Trzy konkursy są w toku. W pierwszym, zmierzającym już do rozstrzygnięcia, do wzięcia jest 17 mln zł. Chodzi o ochronę portu w Modlinie przez trzy lata. Wygrała go wprawdzie firma ochroniarska Poczty Polskiej, lecz przegrany Impel zakwestionował wyniki. Ostatecznie o losach umowy ma zdecydować Krajowa Izba Odwoławcza. Na krótkiej liście w tej batalii były jeszcze Konsalnet i firma Kowalczyk.

Ich szefowie liczą na kolejne kontrakty, znacznie wyższe od modlińskiego. W toku są konkursy na ochronę Okęcia, największego lotniska w kraju, oraz trzeciego – podkatowickich Pyrzowic. Nieoficjalnie wiadomo, że Katowice są gotowe wydać na ochronę ok. 30 mln zł, a największe lotnisko w kraju liczy się z wydatkami rzędu 40 – 50 mln zł. Oba kontrakty mają być podpisane na dwa lata.

Przedstawiciele stołecznego portu nie potwierdzają kwoty. – Jesteśmy na etapie rozpatrywania wniosków o dopuszczenie do przetargu. O kontrakt zabiega sześć firm – ujawnia Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze”, które zarządza warszawskim lotniskiem. Dodaje, że krótka lista podmiotów, z którymi port rozpocznie negocjacje, będzie znana w połowie sierpnia, a zwycięzca do końca roku.

Ochroniarze liczą, że w ślady Modlina, Okęcia i Katowic pójdą inne porty. Patrzą na dziewięć pozostałych lotnisk międzynarodowych. Tyle że nie wszystkie palą się do ogłaszania przetargów. W Krakowie wyliczyli, że tańsze od zlecania usług prywatnej firmie będzie zatrudnienie własnych ochroniarzy.

– Koszty to jedno, ale drugim ważniejszym argumentem był brak odpowiedniego przygotowania ze strony firm ochroniarskich, choćby pod kątem procedur bezpieczeństwa – mówi Urszula Podraza, rzecznik prasowy lotniska w podkrakowskich Balicach. Firmy ochroniarskie nie mają bowiem odpowiednio przeszkolonych pracowników. Do pracy na lotnisku potrzebni są screenerzy, prześwietlający bagaże i mający uprawnienia do kontroli osobistej pasażerów. Wyszkolenie takiego pracownika kosztuje ponad 2 tys. zł i trwa kilka tygodni.

Tylko w warszawskim porcie takich specjalistów potrzeba ponad 200. Firmom ochroniarskim nie uśmiecha się wydawać 400 tys. zł bez kontraktu w kieszeni. Ochroniarze biją się w piersi i przyznają, że faktycznie pod tym względem nie są przygotowani, ale dlatego że do końca nie wierzyli, że państwo zleci ochronę w portach prywatnym firmom. Znowelizowane w zeszłym roku prawo lotnicze, które otworzyło taką furtkę, przewiduje bowiem także przejęcie funkcji ochronnych przez same lotniska.

Z naszych informacji wynika, że drogą, którą wybrał Kraków, pójdzie też Gdańsk. Jednak pozostałe siedem portów chce zakontraktować usługi ochroniarskie na zewnątrz.