W tzw. dużej energetyce, obejmującej największe koncerny z tej branży, bardzo szybko rośnie znaczenie nowoczesnych produktów i usług oraz pionierskich technologii. Te koncerny bardziej niż inne muszą być innowacyjne. I wygląda na to, że już są
Do tego stopnia, że kolejny globalny przełom technologiczny – po tym, który przyniosła informatyka, internet i telefonia komórkowa – zrodzi się najprawdopodobniej właśnie w energetyce.
Reklama

Reklama
Trudno znaleźć branżę, w której dziś tyle inwestuje się w badania i rozwój, która tak przeobraża się technologicznie jak sektor energetyczny. Ma to kilka przyczyn. Pierwszą jest fakt, że zużycie energii na świecie ciągle rośnie i będzie według prognoz Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) rosnąć także w najbliższych dekadach. Choć dzieje się tak przede wszystkim za sprawą krajów rozwijających się, głównie z Azji, w których konsumpcja energii na jednego mieszkańca jest wielokrotnie niższa niż w krajach zachodnich. Będzie więc ona – w następstwie rozwoju gospodarczego tej części świata – wzrastać. To jednak oznaczać będzie również zwiększający się popyt na surowce energetyczne, których ceny – po obecnym spadku – znów prędzej czy później będą rosnąć. Sęk w tym, że tylko nieliczne kraje mają tych surowców tyle, że nie muszą ich importować. Poza tym ich złoża w końcu zaczną się wyczerpywać. Tak dzieje się już – według MAE – w przypadku płytszych, łatwiej dostępnych złóż ropy. Trzeba więc sięgać po te głębsze, trudniejsze i droższe w wydobyciu. Podobnie będzie niebawem także w przypadku gazu, węgla czy uranu.
Energia odnawialna
Dlatego wiele państw, nie tylko tych uzależnionych od importu surowców energetycznych, robi, co może, żeby z jednej strony bardziej efektywnie, oszczędniej niż dotąd gospodarować energią, a z drugiej znaleźć jej nowe źródła. To samo odbywa się na poziomie dużych koncernów energetycznych, które też muszą patrzeć w przyszłość i działać długofalowo.
W krajach zachodnich to zjawisko zaczęło się już po kryzysie energetycznym z lat 70. XX w., który uświadomił im, jak niebezpieczne jest duże uzależnienie od importu surowców energetycznych. Zwłaszcza że duża część ich złóż leży w krajach rządzonych autorytarnie, co dla krajów zachodnich było i jest dyskomfortem oraz źródłem ryzyka.
Z tych powodów kariera odnawialnych źródeł energii zaczęła się właśnie w krajach zachodnich i to w dodatku już w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, zanim jeszcze UE wpadła na pomysł, by walczyć z ociepleniem klimatu. Choć jej polityka klimatyczna, podobnie jak działania znaczących krajów spoza Europy – USA, Chin, Japonii czy Brazylii – na rzecz ochrony klimatu, to kolejny najbardziej istotny czynnik prowadzący do dzisiejszych dużych zmian technologicznych w energetyce.
Te zmiany dokonują się na kilku poziomach. Po pierwsze w tradycyjnej energetyce, w której opracowuje się technologie pozwalające na budowę – właśnie ze względu na politykę klimatyczną UE – coraz bardziej wydajnych energetycznie bloków węglowych (to pozwala „wycisnąć” z jednej tony węgla więcej energii i tym samym zmniejszyć emisję CO2). Najnowocześniejsze z nich to tzw. bloki na parametry nadkrytyczne. W Polsce powstają one od kilku lat, a budują je największe w naszym kraju firmy energetyczne: PGE Polska Grupa Energetyczna (w Bełchatowie, Opolu oraz Turowie), Enea (w Kozienicach), Tauron (w Elektrowni Łagisza i Jaworzno) czy Zespół Elektrowni PAK.
Innowacyjność
Ich innowacje dotyczą jednak nie tylko wytwarzania energii, lecz także jej przesyłania do odbiorców. Sieci przesyłowe w Polsce należą niemal w całości do dużych koncernów energetycznych. Te, by ograniczyć straty energii na przesyle, modernizują owe sieci. To jednak nie wszystko. Bo duże koncerny energetyczne w Polsce już zaczynają inwestować w tzw. inteligentne sieci energetyczne (smart grid). Przykładem tego są inteligentne liczniki energii, które już instalują swym odbiorcom największe koncerny energetyczne w Polsce: PGE, Tauron, Enea i Energa. Takie liczniki umożliwiają m.in. ich zdalny odczyt (nie muszą już tego robić pracownicy firm energetycznych), wykrywanie kradzieży prądu, a odbiorcom, ile dokładnie w danej chwili zużywają prądu. Dzięki temu mogą się dowiedzieć np., ile energii elektrycznej „pożera” ich lodówka, pralka czy zmywarka. Dane z liczników trafiają na bieżąco do centrów obliczeniowych, które je gromadzą i analizują. To bardzo cenne dane, bo dzięki nim, lepiej znając strukturę zużycia energii, będzie można zoptymalizować pracę elektrowni i sieci przesyłowych.
