Inwestorzy wyciągnęli wnioski z doświadczeń minionego okresu, ale niewystarczające. To wnioski z panelu „Budownictwo. Nowa perspektywa, nowe strategie”, który odbył się w ostatnim dniu EKG.

– Do 2009 r. wartość realizowanych kontraktów była średnio o 20 proc. wyższa od kosztorysów inwestorskich. Ale później przetargi rozstrzygane były na poziomie 60 proc. Efektem były absurdalne ceny, których wykonawcy domagali się od podwykonawców, a ci od dostawców. I zaczął się przeklęty łańcuch bankructw – wyjaśniał Andrzej Kozłowski, prezes ULMA Construccion w Polsce.

Powód to wadliwe prawo, niewłaściwe przygotowanie przetargów, kumulacja zleceń, brak partnerskiego dialogu z inwestorami. Uczestnicy debaty zwrócili uwagę, że to Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad jako główny inwestor infrastrukturalny dyktuje warunki.

– Nie boimy się najniższej ceny, pod warunkiem że inwestor sprawdza potencjał oferentów i ma odwagę wykluczania cen rażąco niskich. Podział ryzyka narzucony w Polsce jest niespotykany w Europie. Całe ryzyko np. wzrostu cen materiałów i opóźnień w realizacji jest po stronie wykonawcy – mówił Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabagu.

Okres przed Euro 2012 był dla branży czasem żniw, potem nastąpił gwałtowny spadek produkcji. – W rekordowym 2011 r. producenci dostarczyli na budowy 24 mln m sześc. betonu, a w 2013 r. 18 mln ton. Beton jest dziś najtańszy od lat. Rentowność przemysłu cementowego spada – ocenia Maciej Marciniak, prezes firmy Górażdże Beton. – Szacujemy, że 2014 r. będzie się charakteryzował 10-proc. wzrostem, potem przez dwa lata wskaźnik będzie się piął w górę po 5–6 proc. – wylicza.

– W poprzednich latach prawo było niedoskonałe, warunki kontraktowe trudne, ale każdy menedżer znał prawo i warunki przetargów. Jeśli zbliża się boom, będą rosły ceny materiałów i usług – zauważył Roman Wieczorek, prezes Skanska w Polsce. – Przed nami kolejne miliardy z UE, więc nie powinniśmy być zaskoczeni, że w latach 2014–2020 ceny będą rosnąć, a na rynku może brakować sprzętu i siły roboczej – podkreślił.

Józef Zubelewicz, członek zarządu Erbudu, zauważył, że w latach 2014–2020 szansą dla branży budowlanej będzie udział w projektach energetycznych. – To może być numer dwa w Polsce po infrastrukturze drogowej. Ale boję się, że nie wyciągamy wniosków po Euro 2012. I przedsiębiorstwa budowlane nie doszacowały ryzyka, składając oferty w przetargach na nowe bloki dla elektrowni – dodał.

Uczestnicy panelu zwracali uwagę na inne zagrożenia. Na przykład konieczność wykupu praw do emisji CO2 podnosi koszt produkcji każdej tony cementu średnio o 90 zł. Tymczasem na Ukrainie i Białorusi powstają cementownie, które nie potrzebują takich pozwoleń. – Jeśli producenci spoza UE wejdą na nasz rynek z przewagą 100 zł, która wynika także z niższych kosztów wytworzenia, to będzie to nie tylko problem Polski. UE powinna chronić swój rynek, który jest mniej konkurencyjny z powodu regulacji środowiskowych – ostrzega Maciej Marciniak.