Na podstawie ankiety internetowej, którą objęto 2,8 tys. profesjonalistów z branży finansowej, ustalono, że wzrost płac – ale z wyjątkiem premii – dotyczył 54 proc. uczestników sondażu, natomiast w 40 proc. odpowiedzi wskazano, że w podstawowym wynagrodzeniu nie zaszły żadne zmiany - relacjonuje agencja Bloomberg.

Podwyżki nie były zresztą wysokie. W przypadku wielkich banków wyniosły średnio 3 proc., podczas gdy w bankach butikowych pracownikom podniesiono pensje o 14 proc., a menedżerom funduszy – o 13 proc. 

Kiedy natomiast uwzględni się doroczne premie, to średnie zarobki na Wall Street, w tym bankierów Goldman Sachs I JPMorgan Chase & Co., w zeszłym roku jednak spadły z powodu niższych przychodów tych instytucji finansowych. I właśnie kiedy premie spadają, niektóre banki podnoszą podstawowe pensje, który w zeszłym roku stanowiły jedynie ułamek wynagrodzeń dla pracowników wyższego szczebla.

„Historycznie rzecz biorąc, zawsze chodziło o premie i teraz właśnie płace zasadnicze stały się dla firm finansowych kolejnym narzędziem” – mówi Constance Melrose, dyrektor zarządzający w eFinancialCareers North America.

W sondażu 12 proc. ankietowanych zadeklarowało duże zadowolenie z płacy zasadniczej w 2011 roku, a 35 proc. - „umiarkowane zadowolenie”. Ale aż 37 proc. mówiło o całkowitym lub pełnym niezadowoleniu.

I jeśli 35 proc. pracowników zadeklarowało chęć pozostania w obecnej firmie w tym roku, to równocześnie taki sam odsetek respondentów – 35 proc. – podkreśliło, że do pozostania w firmie może ich skłonić tylko wyższe wynagrodzenie.