Spada popyt wewnętrzny. Polacy, którzy realnie zarabiają coraz mniej, chcą mniej wydawać na zakupy. W efekcie spada nasz import z krajów rozwiniętych, w tym z Unii Europejskiej, a rośnie z krajów rozwijających się oraz Europy Środkowo-Wschodniej. Skorzystają na tym rodzimi producenci.
Biedronka deklaruje, że 9 na 10 oferowanych przez nią produktów pochodzi od polskich dostawców. Jednym z wielu ważnych powodów tego działania jest opłacalność. Przy stale wahających się kursach walut sprowadzanie towarów z zagranicy do Polski to gra w ruletkę.
– Dzięki temu, że współpracujemy z wytwórcami na miejscu, możemy szybko reagować na potrzeby konsumentów. Jesteśmy też w stanie szybko dostarczyć produkt na półkę. Od momentu produkcji do czasu wystawienia go w naszym sklepie mija już tylko 48 godzin. To nie jest możliwe w przypadku towarów importowanych – podkreśla Alfred Kubczak, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w Biedronce. Poza tym, jak dodaje, konsumenci sami są zainteresowani tym, co z Polski. Niewątpliwie w zmianie przyzwyczajeń sporą rolę odegrał kryzys. Bo klienci kojarzą, że to, co polskie, jest nie tylko lepsze, lecz także tańsze. Przynajmniej jeśli chodzi o żywność. A więc śmiało można powiedzieć, że kryzys doprowadził do rozwoju patriotyzmu konsumenckiego.