W I kw. 2013 r. wzrost gospodarczy wyniósł 3 proc., a w końcówce roku może zbliżyć się do 3,5 proc. – taka jest średnia z zebranych przez DGP prognoz analityków 15 krajowych instytucji. W porównaniu z przewidywaniami sprzed trzech miesięcy widać wzrost optymizmu. Obecne szacunki dla każdego kolejnego kwartału są o 0,1–0,2 pkt proc. wyższe niż te z końca ubiegłego roku.

– Ostatnie korzystne informacje z gospodarki skłoniły nas do zrewidowania w górę prognozy pierwszego kwartału – mówi Adam Antoniak, ekonomista Banku Pekao. Ta instytucja szacuje wzrost PKB w okresie styczeń – marzec 2014 na 3,0 proc. Lepsze od oczekiwań były np. dane dotyczące sprzedaży detalicznej w lutym (roczny wzrost o 7 proc., to najlepszy wynik od dwóch lat) czy wynagrodzeń (największy roczny wzrost od ponad półtora roku).

Analitycy przyznają, że czynnikiem ryzyka dla tempa wzrostu gospodarczego jest konflikt rosyjsko-ukraiński, który spowodował osłabienie naszego eksportu. – Ale czynnik polityczny ma wpływ głównie na to, co dzieje się na rynkach finansowych – zastrzega Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku. – Jeśli wydarzenia na Wschodzie wpłyną na gospodarkę, to będzie to raczej „wypłaszczenie” krzywej wzrostu, a nie jego zahamowanie – dodaje Pytlarczyk.

Jego zdaniem widoczny jest wzrost popytu wewnętrznego, a firmy – pozytywnie zaskoczone koniunkturą na przełomie roku – chętnie inwestują. Efekt? Według mBanku pod koniec tego roku tempo wzrostu PKB może wyraźnie przekraczać 4 proc.

Zdaniem ankietowanych przez nas ekonomistów ożywieniu w gospodarce nie będzie towarzyszyło przyspieszenie inflacji. Analitycy są zdania, że dopiero pod koniec roku może ona przekroczyć 1,5 proc., czyli dolną granicę dopuszczalnych odchyleń od celu wyznaczonego przez Radę Polityki Pieniężnej (2,5 proc.). – Nie ma fundamentalnych czynników, które mogłyby stać za poważniejszym przyspieszeniem inflacji – uważa Adam Antoniak.

Niska inflacja będzie też oznaczać niskie stopy procentowe. Spośród ankietowanych przez nas instytucji tylko dwie przewidują, że RPP w tym roku podwyższy oprocentowanie. Może do tego dojść w listopadzie (niedawno rada zadeklarowała, że pozostawi stopy bez zmian do wrześniowego posiedzenia).

Ani skomplikowana sytuacja polityczna za naszą wschodnią granicą, ani obawy o kondycję wschodzących rynków, zdaniem analityków, nie zagrażają również naszej walucie. Ekonomiści spodziewają się, że w IV kw. za euro możemy płacić mniej niż 4,1 zł. Kurs dolara będzie zaś wahał się w przedziale 3–3,1 zł. Spadać będą zaś ceny obligacji. Przełoży się to na wzrost ich rentowności. W przypadku papierów 10-letnich na koniec roku spodziewany jest wzrost rentowności do prawie 4,7 proc. z nieco ponad 4,2 proc. obecnie. Dochodowość papierów dwuletnich wzrośnie do 3,4 proc. z 3,0 proc. dziś.

W ankiecie DGP wzięli udział ekonomiści Banku BGŻ, Banku Gospodarstwa Krajowego, Banku Ochrony Środowiska, Banku Pekao, Banku Pocztowego, Banku Zachodniego WBK, BPS TFI, Credit Agricole, Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, mBanku, PKO BP, Plus Banku, Polityki Insight, Raiffeisen Polbanku oraz Societe Generale.

W IV kw. za euro możemy płacić mniej niż 4,1 zł, a za dolara: 3–3,1 zł