Choć odpowiednie dokumenty do Plusa, T-Mobile, Orange i Playa trafiły w połowie grudnia, obniżka nie została wprowadzona. Zgodnie z decyzją Magdaleny Gaj od 1 stycznia cena hurtowa połączenia za minutę w sieciach komórkowych powinna spaść z obecnych kilkunastu groszy do 8,26 gr, a od lipca – do 4,29 gr. Nowością jest też to, że wszyscy płacić będą sobie tyle samo za każdą minutę. Do tej pory obowiązywała asymetria, dzięki której Play otrzymywał więcej od konkurentów, niż sam im oddawał. Nadwyżkę pieniędzy mógł inwestować w marketing i obniżać ceny usług.

Po otrzymaniu decyzji operatorzy powinni przygotować odpowiednie aneksy do umów i je podpisać. Ale w praktyce sprawa okazała się nie taka oczywista. Aneksy wysłane przez Plusa odrzucił Play, zarzucając im niekompletność – nie uwzględniały stawki 4 gr. Nikt jeszcze nic nie podpisał, zaczęły się za to publiczne dyskusje między operatorami. Dlatego ponownie wkroczył regulator. – Decyzja prezes UKE miała tryb natychmiastowej wykonalności. Sprawdzimy, czy operatorzy postępują zgodnie z zaleceniami – tłumaczy Jacek Strzałkowski, rzecznik UKE. I nie pozostawia złudzeń co do dalszych kroków regulatora.

– Jeśli operatorzy będą celowo opóźniać wprowadzenie stawek, regulator może nałożyć karę nawet do 3 proc. rocznych przychodów – mówi Jacek Strzałkowski. I dodaje, że UKE ostatecznie może po prostu wprowadzić stawki odpowiednią decyzją, jeśli sieci nie będą mogły się porozumieć.

Gra na zwłokę to – zdaniem ekspertów – celowa strategia. Sieci mają nadzieję, że obniżki stawek uda im się w jakiś sposób odwlec w czasie. Gra toczy się o ogromne pieniądze i nowe warunki gry rynkowej. Z powodu obniżki wyparuje im z przychodów ok. 1,5 mld zł. Nie to jest jednak największym problemem, bo ze względu na specyfikę rozliczeń hurtowych podobna kwota zniknie im też z kosztów. Obniżka otwiera jednak pole do potencjalnych obniżek cen i może zaostrzyć konkurencję.