Najczarniejszy scenariusz wzrostu zadłużenia RFN opracowany przez profesora finansów z uniwersytetu we Fryburgu Bernda Raffelhueschena zakłada dług w wysokości 248 proc. niemieckiego PKB w 2016 r.
W czasie kryzysu zadłużeniowego Niemcy uchodzą za kotwicę europejskiej stabilności. Taki wizerunek gwarantuje sanacja niemieckich finansów publicznych prowadzona przez ministra Wolfganga Schaeublego. Nie brak jednak wyliczeń, że liczby pokazywane przez Berlin to bezwartościowa makulatura. Bańka, która wraz z pogłębieniem kryzysu w strefie euro pęknie. A mit o niezadłużonych Niemcach upadnie.
Oficjalnie Republika Federalna miała na koniec minionego roku 2,193 bln euro długu. To oznacza 82,7 proc. PKB największej unijnej gospodarki. 1,059 bln z tej sumy to zobowiązania rządu federalnego, reszta jest zadłużeniem landów i gmin. Wciąż powyżej 60-proc. kryterium z Maastricht, ale przynajmniej z jasnym i realistycznym postanowieniem poprawy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem ministra Schaeublego, to niemieckie zadłużenie powinno do 2016 r. wrócić do bezpiecznego poziomu 60 proc. PKB. I co ważniejsze, pozostać tam na stałe, bo w tym samym 2016 r. wchodzi w życie poprawka do konstytucji (uchwalona ze strachu przed kryzysem w 2009 r.) zakazująca rządowi RFN generowania niemal jakiegokolwiek deficytu budżetowego (górna granica będzie wynosiła 0,35 proc. PKB). Tyle plan optymistyczny, który ma jednak jedną podstawową słabość. Może się ziścić, jeśli kryzys w Europie nie będzie już dalej się pogłębiał. A to niestety jest mało prawdopodobne. Co wtedy?
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.