Na zyskach giełdowych spółek najwięcej zarobi Skarb Państwa. Choć najaktywniej o pieniądze walczyły w tym roku fundusze.
Reklama
Miliardy dla akcjonariuszy / Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
Na lipiec i sierpień przypadają w tym roku największe wypłaty dywidend dokonywane przez spółki notowane na warszawskiej giełdzie. W lipcu krajowe przedsiębiorstwa, których akcjami można handlować na GPW, przekazały inwestorom ponad 4,9 mld zł. W sierpniu przetransferują do nich 4,8 mld zł. Ogólna kwota tegorocznych dywidend z krajowych spółek giełdowych będzie jednak mniejsza niż w ubiegłym roku. Z wyliczeń DGP wynika, że firmy przekażą udziałowcom 21,1 mld zł. W 2013 r. było to 23,9 mld zł.

Więcej niż na depozytach

Mimo tego spadku wśród 221 krajowych spółek, które dzielą się zyskiem z akcjonariuszami, są 83 takie, w przypadku których wartość dywidendy w przeliczeniu na akcję jest wyższa niż rok wcześniej, i 58 takich, które teraz wypłacą pieniądze, chociaż rok temu tego nie robiły. Zmniejszenie dywidendy miało miejsce w 49 przypadkach. To, że było ich wyraźnie mniej niż spółek zwiększających kwotę, jaka przypada inwestorom, nie dziwi – dywidenda jest jednym z istotnych argumentów przemawiających za zakupem walorów spółek. Często przewyższa ona oprocentowanie depozytów bankowych czy obligacji. Średnia stopa dywidendy dla 50 firm, które przekazują w tym roku udziałowcom największe kwoty, wynosi 5,5 proc.
O tym, jakie znaczenie dla inwestycji w akcje może mieć regularna wypłata dywidend, przekonuje kilka przykładów. Stopa zwrotu z walorów KGHM w ostatnich 10 latach to 350 proc. Ale gdyby pieniądze z dywidendy inwestować w papiery Polskiej Miedzi (dla uproszczenia pomińmy kwestię podatku), byłoby to ponad 1100 proc. Akcje Orange Polska (dawniej Telekomunikacji Polskiej) są dziś warte o niemal jedną trzecią mniej niż przed dekadą. Stopa zwrotu z uwzględnieniem dywidendy to jednak niemal 32 proc. na plusie. W przypadku Banku Handlowego 10-letnia stopa zwrotu bez uwzględnienia dywidendy to niecałe 90 proc., a kiedy weźmie się ją pod uwagę, jest to już niemal 240 proc.
Wśród giełdowych spółek najwyższą stopę dywidendy zanotował w tym roku trójmiejski producent zabezpieczeń przeciwpożarowych Mercator, który w ubiegłym roku sprzedał część biznesu inwestorowi zagranicznemu. Po spłacie zadłużenia firmie zostało jeszcze 145 mln zł do przekazania akcjonariuszom, a dywidenda na akcję stanowiła ponad połowę bieżącego kursu.

Liderzy wypłat

Płatnikami największych dywidend są od lat spółki finansowe. W dziesiątce firm, które przekazują inwestorom największe kwoty, jest pięć banków i jeden ubezpieczyciel.
To właśnie wypłata z PZU jest największa – do akcjonariuszy trafi prawie 3 mld zł (połowa tej kwoty zostanie wypłacona w połowie stycznia 2015 r., ale prawo do tych pieniędzy będzie przysługiwało posiadaczom akcji w dniu 17 września). A to nie wszystko: jesienią ubiegłego roku walne zgromadzenie spółki uchwaliło zaliczkową dywidendę, która została przetransferowana w listopadzie 2013 r. W sumie z zysku za 2013 r. największy polski ubezpieczyciel wypłaca udziałowcom niemal 4,7 mld zł.
Wśród spółek niefinansowych kwotami, jakie trafią do posiadaczy akcji, wyróżniają się w tym roku Polska Grupa Energetyczna, KGHM i Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. W każdym przypadku mamy tu do czynienia z liderami rynkowymi z sektorów energetyki i surowców. W PGE na akcję przypada najwięcej od 2011 r. Akcjonariusze PGNiG tak wysokiej dywidendy nie widzieli od 2007 r. Inaczej jest w KGHM. W miedziowym koncernie na akcję przypada najmniej od 2009 r. Główny powód niższego zysku i mniejszej dywidendy to wprowadzony dwa lata temu podatek od wydobycia miedzi i srebra – obciążający głównie właśnie koncern z Lubina. Inne przyczyny to spadek cen wydobywanych przez firmę surowców oraz inwestycje.
Pierwszą dziesiątkę spółek dywidendowych zamyka Orange Polska. Tegoroczna wypłata, podobnie jak ubiegłoroczna, jest jednak niższa niż w przeszłości. W latach 2007–2011 ówczesna Telekomunikacja Polska regularnie wypłacała na akcję 1,5 zł, co czyniło ją najbardziej przewidywalną pod względem dywidendy firmą na warszawskiej giełdzie. Konkurencja na rynku telekomunikacyjnym podkopała jednak pozycję firmy, doprowadziła do obniżki zysku, a w konsekwencji ograniczyła możliwości dzielenia się nim z akcjonariuszami.

