SpeedTest: ciekawostka czy źródło frustracji?

W sieci możemy znaleźć sporo programów, które pozwalają nam na zmierzenie szybkości łącza, najpopularniejszym z nich wydaje się być SpeedTest. Trudno nazwać go profesjonalnym narzędziem, ale zdarza się, że używają go nawet monterzy internetu z wielu firm, więc chyba działa.

A działa niestety w dość nieprzyjemny sposób, bo obnaża całą ofertę firmy, za którą zapłaciliśmy. Posiadając szerokopasmowy internet o szybkości np. 20 czy 40Mb/s, trudno doszukać się w obliczeniach nawet zbliżonych wartości. I tu ważne, nie wszędzie i nie o każdej porze. Innymi słowy w dużych miastach, gdzie infrastruktura internetowa jest dosyć dobrze rozwinięta szybkość może zbliżać się do ideału. Pytanie nasuwa się samo: jak można sprzedawać ofertę internetu z daną szybkością, klientom poza dużymi aglomeracjami?

Od razu powiedzmy, że SpeedTest nie jest jakimkolwiek dowodem słabej usługi, gdyż nie może nim być. Dlaczego? Nie jest to narzędzie chirurgiczne, a jedynie prosty program komputerowy. Twardo obstają przy tym operatorzy.

„Popularne „narzędzia pomiarowe” oferowane przez liczne serwisy internetowe nie zapewniają dostatecznej dokładności pomiarów i można je traktować jedynie jako ciekawostkę. Na wynik tego typu pomiaru ma wpływ m.in. wydajność serwera, z którym łączy się program testujący, jego aktualne obciążenie, a także pojemność i obciążenie sieci operatora, do którego serwer typu "speedtest" jest dołączony oraz obciążenie sieci wszystkich operatorów pośrednich, przez które następuje połączenie testowe. Różnice w otrzymywanych wynikach mogą sięgać nawet 60 proc. realnej prędkości łącza” – informuje biuro prasowe Orange.

Netia też specjalnie nie poleca SpeedTestu „Jako jedyny miarodajny uznajemy nasz tester prędkości (tester.netia.pl), który jest posadowiony w naszej sieci szkieletowej. Technologicznie tester ten wykorzystuje dokładnie ten sam mechanizm co jeden z najpopularniejszych testerów niezależnych" -zauważa Wieczorek.
Okazuje się więc, że tylko mierzenie prędkości internetu poprzez programy oferowane u operatorów może być punktem wyjścia do rozmowy o reklamacji. Ponadto pomiary przeprowadzane za pomocą WiFi mogą obniżać wskazywany poziom usługi nawet o kilkanaście procent, warto więc robić to kiedy komputer podłączony jest kablem do routera.

Pozostaje dobra wola operatora

Aktualnie obowiązujące przepisy ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne, nie nakładają na dostawców usług telekomunikacyjnych obowiązku zagwarantowania minimalnej prędkości transferu danych w sieci.

Wprowadzenie takiego wymogu wiązałoby się z koniecznością wdrożenia nowych systemów, co mogłoby skutkować podniesieniem cen dla konsumentów za świadczenie usługi dostępu do internetu.

Znowelizowana ustawa Prawo Telekomunikacyjne wprowadziła nowe uregulowania zakładające, że umowa o świadczenie usług telekomunikacyjnych może wskazywać minimalny gwarantowany transfer, ale tylko pod warunkiem, że dostawca usług telekomunikacyjnych świadczy usługę transferu gwarantowanego w ramach danej umowy.

„Pragnę podkreślić, że przepisy ustawy Prawo Telekomunikacyjne nie przewidują jednakże, aby minimalny transfer był obowiązkowym elementem każdej umowy zawieranej z abonentem. Tego rodzaju zobowiązanie nie jest obowiązkiem, lecz mogłoby być dobrą praktyką ze strony operatora” – dodaje Jaszczuk z UKE.
Każdy konsument w przypadku, kiedy prędkość usługi dostępu do internetu w sposób znaczący zwalnia lub spada do wartości uniemożliwiających normalne korzystanie z usługi, powinien kierować reklamację do operatora, sygnalizując zaistniałą awarię łącza internetowego.

W obronie konsumentów

W tym mogły pomóc nowe przepisy , które weszły w życie 21 stycznia 2013 r. Nie będą one jednak miały realnego przełożenia na sytuację konsumentów.
Nowelizacja ustawy Prawo Telekomunikacyjne mogła to zmienić, ale ustawodawca nie poszedł, aż tak daleko. Bacznie przyglądają się temu procesowi organizacje konsumenckie.

„W nowelizacji nie ustalono odszkodowania, na jakie może liczyć konsument w przypadku realizowania jego usługi poniżej wartości zapisanej w umowie, nie określono również, kiedy poziom jest na tyle niski, aby można było rozwiązać umowę z winy operatora bez ponoszenia kosztów kary umownej w oparciu chociażby o następczą niemożność spełnienia świadczenia (495 KC)" - twierdzi Agnieszka Popławska z Federacji Konsumentów.

Z problemów zgłaszanych przez konsumentów infolinii konsumenckiej problemy telekomunikacyjne stanowią blisko 1/4 występujących na rynku usług, wyprzedzając jednocześnie problemy z ubezpieczycielami czy instytucjami finansowymi o połowę.

Nie są to z pewnością duże liczby , ale odpowiedź na to, czemu tak się dzieje, jest niezwykle prosta.

„Konsumenci przyzwyczaili się do stwierdzenia, że jeśli podpisało się umowę to nic już z tym nie można zrobić i nawet nie zgłaszają tego typu problemów” – zauważa Popławska.

Czy da się rozwiązać umowę?

Trudno jest rozwiązać umowę z winy operatora ze względu na nienależyte spełnienie świadczenia. Operatorzy zabezpieczają się w umowach klauzulami typu "do 20 Mb", co oznacza, że 1 Mb też się w tym mieści, zrzucając winę na infrastrukturę telekomunikacyjną lub tłumacząc się, że "mapka zasięgu posiada jedynie charakter informacyjny". W ostatnim przypadku takie stanowisko popierane jest nawet przez UKE na jego stronie internetowej.

Operatorzy radzą, aby przede wszystkim wszelkie problemy z internetem zgłaszać bezpośrednio do nich. Ponadto, aby ustrzec się przed problemami musimy sprawdzić, jaka maksymalna prędkość jest możliwa do odbioru w naszym mieszkaniu. Taką informację powinniśmy otrzymać od potencjalnego operatora, przed zawarciem umowy.
Nie decydujmy się na szerokopasmowy internet, jeśli posiadamy sprzęt starszej generacji. Dokładnie przeanalizujmy, jaka prędkość nam jest potrzebna, aby nie przepłacać.

Ideałem byłaby sytuacja, kiedy operatorzy informowaliby w reklamach, a nie tylko na umowach, że nie gwarantują nam 100 proc. szybkości internetu, jaka jest możliwa na danym łączu. Jednak żadna firma na razie tego nie zrobiła, a magiczne słowo „do” nadal będzie niezauważane przez klientów.