Przewidywanie przyszłości jest dla eksperta zajęciem ryzykownym. Najlepiej kreślić obraz świata za lat 100 – prawie na pewno się pomylimy, ale nawet jeśli będą się śmiać, to nas to nie zaboli.
Najtrudniej mówić o tym, co zdarzy się za 5 lat. Czasami jednak trzeba. Dlatego, choć z obawami, pragnę przedstawić najbliższą przyszłość europejskiej i polskiej elektroenergetyki. A będzie to przyszłość rewolucyjna i to bardziej dla nas, końcowych użytkowników, niż dla elektrowni. Dotychczasowy konsument energii stanie się także jej producentem.
Kluczowy jest oczywiście dostęp do odpowiednich technologii, ale technologie takie już istnieją. Wymienię trzy podstawowe. Ogniwa fotowoltaiczne, tzw. nadachowe, o mocach rzędu kilku kilowatów. Pikowiatraki do montowania na dachu lub w ogrodzie o podobnych mocach. Oraz pikoelektrociepłownie, zastępujące domowe kotły i termy gazowe – tu moc cieplna to kilka do kilkunastu kilowatów, a elektryczna 1÷2 kWe.