Kluczem do zwycięstwa w konkursie będą już udowodnione kompetencje. Niekoniecznie w zakresie kierowania kopalnią, ale dużym przedsiębiorstwem. - uważa Marian Turek, przewodniczący rady nadzorczej Kompanii Węglowej.

Kiedy rada nadzorcza ogłosi konkurs na członków zarządu Kompanii Węglowej, po tym jak z funkcji prezesa zrezygnowała Joanna Strzelec-Łobodzińska, a jeden z wiceprezesów, Wojciech Kotlarek, został zdymisjonowany?

Reklama

Reklama
Do zakończenia kadencji, która upływa z końcem roku, zostało już bardzo niewiele czasu. Nawet biorąc pod uwagę to, że w praktyce kadencja zarządu trwa do walnego zgromadzenia akcjonariuszy, które zwykle odbywa się w maju lub czerwcu następnego roku, nie będziemy na razie ogłaszać konkursu. Dojdzie do tego prawdopodobnie w marcu 2014 r. Na rynku węgla jest kryzys, liczy się każda złotówka. Nie chcemy podejmować żadnych działań, które miałyby rodzić dodatkowe koszty.

Okrojony zarząd sobie poradzi? Przecież Kompania została bez prezesa i osoby odpowiedzialnej za sprzedaż węgla.

Marek Uszko został skierowany do koordynowania pracą zarządu. To doświadczony menedżer. Na dniach rada nadzorcza oczekuje na propozycję nowego podziału zadań. Prośba o poszerzenie składu zarządu będzie musiała być bardzo dobrze uzasadniona. Jestem zdania, że czteroosobowe kierownictwo w zupełności jednak wystarczy.

A jak pan ocenia pracę Joanny Strzelec-Łobodzińskiej? Czy rada dyskutowała nad przyjęciem jej rezygnacji?

Nie chciałbym jednoosobowo oceniać pani prezes. Rada bez zbędnej dyskusji przyjęła do wiadomości rezygnację Joanny Strzelec-Łobodzińskiej.

Kto ma szansę zostać w przyszłym roku szefem Kompanii? Osoba z górniczym doświadczeniem czy menedżer spoza branży?

Kluczem do zwycięstwa w konkursie będą już udowodnione kompetencje. Niekoniecznie w zakresie kierowania kopalnią, ale dużym przedsiębiorstwem. Zdecydowanie dopuszczam sytuację, w której Kompanią pokieruje ktoś, kto nigdy nie pracował w kopalni.

Rada oczekuje przedstawienia przez zarząd programu dostosowawczego na lata 2013–1015, ale kolejne wersje nie zyskały waszej aprobaty. Dlaczego?

Takiego programu rada zażądała już w marcu tego roku. Miał on dostosować spółkę do trudnej sytuacji, żeby nie wpadła w tarapaty. Przedstawione do tej pory programy Rada Nadzorcza uznała za nierealne. Odnoszę wrażenie, że dzisiaj potrzebny jest już program restrukturyzacyjny, być może nawet w dłuższej perspektywie niż do 2015 r. Rada chce wiedzieć, jak spółka będzie funkcjonować nie tylko w przyszłym roku, ale również za kilka lat.

Różowo nie będzie. Jeśli ceny światowego węgla ustabilizują się na dzisiejszym niskim poziomie 75–80 dol. za tonę, a nic nie wskazuje na to, żeby w sytuacji ogromnej nadpodaży węgiel miał drożeć, to czy Kompania z kosztami wydobycia blisko 100 dol. za tonę jest w stanie przetrwać bez zamykania trwale nierentownych kopalń i zwolnień załogi?

Gdybym był na miejscu zarządu, musiałbym skonstruować taki plan działania firmy, do którego przekonałbym zatrudnionych tam ludzi. Inaczej to wszystko nie miałoby sensu.

Czyli cięcia kosztów, ale bez zwolnień?

Wiem, że w górnictwie jest wielka „miłość do haka”, czyli przywiązanie do swojego, konkretnego miejsca pracy. Należy jednak oczekiwać od załogi dużej świadomości, jak trudna jest obecna sytuacja. Przecież wszystko, co się będzie działo, jest po to, żeby zachować ich miejsca pracy.

Wszystkim?

Kto nie sprosta nowym wymogom, powinien odejść. Myślę, że władze spółki nie będą także zatrzymywać tych, którzy mają inny pomysł na życie. Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie restrukturyzację Kompanii bez drastycznych ruchów kadrowych. Im dłużej jednak będziemy czekali z naprawą, tym trudniej będzie to osiągnąć bez działań radykalnych. Zapewniam, że solidny pracownik Kompanii nie powinien, póki co, niczego się obawiać.

Sytuacja Kompanii już dzisiaj jest dramatyczna. Spółka po raz kolejny w tym roku zapowiedziała ograniczenie wydobycia węgla, w sumie już o 5 mln ton, co oznacza spadek w porównaniu z ubiegłym rokiem o blisko 15 proc. To tak, jakby dwie kopalnie przestały pracować, ale kilka tysięcy zatrudnionych tam ludzi zostało. W każdym innym przedsiębiorstwie gospodarki rynkowej oznaczałoby to redukcję zatrudnienia, nawet kosztowną, ale nie w górnictwie.

Wierzę w to, że jest wiele obszarów, w których można poszukać oszczędności, jednocześnie pozostając solidarnym z pracownikami. Produkcja faktycznie spada, bo na rynku jest dramatyczna sytuacja, a zapasy na zwałach sięgają 6 mln ton węgla. Wierzę, że taki stan rzeczy nie będzie trwać wiecznie. Już dzisiaj musimy wprowadzać strukturalne zmiany w poszczególnych kopalniach. Wiele do poprawienia jest w sferze zarządzania. Zmiany w strukturze górniczo-technicznej oraz organizacyjnej są moim zdaniem właściwym kierunkiem.

Strata netto spółki po ośmiu miesiącach wyniosła 341 mln zł. Jaki wynik prognozuje Kompania Węglowa na koniec roku?

Większą wagę przywiązywałbym do kwestii płynności finansowej spółki. Wdrażane działania restrukturyzacyjne powinny docelowo również poprawić wynik finansowy spółki.