Kolejni prezydenci zapowiadają, że ich miasta będą smart. Czym w praktyce ma być takie inteligentne miasto?

Przez cztery lata nikt o idei inteligentnych miast nie pamiętał, ale zbliżają się wybory, więc jest to dobre hasło wyborcze. Nic dziwnego, skoro smart miasto to takie miejsce, gdzie niemal nie ma korków, ścieżki rowerowe powstają dokładnie tam, gdzie potrzebują ich rowerzyści, niepełnosprawni mogą wygodnie i bezpiecznie się poruszać po urzędach i budynkach użyteczności publicznej, szkoły i przedszkola uruchamiane są w tych dzielnicach, gdzie ich najbardziej potrzeba, a tam, gdzie przeważają seniorzy, powstają np. otwarte siłownie miejskie.

W idei smart cities nie chodzi tylko o inwestowanie w nowe technologie i wydawanie milionów na enty multimedialny przewodnik po mieście ani superskomputeryzowane urzędy. To coś znacznie trudniejszego – takie zaprojektowanie i zarządzanie całą infrastrukturą i przestrzenią miejską, by jakość życia w mieście była jak najwyższa. Inteligentne miasta to takie, w których po prostu wygodnie się żyje.

To brzmi strasznie życzeniowo. Może taki stan nie jest możliwy do osiągnięcia?

Oczywiście, że nie wszystko uda się idealnie wprowadzić w życie. Ale pewne elementy są jak najbardziej realne. Samorządy są w posiadaniu ogromnych zasobów, o których same często nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć: to informacje publiczne, na podstawie których można naprawdę poprawić komfort życia. To nie tylko dane o komunikacji, lecz także te demograficzne, o inwestycjach miejskich, wydawanych pozwoleniach, podejmowanych przez rady miast decyzjach. Nie bez powodu np. Chicago drogę do bycia smart zaczęło właśnie od powołania Chef Data Officer, czyli pełnomocnika, który zajął się uporządkowaniem i uwalnianiem danych. Dzięki temu miasto to mogło inaczej i bardziej praktycznie rozplanować pomoc udzielaną przez służby ratunkowe.

Polskie miasta twierdzą, że już to robią, że informatyzują urzędy, zamawiają nowoczesne aplikacje...

Prawda, ale bardzo często niestety skupiają się tylko na aspekcie smart city hall, czyli właśnie urzędów i inwestycji. Inteligentne miasta to nie są takie zadania, jak budowy i remonty dróg, budowy obwodnic, wymiana taboru miejskiego, budowa spalarni śmieci... czy inne zadania będące po prostu obowiązkiem samorządów. Inteligentne miasta to takie, w których w zarządzaniu brane pod uwagę są także spółki miejskie, szkoły, lokalna służba zdrowia, muzea, kina, teatry, przedsiębiorcy lokalni i mieszkańcy. A więc wspomniane wbudowywanie drogi, zakup taboru czy budowa spalarni są decyzjami, które zapadają jako efekt długookresowych analiz i są skonsultowane z opiniami i wyborami mieszkańców.