczniki, jeszcze zanim osiągną wagę. W efekcie ceny w Chinach są rekordowo niskie, a europejskie produkty zostają na kontynencie, pogłębiając nadwyżkę – tłumaczy Aleksander Dargiewicz, prezes Krajowego Związku Pracodawców – Producentów Trzody Chlewnej „PolPig”.
W lepszej sytuacji są producenci bydła – tu ceny wzrosły o prawie 16 proc. w stosunku do maja 2020 r. – W 2019 r. opłacalność produkcji bydła była bardzo niska i część producentów postanowiła nie wstawiać nowych cieląt. Teraz widać, że przy silnym popycie zagranicznym związanym m.in. ze stopniowym otwieraniem restauracji i hoteli na rynku brakuje mięsa i stąd wysokie ceny. Producenci bydła poradzili sobie z pandemią lepiej niż inni producenci mięsa. Tłumaczyć można to tym, że po wołowinę sięgają zazwyczaj zamożniejsi klienci, którzy często w mniejszym stopniu odczuli ekonomiczne skutki pandemii – mówi Jakub Olipra.
Ceny drobiu były w maju o 27 proc. wyższe niż rok wcześniej. Majowy wzrost cen wywołała szalejąca wiosną grypa ptaków.
Jak zaczęły rosnąć ceny