Polacy dostosowali się do niestabilnego otoczenia gospodarczego – tak zwiększającą się liczbę milionerów rozliczających się jako jednoosobowa firma i płacących podatek liniowy 19-proc. komentuje Tomasz Michalik, partner firmy MDDP Doradztwo Podatkowe. – Ubiegły rok, mimo że lepszy od 2010 i 2009, wcale nie oznaczał końca kryzysu – twierdzi Michalik. – Po dwóch chudych latach nauczyliśmy się już jednak z nim radzić, bardziej dbać o koszty i osiągać wyższe dochody mimo rynkowych zawirowań – dodaje.

Poprzednie lata rzeczywiście nie należały do najlepszych, wprawdzie w 2010 roku liczba milionerów już zaczęła rosnąć, ale w tragicznym 2009 roku ich szeregi zostały przetrzebione. Liczba osób, które zdołały zarobić ponad milion złotych, zmniejszyła się aż o 2652. Ekonomiści podkreślali wówczas, że głównym powodem było załamanie na giełdach. Ludzie uciekli od inwestowania w akcje. Z uwagi na ciągle niepewną sytuację na rynkach finansowych i duże wahania kursów akcji z powrotami do inwestycji parkietowych bywa różnie. Z analiz izb skarbowych wynika, że z roku na rok wcale ich nie przybywa, wręcz przeciwnie. – W województwie podlaskim w ubiegłym roku liczba osób dokonujących transakcji na giełdzie zmniejszyła się o ponad 1,2 tys. – wyjaśnia Radosław Hancewicz, rzecznik IS w Białymstoku. – Znacząco skurczyła się też grupa, której udało się na inwestycjach w akcje zarobić – z niemal 8,7 tys. do niespełna 6 tys. podatników.

Milionowe dochody najłatwiej było oczywiście osiągnąć w największych miastach. Jednak o dziwo liczba krezusów zwiększała się znacznie szybciej poza stolicą – w województwie dolnośląskim przybyło ich 277, w śląskim 217 i wielkopolskim 133. Najwolniej grono bogaczy zwiększa się w Podlaskiem – w 2011 roku pojawiło się tylko 11 nowych milionerów.– Bardzo mnie cieszy, że Polacy angażują się w działalność biznesową na własny rachunek – zapewnia prof. Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy premierze. – To najlepszy sposób na uniknięcie problemów wysokiego bezrobocia, z jakimi borykają się Hiszpanie czy Grecy. Nie mamy co liczyć na to, że przyjdą do nas inwestorzy i stworzą mnóstwo nowych miejsc pracy, musimy sami o nie zadbać.

Profesor obawia się też, że ubiegły rok mógł być ostatnim tak dobrym. W tym i przyszłym roku liczba milionerów może znów się zmniejszać. – Dane, jakie płyną z Europy, świadczą o tym, że w 2013 roku cała strefa euro łącznie z Niemcami może znaleźć się pod wodą. To nie pozostanie bez wpływu także na nasz kraj i naszą gospodarkę – uważa ekonomista.

Prof. Witold Orłowski główny ekonomista PwC

Minęły dobre czasy, kiedy można było szybko zarobić duże pieniądze na giełdzie

W ubiegłym roku mieliśmy wysoki wzrost gospodarczy po wyraźnym wyhamowaniu, jakie obserwowaliśmy w kryzysowych latach 2009 i 2010. Osoby, które działały na rynku jako jednoosobowe firmy czy przedstawiciele wolnych zawodów, a to właśnie tam należy szukać tych, którzy wybierają podatek liniowy, miały więc możliwość osiągnięcia przyzwoitych dochodów. Zresztą z roku na rok takich jednoosobowych firm na naszym rynku przybywa. Myślę, że w 2013 roku, kiedy ma zniknąć możliwość odpisu wyższych 50-proc. kosztów uzyskania przychodu w działalności artystycznej, ich szeregi jeszcze bardziej się zwiększą.

Raczej nie zakładam, że do Polski i polskiego systemu skarbowego wracają osoby, które dotąd rozliczały się w rajach podatkowych. Na Kajmanach, Cyprze czy Karaibach szukają rozwiązań podatkowych zupełnie inne osoby – milionerzy, którzy są nimi według światowych standardów. Pamiętajmy, że takie operacje przenoszące opodatkowanie poza granice Polski bardzo dużo kosztują. Na ucieczkę z opodatkowaniem za granicę mogą sobie pozwolić wyłącznie osoby zarabiające naprawdę bardzo duże pieniądze.

A giełda? Cóż, na parkiecie nie ma już miejsca dla przypadkowych osób. Zostali wierni gracze, którzy inwestowali, inwestują i będą nadal to robili. Stąd mniejsza liczba graczy giełdowych, którzy są w stanie wykazać w zeznaniu podatkowym dochód z inwestycji w akcje na poziomie miliona i więcej złotych. Czasy, kiedy giełda rosła po kilkadziesiąt procent rocznie, w których każdy, kto coś tam kupił, zarabiał – już minęły.