Pierwszy kwartał tego roku nie był tak dobry dla polskiego rynku turystycznego, jak zakładała branża. Duże biura spodziewały się nawet kilkudziesięcioprocentowych wzrostów, podczas gdy w rzeczywistości okazały się one znacznie mniejsze. Ale branża robi dobrą minę do złej gry.
– Rok temu o tej porze wzrosty sięgały 50 proc. Tegoroczny wynik nie jest tak imponujący, ale i tak jest dobrze – mówi Piotr Haładus z TUI Poland. W Itace wzrost liczby sprzedanych wycieczek szacowany jest wstępnie na 7 proc. – Ale jeżeli chodzi o ich udział w całej ofercie, jest gorzej niż w ub.r. – przyznaje Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.
Dlatego, choć nadchodzący weekend jest ostatnim, w którym wycieczki zagraniczne będzie można kupić w ofercie first minute, czyli z upustem i innymi bonusami, to rabaty nie znikną. Wszystkie biura zgodnie deklarują, że przedłużają promocję. Muszą bowiem złowić jak najwięcej klientów, zanim na dobre ruszy wyprzedaż zwana popularnie last minute. Czyżbyśmy zatem byli świadkami zupełnie nowej promocji pt. middle minute?