Rośnie liczba nieruchomości zajmowanych przez komorników: w ciągu dwóch lat zwiększyła się ponad dwukrotnie. Coraz więcej osób kupuje je na licytacjach wraz z mieszkańcami. Nowe prawo łatwo pozwala się ich łatwo pozbyć.
ikona lupy />
Liczba dokonanych zajęć nieruchomości / DGP

Około 80 proc. domów, mieszkań i działek, na których rękę kładą komornicy, trafia na licytacje. Zainteresowanie aukcjami jest duże, bo cena wywoławcza to 75 proc. wartości określonej przez rzeczoznawcę. A jeżeli za pierwszym razem do transakcji nie dojdzie, to kolejna licytacja zaczyna się od 65 proc. I to właśnie w drugim etapie komornicy sprzedają najwięcej. – Największym powodzeniem cieszą się mieszkania małe i w dobrych lokalizacjach, a także niezabudowane działki – mówi Agnieszka Powichrowska z Warszawskiej Izby Komorniczej.

W tym roku komornicy obserwują też większy niż rok temu popyt na mieszkania z lokatorami. To m.in. efekt uproszczenia procedur pozwalających wyeksmitować dłużnika (bez prawa do lokalu socjalnego) do pomieszczenia tymczasowego, a nawet do noclegowni. Umożliwia to nowelizacja ustawy o ochronie praw lokatorów, która weszła w życie jesienią ubiegłego roku. Rosnące zainteresowanie takimi licytacjami widać np. w województwie pomorskim. Ze statystyk Gdańskiej Izby Komorniczej wynika, że w pierwszym półroczu komornicy sprzedali 2,4 tys. nieruchomości, czyli tyle samo co w całym 2011 r.

– Inwestorzy przestali się bać mieszkań z lokatorem, bo pomieszczeniem tymczasowym może być nawet barak – mówi Robert Damski, właściciel kancelarii komorniczej w Lipnie. – Są już nawet prywatne firmy, które za wynagrodzeniem zobowiązują się znaleźć takie niepełnowartościowe mieszkania i wykwaterować dłużnika. Ich ogłoszenia można znaleźć na portalach internetowych poświęconych licytacjom.

Rosnąca liczba zajęć i licytacji to efekt nie tylko coraz większego zadłużenia Polaków, lecz także tego, że coraz trudniej im się wywiązywać ze zobowiązań. Zwłaszcza, jeśli zaciągnęli je w parabankach. Z ostatniego raportu BIG Info Monitor wynika, że na koniec września tego roku niespłacane długi Polaków wyniosły 37 mld zł, co oznacza, że w ciągu trzech miesięcy wzrosły o 3 proc., a kłopoty ze spłatą zadłużenia ma 2,2 mln osób.

Część osób, którymi zajmują się komornicy, to klienci banków, którzy przestali spłacać kredyty hipoteczne czy inne zobowiązania, ale około połowy – jak twierdzą komornicy – to ofiary tzw. chwilówek. – Niektórzy z nich pożyczyli po 2 tys. zł pod zastaw mieszkań czy domów, ale parabanki naliczają tak bandyckie odsetki, że dług narasta błyskawicznie – mówi Damski. – Ostatnio zająłem mieszkanie kobiety, która pożyczyła kilka tysięcy złotych, ale nie doczytała się, że odsetki od lichwiarskiego kredytu wynoszą ponad 9000 proc. Już za samą wizytę firmowego windykatora parabank naliczył ok. 1000 zł opłaty. Takich przypadków Damski może przytoczyć wiele. Na przykład licytował ostatnio mieszkanie mężczyzny, który zadłużył się na leczenie chorej na raka żony. Kobieta umarła, a wierzyciele uzyskali nakaz sądowy zajęcia jego mieszkania.

Co ciekawe, wśród wierzycieli dochodzących zobowiązań w drodze licytacji niewiele jest tradycyjnych banków. Większość to firmy windykacyjne, które odkupiły tzw. złe długi za 10 – 20 proc. ich wartości. O tym, że windykatorzy są skuteczni, świadczą ich przychody, które w ubiegłym roku wyniosły 546 mln zł, a w tym będą o 30 – 40 proc. wyższe.