Wzrost międzynarodowego obrotu towarami będzie efektem odreagowania po ubiegłorocznych spadkach wywołanych pandemią. A że taki trend nastąpi, Światowa Organizacja Handlu wnioskuje na podstawie tego, co się wydarzyło w światowym handlu już w końcu poprzedniego roku. Około 8-proc. wzrost będzie nie tylko efektem niskiej bazy, lecz także zastosowaniem przez najważniejsze gospodarki świata programów odbudowy po pandemii. Mowa przede wszystkim o USA, które po zaaplikowaniu 2 bln dol. w formie bezpośredniej pomocy dla gospodarstw domowych – co ma wesprzeć konsumpcję – szykują się do uruchomienia inwestycyjnego dopalacza o podobnej wartości. Według WTO to przede wszystkim Ameryka Północna będzie napędzać światowy popyt, co z kolei będzie wspierać inne gospodarki właśnie przez kanał handlowy.
Oczywiście zagrożenia związane z COVID-19 nie znikną z dnia na dzień: największe ryzyko ma związek z niewystarczającą produkcją i dystrybucją szczepionek, nie można też wykluczyć pojawienia się nowych, odpornych na szczepionki szczepów koronawirusa.
Piotr Soroczyński, ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej, mówi, że dobre perspektywy dla światowego handlu to dla nas również pozytywna wiadomość. Bo tak się składa, że ściśle współpracujemy z największymi globalnymi eksporterami. Mowa przede wszystkim o Niemczech. Do tego sprzyja nam zmiana struktury w światowych łańcuchach dostaw, gdzie zaczęła się liczyć większa elastyczność i krótszy czas dostaw. ‒ Widać to w statystkach polskiego eksportu mniej więcej od czerwca ub.r. Duża niepewność sprzyjała skracaniu łańcuchów dostaw i myśmy się w nie wpasowywali, kosztem dostawców np. z Dalekiego Wschodu – mówi Soroczyński. Według niego dodatkowym czynnikiem było to, że najwięksi światowi wytwórcy zaczęli pod koniec poprzedniego roku gromadzić zapasy półproduktów, w odpowiedzi na coraz bardziej dotkliwe wąskie gardła w handlu międzynarodowym. To też podkręcało polski eksport pod koniec poprzedniego roku, a ten z kolei napędzał produkcję przemysłową.
Reklama
‒ To wszystko może oznaczać, że nawet jak obroty w handlu międzynarodowym na świecie wzrosną o 8 proc., to nasz eksport już tak dynamicznie, jak w drugiej połowie 2020 r., nie musi rosnąć. Bo startujemy z wyższego pułapu. Poza tym wraz z poprawą koniunktury i zmniejszeniem niepewności rola dostawców z dalekich rynków znów może rosnąć – uważa ekonomista KIG. Jego prognoza wzrostu eksportu w tym roku to mniej niż 10 proc.
Jeszcze ostrożniejszy w przewidywaniach jest Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE – firmy zajmującej się m.in. ubezpieczaniem należności eksportowych. Według danych firmy na razie nie jest źle: wartość eksportu ubezpieczonego w styczniu i lutym przez KUKE była o ok. 20 proc. wyższa niż rok wcześniej. Ale może to być mylące, bo znacznie wzrosła liczba klientów pozyskanych przez firmę w poprzednim roku. ‒ Widzimy, że większa dynamika dotyczy sprzedaży na rynki krajów rozwiniętych, głównie Europy, co może zwiastować dalszą poprawę, gdy tylko zostaną zniesione w tych gospodarkach ograniczenia za sprawą postępującej akcji szczepień. Trzeba jednak pamiętać, analizując obroty eksportowe raportowane przez ubezpieczycieli, że w trakcie pandemii w części krajów doszło do spadku wykorzystania kredytu kupieckiego choćby z powodu ograniczenia limitów przez instytucje finansowe – przyznaje Tomasz Ślagórski. Dodaje, że swoje zrobiły ostatnie przetasowania w światowej polityce, jak brexit, który zwiększył ryzyko obrotu z Wielką Brytanią. W obawie o wypłacalność tamtejszych kontrahentów również wielu polskich eksporterów zaczęło preferować przedpłaty, co redukowało wartość odroczonych płatności do ubezpieczenia. To jeszcze bardziej utrudnia formułowanie prognoz. Wiceprezes KUKE mówi jednak, że pozostaje umiarkowanie ostrożny co do perspektyw polskiego eksportu w tym roku. ‒ Jest szansa na jego wzrost w przedziale 5‒10 proc. na fali globalnego ożywienia i dzięki utrzymywaniu się relatywnie słabego kursu złotego. Jest też szansa, dzięki otwieraniu europejskich gospodarek w kolejnych miesiącach, na silniejsze odbicie w eksporcie usług – liczą na to choćby firmy budowlane i transportowe – ocenia Tomasz Ślagórski. ©℗