A to tylko przedsmak tego, co nas czeka. Na całym świecie pracuje się nad udoskonaleniem energetyki odnawialnej (po to, żeby była tańsza i bardziej wydajna), w czym koncerny energetyczne, oczywiście, uczestniczą. Bo one również inwestują – i to coraz bardziej – w źródła odnawialne, co jest kolejnym przejawem ich innowacyjności. W Polsce głównymi graczami na rynku OZE są właśnie największe na naszym rynku, wymienione już wcześniej, koncerny energetyczne. To nie przypadek, że prototyp bardzo nowatorskiej elektrowni wodnej Melody, niewymagającej piętrzenia rzeki i skonstruowanej przez polskich wynalazców, powstał i był testowany we współpracy z PGE (na rzece Krasawa, na terenie Kopalni Węgla Brunatnego Bełchatów).
Te same koncerny są też zainteresowane badaniami nad nowymi źródłami energii, np. wodorem. Za przykład niech posłuży inne bardzo innowacyjne przedsięwzięcie, realizowane wspólnie przez dwie polskie firmy: PGE i Gaz-System. Ma ono doprowadzić do powstania pilotażowej instalacji, która przy użyciu energii elektrycznej – w procesie elektrolizy – będzie produkować wodór. Gdyby ta inicjatywa zakończyła się sukcesem, można byłoby mówić o przełomie. Projekt ten ma bowiem na celu rozwiązanie problemu magazynowania nadwyżek energii elektrycznej, produkowanej przez elektrownie wiatrowe. Gdyby ów koncept się powiódł, usunęłoby to główny feler (mogący prowadzić do destabilizacji systemu energetycznego) takich elektrowni: niestabilną produkcję energii. Można by to rozwiązanie zastosować także w panelach fotowoltaicznych, które mają tę samą wadę: to, czy pracują w danej chwili i ile wytwarzają prądu, zależy od pogody.
Proinnowacyjnych przedsięwzięć, w które angażują się koncerny energetyczne w Polsce, jest dużo więcej. W pierwszej kolejności należy wymienić ich współpracę z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). W jej ramach konsorcjum kierowane przez Polski Komitet Energii Elektrycznej (w jego skład wchodzi m.in. PGE) przygotowało i przedłożyło NCBR studium wykonalności Programu Badawczego Sektora Elektroenergetycznego (PBSE). Jest to pierwszy przypadek tak szerokiego porozumienia firm z tego sektora, które przedstawiły wspólny program działalności badawczo-rozwojowej. PBSE pozwalałby na finansowanie projektów badawczo-rozwojowych z tej branży ze środków unijnego Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (POIR).
Nowe technologie
Warto też wspomnieć o rozpoczynającej się współpracy między PGE a PZU, mającej na celu inwestowanie przez te firmy w innowacyjne startupy i projekty, związane z rozwijaniem nowych technologii. Kolejna inicjatywa to działania polskiego oddziału koncernu RWE na rzecz upowszechnienia w stolicy naszego kraju aut elektrycznych. Dzięki takim autom kraje skazane dziś na import wielkich ilości ropy mogłyby przynajmniej częściowo od tego importu się uniezależnić. I produkować paliwo samochodowe – w postaci energii elektrycznej – w oparciu o własne zasoby energetyczne, np. wykorzystując odnawialne źródła energii, których niemal każde państwo ma pod dostatkiem. Niestety, choć koszt „paliwa” w aucie elektrycznym jest już dużo niższy niż w przypadku samochodów na benzynę i olej napędowy, to zapewne upłynie jeszcze dużo czasu, zanim zaczną one wypierać auta z silnikiem spalinowym. Od lat ich producenci nie mogą bowiem poradzić sobie z jednym problemem: zbyt krótkim dystansem, jaki da się przejechać takim autem po jednym ładowaniu i zbyt długim ładowaniem. Jeśli uporają się z tą bolączką, to upowszechnienie aut elektrycznych będzie już tylko kwestią czasu. Na razie jednak trudno określić, kiedy to nastąpi.
Gdyby do tego doszło, Polska – jako kraj z ogromnymi złożami surowca służącego do produkcji energii elektrycznej, czyli węgla – mogłaby się stać nowym Kuwejtem. Pod warunkiem jednak, że znajdziemy sposób na to, by produkcji prądu z węgla towarzyszyła mniejsza emisja CO2 niż dziś. Od tego w ogóle zależy przyszłość górnictwa węglowego, nie tylko w Polsce, bo – poza UE – coraz więcej krajów chce ograniczać emisję gazów cieplarnianych. W przypadku węgla mają temu służyć tzw. czyste technologie węglowe. Należy do nich – już opłacalne i powszechnie na świecie stosowane (m.in. w USA) – zgazowywanie węgla. W jednym z pierwszych w Polsce, związanych z tym projektów, czyli planowanej budowie instalacji do produkcji gazu syntezowego z węgla w Zakładach Azotowych Kędzierzyn, uczestniczy polski koncern energetyczny Tauron.
Choć trzeba wspomnieć, że na obecnym etapie rozwoju technologii zgazowywania tego surowca nie rozwiązuje ono jeszcze problemu emisji dwutlenku węgla. Trudno bowiem uznać za jego rozwiązanie tzw. wychwytywanie i składowanie CO2, bo jest to zbyt ryzykowna i za droga technologia. Jednak na etapie badań są już inne metody i także w tym przypadku zapewne tylko kwestią czasu jest znalezienie i opracowanie takiego rozwiązania, która zapewni węglowi długą i spokojną przyszłość.
Trudno znaleźć branżę, w której dziś tyle inwestuje się w badania i rozwój, która tak przeobraża się technologicznie jak sektor energetyczny