Zarówno w sferze ekonomicznej, jak i politycznej przeżywamy powtórkę z poprzednich faz kryzysu. Łagodzące skutki zastrzyku płynnościowego, który banki dostały z Europejskiego Banku Centralnego, zdążyły już osłabnąć. Rentowność hiszpańskich i włoskich obligacji znowu rośnie, ale tym razem Madryt znajduje się pod jeszcze większą presją. W ubiegłym tygodniu rentowność 10-letnich papierów hiszpańskich wzrosła powyżej 6 proc. W  przypadku obu krajów koszty pożyczkowe są znacznie wyższe niż w ubiegłym miesiącu.

Giełdy również wracają do rzeczywistości. Wszystkie główne indeksy zanotowały w ubiegłym tygodniu rekordowe wahania.

Jeżeli chodzi o politykę, to w strefie euro plotki i swary zastąpiły wcześniejsze optymistyczne sygnały świadczące o jedności i postępie. Technokratyczny premier Włoch Mario Monti, okrzyknięty wcześniej zbawcą kraju, notuje pierwsze polityczne porażki i zasłania się Hiszpanią jako przyczyną pogorszenia się nastrojów rynkowych.

Takie przytyki można by tolerować, gdyby stanowiły jedynie niestosowne elementy rodzimej taktyki politycznej, ale odzwierciedlają one głębszy problem. Objęcie stanowisk przez Montiego i Rajoya dawało nadzieję na głęboką zmianę w podejściu Europy do kryzysu. Monti miał w Europie niemal nieograniczony kredyt zaufania. Rajoy z kolei wygrał wybory przytłaczającą większością głosów. Obaj byli więc w dobrej sytuacji, by przestawić politykę strefy euro na konstruktywne tory.

Bez wątpienia wsparli politycznie EBC, który rozszerzył sferę swojego działania. Przegrywają jednak walkę o bardziej zróżnicowane podejście fiskalne. Całościowy projekt fiskalny, który byłby wart swojej nazwy, musi łączyć zaciskanie pasa w krajach z deficytem z poluzowywaniem polityki w tych, które dysponują nadwyżką. Powszechnie wprowadzane oszczędności zniszczą pożytki z dyscypliny fiskalnej, torpedując wzrost gospodarczy, z którego można by obsługiwać zarówno zadłużenie publiczne, jak i prywatne.

Monti zdecydował się nie iść na tę wojnę, a nieudolne próby Rajoya, by odrzucić niektóre rozwiązania oszczędnościowe, nie przysporzyły mu sympatii w innych stolicach strefy euro. Jednak wprowadzane przez nich reformy – choć niewystarczające – dają im mandat, by żądać większej solidarności i wyczucia od twardego rdzenia Europy. To powinno być ich celem, a nie wzajemne zrzucanie na siebie winy.