Pieniądze dla budżetu

Kto korzysta z wypracowywanych przez giełdowe spółki zysków? Największym beneficjentem jest Skarb Państwa, który pozostaje największym inwestorem na warszawskiej giełdzie. Z 13 spółek, w których jest znaczącym akcjonariuszem, państwo pozyska w tym roku 4,1 mld zł dywidend. To o 0,5 mld zł mniej niż założono w budżecie, jednak resort skarbu może liczyć nie tylko na firmy giełdowe, lecz także na takie podmioty, jak np. Bank Gospodarstwa Krajowego, który zapowiadał przekazanie 400 mln zł.
Na giełdzie resort skarbu najwięcej uzyska z PGE – niemal 1,3 mld zł. Energetyczny koncern jest na pierwszym miejscu, jeśli liczyć wypłaty realizowane w tym roku. Gdyby brać pod uwagę udział w zysku za 2013 r., to palma pierwszeństwa przypadłaby PZU, gdzie na Skarb Państwa przypada ponad 1,5 mld zł (z tym, że część została wypłacona w ub.r., a część trafi na budżetowe rachunki na początku 2015 r.).
Pod względem uzyskiwanych dywidend Skarb Państwo ma ogromną przewagę nad kolejnymi beneficjentami. A są nimi głównie zagraniczni inwestorzy strategiczni polskich firm. Chodzi głównie o międzynarodowe grupy finansowe. Włoski UniCredit, kontrolujący Bank Pekao, pozyskał w tym roku z Polski 1,3 mld zł (minus podatek), po 700 mln zł trafiło na konta hiszpańskiego Santandera z Banku Zachodniego WBK i amerykańskiej Citigroup z Banku Handlowego.
Wśród krajowych inwestorów było kilku takich, którym udało się zgarnąć z dywidend po ok. 300 mln zł. Na podstawie sprawozdań o strukturze zaangażowania na koniec 2013 r. można szacować, że taki wynik udało się osiągnąć dwóm największym funduszom emerytalnym – ING i Aviva. Nie gorsza była rodzina Domagałów, kontrolująca Famur, producenta sprzętu górniczego. Z kolei Michał Sołowow, posiadacz 62 proc. akcji Synthosu, uzyskał z chemicznej spółki ponad ćwierć miliarda złotych.
Wielkiego apetytu na dywidendy nie mieli dwaj inni znaczący prywatni inwestorzy na GPW – Zygmunt Solorz-Żak i Leszek Czarnecki. Pierwszy z Cyfrowego Polsatu i Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin pozyskał niecałe 80 mln zł. Spółki drugiego nie płacą w tym roku dywidendy (Getin Holding prowadzi natomiast skup akcji).

Komu zależy

Wielkość dywidendy w każdej spółce jest proponowana przez zarząd. Później plan jest zatwierdzany przez radę nadzorczą, a ostateczną decyzję w sprawie podziału zysku podejmuje walne zgromadzenie. W przeszłości akcjonariuszem, który na walnych najczęściej zmieniał propozycje władz spółek, był Skarb Państwa. Zdarzało się, że brak porozumienia między resortem skarbu a kierownictwem firmy w sprawie wielkości dywidendy prowadził do zmian w zarządach. Tak było np. kilka lat temu w PKO BP. Ostatnio jednak Ministerstwo Skarbu patrzy na propozycje zarządów przychylniej (inna sprawa, że np. w KGHM głównym źródłem dochodów państwa są podatki, udział w zysku, gdzie państwo jest traktowane na równi z pozostałymi udziałowcami, ma mniejsze znaczenie).
Uaktywniają się natomiast inwestorzy finansowi – fundusze emerytalne, ale także TFI. Podobnie jak dawniej Skarb Państwa dziś chcą one większego udziału w zyskach. Powód? Dla OFE dywidendy są sposobem na pozyskiwanie od spółek gotówki bez konieczności sprzedawania akcji, co prowadziłoby do spadku ich notowań. A gotówka będzie konieczna ze względu na wymóg przekazywania do ZUS pieniędzy w ramach suwaka bezpieczeństwa (stopniowej likwidacji inwestycji najstarszych członków funduszy emerytalnych).

14 lat opóźnienia

Giełda to jednak tylko część gospodarki. Brak informacji na temat wielkości dywidend wypłacanych przez wszystkie krajowe firmy. Wiadomo natomiast, ile pieniędzy z dywidend trafia do ich zagranicznych inwestorów. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w ubiegłym roku otrzymali oni 35,4 mld zł, o 16 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie polskie podmioty uzyskały z zagranicy w postaci wypłat z zysku 2,2 mld zł – to mniej więcej taka kwota, jaką zagranica ściągała z naszego kraju w... 2000 r.
Różnica w poziomie dywidend jest odzwierciedleniem zróżnicowania skali inwestycji. W 2012 r. (nowszych danych jeszcze nie ma) wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce przekraczała pół biliona złotych, natomiast polskich za granicą wynosiła 95,1 mld zł.
W minionych latach przypadająca na sezon letni wypłata dywidend była jednym z istotnych czynników wpływających na kurs złotego. Zagraniczni udziałowcy polskich firm zamieniali wypłacone przez spółki złotówki na euro czy dolary, przez co zwiększali popyt na twarde waluty i tworzyli presję na osłabienie złotego. W tym roku takiego zjawiska nie widać – od początku maja notowania naszej waluty wahają się w granicach 4,1–4,2 zł za euro.