Niemcy są państwem tranzytowym, które sprzedaje gaz do całej Europy – jej strategicznym centrum. Z tego może skorzystać też Polska, odkupując surowiec z rury bałtyckiej od pośrednika – Berlina – za cenę o 15 proc. niższą.
Oddany wczoraj do użytku Gazociąg Północny na nowo definiuje pojęcie bezpieczeństwa energetycznego w Europie i stosunki niemiecko-rosyjskie. Zwiększy się zależność czołowych, niemieckich koncernów energetycznych od Rosji, a Niemcy stały się europejskim hubem energetycznym. Z tego paktu Ribbentrop-Mołotow bis może skorzystać i Polska. Odkupując surowiec z rury bałtyckiej od pośrednika – Berlina – za cenę o 15 proc. niższą.
Kurek odkręcono w niemieckim Lubminie nad Bałtykiem. Obok kanclerz Angeli Merkel w ceremonii wzięli udział rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew, premierzy Francji Francois Fillon i Holandii Mark Rutte, a także komisarz ds. energii Guenther Oettinger. Inwestycja trwała 1,5 roku i pochłonęła 8,8 mld euro. Przepustowość pierwszej nitki wynosi 27 mld m sześc. rocznie. Gazprom znalazł już kupców na 20 mld m sześc. Wraz z uruchomieniem drugiej nitki w 2012 r. przepustowość magistrali wzrośnie dwukrotnie. Rosja przekonuje, że inwestycja to majstersztyk gazowej dyplomacji. Realnym zwycięzcą jest jednak rząd w Berlinie. Udało mu się namówić Moskwę do Nord Streamu i zarazem zablokować South Stream pod Morzem Czarnym. Kilka dni temu Komisja Europejska odmówiła przydzielenia South Streamowi specjalnego statusu TEN. Oznacza to, że Gazprom nie będzie miał pełnej kontroli nad rurą, za której budowę miałby zapłacić 15,5 mld euro. Tymczasem uzależnienie Europy od rosyjskiego surowca jest możliwe tylko dzięki dwóm rurom – pod Morzem Bałtyckim i Morzem Czarnym. Sytuacja, w której istnieje Nord Stream i powstaje popierane przez UE Nabucco, nie jest dla Kremla optymalna.