Nie znaczy to jednak, że rotacyjna prezydencja w UE jest zupełnie nieistotna i że kraj, który ją sprawuje, nie może zrobić wiele dobrego lub złego.

Udowodniła to Dania, która sprawowała tę funkcję od stycznia do czerwca. Zasłużyła na pochwały za konstruktywne działania prowadzone w takich sprawach, jak rynek derywatów finansowych i unijna polityka połowowa.

Teraz pałeczka zostanie przekazana Cyprowi lub, by być precyzyjnym, uznawanemu przez wspólnotę międzynarodową rządowi Greków cypryjskich na podzielonej wyspie. Perspektywy nie są obiecujące. Cypr negocjuje pomoc finansową od swoich unijnych partnerów i jest piątym krajem strefy euro w ciągu dwóch lat, który zwraca się o nadzwyczajne wsparcie. Pogrążony przez europejski kryzys dłużny i krach bankowy Cypr będzie musiał zawiesić swoje wysiłki i do grudnia skupić się na sprawach unijnych.

Większym powodem do niepokoju jest zacietrzewienie Cypru od czasu, gdy wyspa przystąpiła do UE w 2004 r. Odrzucając międzynarodowy plan pokojowy, który został poparty przez turecką mniejszość na wyspie, Grecy cypryjscy często czynili Unię zakładnikiem swoich partykularnych, antytureckich interesów. Kilkakrotnie niemal doszli do ściany, jeżeli chodzi o przestrzeganie zasady unijnej solidarności, w ramach której rządy próbują osiągnąć konsensus, a nie narzucać mniejszości wolę większości.

Wiarygodność Cypru jako częściowego reprezentanta unijnych interesów osłabia również pytanie o jego decyzję z zeszłego roku w sprawie zaciągnięcia ratunkowego kredytu w wysokości 2,5 mld euro nie u swoich unijnych partnerów, ale w Rosji, której nuworysze z uzasadnionych względów traktują wyspę jako przychylny raj podatkowy. Demetris Christofias, prezydent Cypru, mówi, że może połączyć przyszłą pomoc z UE z drugą transzą rosyjskiego kredytu, ponieważ Moskwa, w przeciwieństwie do Brukseli, nie obciąża tej pomocy restrykcyjnymi warunkami.

Podobnie jak Węgry w 2011 r. Cypr może udowodnić swoim krytykom, że się mylili, i z sukcesem poprowadzić prezydencję. Jednym z testów będzie jego zdolność do kompromisu w sprawie unijnego budżetu na lata 2014 – 2020. Jeżeli zawiedzie, UE będzie miała przynajmniej ten komfort, że Irlandia – następny prezydent – na pewno wykona swoją robotę.