Reklama
Na amerykańską czarną listę w ostatnich dniach roku trafiło kilkadziesiąt chińskich firm na czele z największym w Państwie Środka producentem chipów SMIC i 10 powiązanymi z nim spółkami. Zajęły one miejsca obok telekomunikacyjnego giganta Huawei i ponad 100 kojarzonymi z nim przedsiębiorstwami. Toczona od początku kadencji Donalda Trumpa walka z sektorem technologicznym azjatyckiego rywala przed styczniową zmianą w Białym Domu przybrała na sile.
Biuro Przemysłu i Bezpieczeństwa (BIS) w Departamencie Handlu Stanów Zjednoczonych używa czarnej listy do ograniczania eksportu i transferu wybranych dóbr, w tym technologii, do podmiotów, co do których istnieje „uzasadnione przypuszczenie”, że są zaangażowane w działania zagrażające bezpieczeństwu narodowemu lub interesom polityki zagranicznej USA. Dotyczy to też firm, co do których BIS dostrzega tylko ryzyko takiego zaangażowania. Jeśli firma trafi na czarną listę, amerykańskie przedsiębiorstwa mogą handlować z nią tylko po uzyskaniu specjalnego zezwolenia. Z takimi kłopotami od 2019 r. boryka się Huawei.
Teraz Departament Handlu wpisał na listę kolejnych 77 spółek, w znacznej większości chińskich, choć trafiły tam też firmy zarejestrowane w Bułgarii i Rosji. Przedsiębiorstwa umieszczono na indeksie, gdyż administracja amerykańska uznała, że umożliwiają Chinom łamanie praw człowieka lub wspierają „militaryzację i bezprawne roszczenia na Morzu Południowochińskim”. Wśród zarzutów znalazła się też kradzież tajemnic handlowych i wykorzystywanie importowanych z USA produktów i technologii „na potrzeby Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej”.
Uzasadniając powiększenie czarnej listy, amerykański sekretarz handlu Wilbur Ross wytknął Chinom praktyki pracy przymusowej oraz inwigilację i represjonowanie swoich obywateli w Sinciangu i innych obszarach kraju. – Korupcyjne i zastraszające zachowanie Chin w ich granicach i poza nimi szkodzi interesom bezpieczeństwa narodowego USA, podważa suwerenność naszych sojuszników i partnerów oraz narusza prawa człowieka i godność mniejszości etnicznych i religijnych – dowodził Ross. Dodał, że działania jego resortu mają „zapewnić, że amerykańska technologia, opracowana i wyprodukowana zgodnie z zasadami otwartego i wolnego rynku” nie będzie wykorzystywana do złych celów.
Z kilkudziesięciu firm objętych restrykcjami Waszyngton poświęca szczególną uwagę produkującej półprzewodniki spółce SMIC. W odniesieniu do niej wprowadzono dodatkowe ograniczenie. Departament Handlu stwierdził, że nie będzie wydawał zgód na eksport do SMIC technologii potrzebnych do produkcji chipów powstających w tzw. procesie 10 nanometrów. Jak wyjaśniono, zastrzeżenie wynika z obawy, by amerykańskie technologie nie zostały wykorzystane na potrzeby chińskiej armii. Poza tym producent mikroprocesorów od listopada jest też na mniej znanej czarnej iście, prowadzonej przez Departament Obrony USA. To z kolei uniemożliwia amerykańskim inwestorom kupowanie papierów wartościowych SMIC.
Tak ostre potraktowanie firmy wynika z przekonania Waszyngtonu o jej współpracy z sektorem wojskowym Państwa Środka. – Nie pozwolimy, aby zaawansowana technologia Stanów Zjednoczonych pomogła w budowaniu armii naszego coraz bardziej wojowniczego przeciwnika – przekonywał Wilbur Ross. Przedstawiciele inkryminowanego przedsiębiorstwa nieodmiennie powtarzają, że SMIC nie ma powiązań z chińskim wojskiem. Według Bloomberga koncern, który od pewnego czas liczył się z wprowadzeniem sankcji, zgromadził zapasy do produkcji mikroprocesorów na 18 miesięcy. Przedsiębiorstwo poinformowało, że czarna lista w krótkim terminie nie zaszkodzi jego działalności ani finansom, ale w dłuższej perspektywie firma odczuje negatywny wpływ restrykcji.
Po wpisaniu tej i innych spółek na czarną listę Pekin skrytykował „prześladowanie chińskich firm” przez Stany Zjednoczone. Jak relacjonuje Reuters, minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi wezwał Waszyngton do zaprzestania „błędnego zachowania polegającego na nieuzasadnionym ucisku zagranicznych firm”. W Waszyngtonie nie brakuje jednak głosów, że SMIC został potraktowany zbyt łagodnie. Dwaj przedstawiciele republikanów – senator Marco Rubio i kongresman Michael McCaul – domagają się od prezydenta Donalda Trumpa zaostrzenia restrykcji.
W cytowanym przez Reutersa liście w tej sprawie Rubio i McCaul stwierdzają, że ograniczenia wobec SMIC nie są „wystarczająco rygorystyczne” i powinny zostać uzupełnione, aby zamknąć „niebezpieczne luki”, które pozwoliłyby firmie kontynuować działalność właściwie bez ograniczeń, a tym samym wspierać militarne cele Komunistycznej Partii Chin. Ich niepokój budzi fakt, że zastosowane przez Departament Handlu ograniczenia dotyczą tylko technologii do produkcji półprzewodników 10-nanometrowych, nie odnoszą się natomiast do starszych technologii. W ten sposób ich zdaniem administracja amerykańska „wydaje się zezwalać SMIC na dostęp do prawie wszystkich urządzeń do produkcji półprzewodników”, więc restrykcje są jedynie na pokaz i nie służą bezpieczeństwu narodowemu USA.