Według badań Stowarzyszenia na rzecz E-Palenia w Polsce jest 1,2 mln użytkowników papierosów elektronicznych, a wartość rynku sięga 1,5 mld zł. Jak szacują eksperci, to przynajmniej o 200 tys. więcej niż jeszcze na początku roku. Konsumentów przekonuje do e-papierosów przede wszystkim cena. Paczka tradycyjnych papierosów z banderolą kosztuje średnio 11 zł, przemycanych – 7 zł, a cena tej samej co w paczce papierosów dawki nikotyny w elektronicznych produktach to 2–2,5 zł.

Rozwój rynku e-papierosów obserwowany jest też w innych krajach. W Wielkiej Brytanii odsetek ich użytkowników wśród dorosłych palaczy wzrósł z 2,7 proc. w 2010 r. do 6,7 proc. w 2012 r.

Jednocześnie rynek tradycyjnych papierosów spada. Tylko w naszym kraju od stycznia do października tego roku konsumenci kupili ich 40 mld sztuk, o 5 mld mniej niż rok wcześniej. Dlatego koncerny tytoniowe coraz głośniej zapowiadają, że wchodzą w nowy dla siebie segment rynku – elektroniczne papierosy. Ostatnio na taki krok zdecydowała się firma Philip Morris International. Wprowadzi je do sprzedaży już w 2014 r. Philip Morris nie kryje, że powodem przyspieszenia planów w zakresie e-papierosów jest kryzys na rynku tradycyjnych wyrobów tytoniowych, który wywołany jest rozwojem nielegalnego handlu. Firma obniżyła nawet swoją prognozę na 2014 r. o 3 proc. pod względem ilości sprzedaży. W odniesieniu do europejskiego rynku, w tym też polskiego przewiduje nawet 7–8 proc. spadku.

W listopadzie do opracowywania oferty e-papierosów przyznał się też Imperial Tobacco. – Mamy nadzieję wejść z e-papierosami na rynek już w 2014 r. – mówi Grażyna Sokołowska z Imperial Tobacco. Firma w zakończonym na jesieni roku obrotowym odnotowała spadek sprzedaży pod względem wartości o 1 proc. do 28 mld funtów, a ilości o 7 proc. do 317 mld sztuk.

W grudniu 2012 r. na rynku e-papierosów zadebiutował British American Tobacco, przejmując brytyjską spółkę CN Creative. Firma swoje wyroby oferuje już na brytyjskim rynku poprzez firmę Nicoventures. Jak wyjaśnia Des Naughton, dyrektor zarządzający ds. produktów nowej generacji w BAT, firma stawia na ten segment również dlatego, że może odegrać ważną rolę w redukowaniu wpływu tytoniu na zdrowie publiczne, co jest jednym z elementów jej strategii. Dlatego działalność firmy Nicoventures koncentruje się także na opracowywaniu innych innowacyjnych urządzeń umożliwiających wdychanie nikotyny.

Na razie koncerny nie deklarują, kiedy ich produkty pojawią się w sprzedaży na polskim rynku. Na ich wejście szykują się jednak firmy funkcjonujące już w tej branży. W sumie działa ich blisko 2 tys. Liderem jest Grupa CHIC. Jej sieć sprzedaży e-SmokingWorld liczy już ponad tysiąc własnych sklepów i stoisk specjalistycznych. Produkty firmy są również dostępne w 27 tys. innych punktów sprzedaży detalicznej.

– Ewentualne plany wejścia na rynek papierosów elektronicznych przez wielkie koncerny tytoniowe nie są dla nas żadnym zaskoczeniem. Taki krok, będący odpowiedzią na utratę konsumentów wyrobów tytoniowych, uwzględniliśmy w naszej strategii rynkowej i cenowej. Nie spowoduje on zauważalnych zmian cen produktów dostępnych na rynku. Obecne marże i ceny oparte są na bardzo racjonalnej analizie kosztów – mówi Dawid Urban, współwłaściciel Grupy CHIC.

Obecnie rynek e-papierosów nie podlega żadnym ograniczeniom. Nie jest objęty akcyzą, co więcej, resort finansów nie ma planów w tym zakresie. Pytanie tylko, za jaki wyrób zostaną uznane e-papierosy w dyrektywie tytoniowej, w sprawie której dziś odbędzie się głosowanie. Parlament Europejski stoi na stanowisku, że są to produkty konsumenckie. Rada Europy natomiast chce, aby były oferowane jako produkt medyczny. Jeśli przejdzie drugie z rozwiązań, może oznaczać to nie tylko zmianę sposobu dystrybucji produktu, lecz także konieczność przeprowadzenia testów i badań przed ich wprowadzeniem do sprzedaży. A na to fundusze mają tylko najwięksi producenci, dla mniejszych wiąże się to z ryzykiem wypadnięcia z rynku.

Co zmieni dyrektywa
Dyrektywa tytoniowa ma wprowadzić ostrzeżenia zdrowotne dla e-papierosów. W zależności od ilości nikotyny e-papieros byłby produktem leczniczym albo zwykłym papierosem. Te zawierające nikotynę w dawce wyższej niż 4 mg wymagałyby zezwolenia jak w przypadku produktów leczniczych, np. dla produktów do nikotynowej terapii zastępczej. Dziś każde państwo prowadzi inną politykę, Polska należy do tych krajów, które nie mają żadnych regulacji.