Trzy, dwa, jeden. Start! Ruszył. W szaleńczym tempie zaczął zbierać wszystko, co nawinęło się pod rękę – garść iPadów, laptopy, konsole do gier, monitory 3D. Znalazło się miejsce na ekspres do kawy. Potem do kasy. Rachunek opiewał na kwotę 255 tys. zł. Ale 19-letni Piotr Mikusek w głębi duszy żałował, że kwota nie była wyższa. Bo za cały sprzęt nie musiał zapłacić ani grosza. W ramach promocji w jednej sieci sklepów dostał szansę wyniesienia z niego wszystkiego, co tylko był w stanie udźwignąć. Warunek? Miał na to tylko 150 sekund.

Swoim wyczynem pobił europejski rekord w konkursach organizowanych przez znaną sieciówkę. Aby wziąć udział w konkursie, trzeba było w oryginalny sposób w 300 słowach opisać, co by się kupiło, mając nieograniczone zapasy gotówki. „Jam jest żak spokojny, gdy przybywam do center handlowych, ku memu ulubionemu kramowi bieżę, by na własne lica obaczyć promocje i klamoty” – w ten sposób swój wywód rozpoczął Piotr Mikusek. Napracował się, ale było warto.

Taka promocja to jednak pokazówka. Szanse na załapanie się do konkursu są minimalne. – Na pytanie konkursowe wpłynęło ponad 210 tys. odpowiedzi – mówi Wioletta Batóg, rzecznik sieci Media Markt i Saturn.

Prawdziwi promocjożercy – lub jak sami wolą siebie nazywać: smart shopperzy – doskonale o tym wiedzą i wolą działać systemowo. Do celu dążą małymi krokami, ale konsekwentnie. Wiedzą, jak funkcjonuje rynek konsumencki, kto i w jaki sposób próbuje ich nabić w butelkę oraz przede wszystkim – jak zdobyć to, na czym im zależy, jak najmniejszym kosztem. Rynek zaczyna dostrzegać tę coraz bardziej wyrazistą grupę konsumentów i wcale nie próbuje ich zwalczać. Stopniowo odpowiada na ich potrzeby.

Bon zakupowy kupię/sprzedam

24-letnia Magda, studentka warszawskiego UKSW, od dwóch lat nie jeździ na tradycyjne, dwutygodniowe letnie wakacje. Woli częściej, a na krócej. Do takiej decyzji przekonały ją oferty tanich linii lotniczych i promocje organizowane przez przewoźników. – Kiedyś najpierw planowałam cel podróży, potem szukałam biletów. Teraz robię na odwrót. Najpierw szukam promocji na połączenie lotnicze, a potem kupuję bilety – opowiada. Co chwilę słyszy o swoich znajomych, którzy ni stąd ni zowąd chwalą się, że jadą do Omanu, Nowego Jorku czy Katmandu. Dziś już przestało to robić na niej wrażenie. – Wystarczy dobry plan i trochę poszperać. Wtedy wszystko jest w zasięgu ręki – mówi Magda.

Swoje metody przedstawia nam też 25-letnia Ania, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. – Zaplanowaliśmy z chłopakiem kilkudniowy wypad do Wrocławia. Znaleźliśmy hostel w dobrej lokalizacji, ale odstraszającej cenie 85 zł za noc. Zaczęliśmy przeczesywać serwisy zakupów grupowych i znaleźliśmy dobrą okazję. Wykupiliśmy cztery vouchery, każdy o wartości 100 zł, lecz kosztujące nas 49 zł za sztukę. W efekcie za trzy noclegi zapłaciliśmy po niewiele ponad 30 zł od osoby i to w hostelu, który nas interesował od początku – opowiada Ania.

Z kolei Piotr, menedżer w średnim wieku, lubi perfumy. Często odwiedza znane perfumeryjne sieciówki, jednak nie zostawia w nich ani złotówki. – Chodzę tylko po to, by wybrać odpowiadający mi zapach. Ale nie daję się nabrać na nalepki promocyjne, mówiące o obniżce z 250 do 150 zł. Za pomocą mojego smartfona porównuję cenę w sklepach internetowych, często oferujących testery w mniej reprezentatywnych opakowaniach. W efekcie płacę np. 120 zł. W dodatku testery zazwyczaj pachną intensywniej niż egzemplarze półkowe, więc korzyść jest podwójna – mówi nam Piotr.

Zdradza nam jeszcze jeden ze swoich sposobów na udane zakupy. Zdarza mu się odkupić bony zakupowe od osób, które ich nie potrzebują. Ostatnio nabył kupon do jednego z marketów budowlanych o wartości 1370 zł. Właściciel bonu nie planował zakupów, więc zamieścił w internecie ofertę odsprzedania go za 1170 zł. Obie strony zyskały – sprzedawca dostał żywą gotówkę, którą wyda na inne cele, a Piotr zrobił zakupy o 200 zł tańsze.