To kluczowy wniosek z raportu EY, który zostanie w najbliższych dniach opublikowany. Z opracowania wynika, że między 2016 a 2020 r. obroty szarej strefy w branży hazardowej online wzrosły o ponad 9 mld zł i wynoszą obecnie 12,6 mld zł rocznie.
– Nie można więc uznać, że problem szarej strefy został zażegnany. Skutki tego są widoczne m.in. w stratach budżetu państwa. Działalność nielegalnych operatorów w ostatnich latach spowodowała ubytek w kasie państwa z tytułu nieodprowadzonego podatku od gier w wysokości ponad 2 mld zł – komentuje Katarzyna Mikołajczyk, prezes Stowarzyszenia Graj Legalnie. Stąd – jak dodaje – tak kluczowe jest, żeby skutecznie przeciwdziałać dalszemu wzrostowi aktywności nielegalnych podmiotów, bowiem ma to nie tylko negatywne konsekwencje dla licencjonowanych operatorów, ale również budżetu państwa; i to w tak wymagającym, przez pandemię, czasie.
Reklama
Różne ujęcia statystyki
Ministerstwo Finansów rokrocznie przygotowuje analizę pokazującą, jak wygląda udział szarej strefy w hazardzie online. W 2016 r. tzw. nielegalni bukmacherzy, czyli świadczący usługi w Polsce bez odpowiednich licencji i nieodprowadzający u nas podatków, odpowiadali za 76,5 proc. obrotów na rynku. W 2020 r. już tylko za 46,7 proc. Zdaniem resortu finansów to sukces przyjętej w 2016 r. kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o grach hazardowych (Dz.U. z 2017 r. poz. 88). Wprowadziła ona m.in. mechanizm blokowania domen internetowych wykorzystywanych do prowadzenia nielegalnej gry, który był kwestionowany przez wielu obrońców praw człowieka (jako narzędzie umożliwiające cenzurę w sieci).

Reklama
Z analizy EY wynika, że w ubiegłym roku wielkość obrotów w szarej strefie wyniosła 12,6 mld zł (co stanowi właśnie 46,7 proc. rynku gier hazardowych online). Oznacza to, że 14,4 mld zł obrotu wygenerowała legalna część branży. W opracowaniu czytamy, że legalne podmioty na stacjonarnym rynku hazardowym osiągnęły obroty na poziomie 11,7 mld zł. A wartość obrotów na całym rynku hazardowym online w Polsce osiągnęła prawie 40 mld zł. Z kolei w ujęciu przychodów netto (zdefiniowanych jako różnica między przychodami operatorów ze sprzedaży gier hazardowych i wypłaconymi wygranymi) EY oszacował szarą strefę na poziomie 1,1 mld złotych, co odpowiadało 34,5 proc. wartości przychodów netto na całym rynku hazardu online w Polsce w 2020 r.
– Z jednej strony rozwiązania wprowadzone w nowelizacji ustawy o grach hazardowych wsparły szybki rozwój rynku legalnego. Z drugiej strony szacunki EY pokazują, że także szara strefa, jak i nieodprowadzony podatek od gier w ujęciu kwotowym nadal rosną. Tylko w zeszłym roku poza legalnym obrotem gospodarczym nielegalni operatorzy hazardowi wygenerowali w Polsce aż 12,6 mld zł. Z czego zatem wynika spadek udziału szarej strefy w całym rynku? Z jeszcze szybszego wzrostu działalności legalnych operatorów online – wyjaśnia Katarzyna Mikołajczyk.
Reprezentowane przez nią stowarzyszenie wskazuje na szereg konsekwencji gospodarczych oraz społecznych występowania hazardowej szarej strefy. Przede wszystkim prowadzi do gorszej sytuacji sektora finansów publicznych, zaburzania konkurencji na rynku, mniejszej ilości lub niższej jakości dóbr publicznych oraz osłabienia wzrostu gospodarczego.
„Na rynku gier hazardowych online szara strefa odnosi się do gier i zakładów organizowanych bez wymaganych zezwoleń. Brak rejestracji tych transakcji przez nielegalnych operatorów pozwala im uniknąć opodatkowania i w ten sposób uzyskać korzyści finansowe, ze szkodą dla sektora finansów publicznych oraz legalnie działających podmiotów, które są narażone na nieuczciwą konkurencję” – wskazuje Stowarzyszenie Graj Legalnie.
Czas na zmiany
Arkadiusz Pączka, wiceprezes Federacji Przedsiębiorców Polskich, uważa, że najnowsze opracowanie EY to doskonała okazja do tego, by Ministerstwo Finansów przyjrzało się dokładniej przepisom hazardowym.
– Od kilku lat, w związku z procentowym spadkiem udziałów szarej strefy, widzimy zadowolenie urzędników. Skoro jednak nadal nielegalne organizowanie zakładów wzajemnych online występuje, a wręcz nominalnie wartości rosną, najwyższy czas pomyśleć nad kolejnym uszczelnieniem systemu – zauważa Arkadiusz Pączka. Nie bez znaczenia, zdaniem Pączki, jest też to, że legalni bukmacherzy to polscy przedsiębiorcy, ewentualnie od dawna z Polską związani. A z obecności tych nielegalnych na polskim rynku nikt, poza nimi samymi, nic nie ma.
Wiceprezes jednej z firm bukmacherskich zaznacza z kolei, że nieuiszczone podatki za organizowanie nielegalnych gier to kłopot państwa.
– Ale już to, że nielegalni są w stanie przygotować lepszą ofertę dla klientów, bo nie muszą wliczać w koszty biznesu podatku, to problem całej branży. A jako uczciwi przedsiębiorcy mamy prawo oczekiwać od państwa walki z tymi, którzy wszystkich oszukują – oburza się.
Branża hazardowa od dawna twierdzi, że reforma z 2016 r. była potrzebna, ale niewystarczająca. Jest też – zdaniem przedsiębiorców – kłopot z praktyką stosowania przepisów. Na przykład wpisy blokowanych domen do prowadzonego rejestru odbywają się zbyt rzadko, co ułatwia prowadzenie zakazanego prawem procederu.