Potrzebna jest pasja

Lider powinien być nietuzinkowy i mieć pasję. Branson lata balonem, Leszek Czarnecki, szef Getin Holdingu i LC Corp., nurkuje w jaskiniach i zasłynął przygotowaniami do lotu w kosmos. Potentat na rynku ceramiki sanitarnej Michał Sołowow ściga się w rajdach samochodowych. – Szef musi być trochę szalony – przyznał w jednym z wywiadów Czarnecki.

Pasja nie musi być tak ekstremalna. Słynący z przejęć i twardej ręki wobec pracowników szef amerykańskiej giełdy Nasdaq OMX Robert Greifeld jest bardzo troskliwy dla żółwi, których jedenaście hoduje w swojej wiejskiej posiadłości. – Muszę identyfikować się z nimi w jakiś dziwny sposób. Są na świecie ponad 250 mln lat, żyją dłużej od ludzi. Mają strategię przetrwania, która działa – mówi.

Z kolei prezes BRE i jeden z pionierów polskiej bankowości ostatnich 20 lat Cezary Stypułkowski (pierwszy myślał o budowie banku o tożsamości narodowej; chciał połączyć Bank Handlowy z Pekao SA) ma mniej absorbujące hobby – kolekcjonuje wieszaki z hoteli, w których nocował.

Liderzy muszą mieć charyzmę. Z pewnością ma ją ikona zarządzania Jack Welch. Przez 20 lat kierował koncernem General Electric, zwiększając jego wartość z 12 mld do 300 mld dol. Nazywany Neutronowym Jackiem, opróżniał z pracowników całe biurowce jak bomba neutronowa, nie uszkadzając infrastruktury. Zamykał nierentowne fabryki, zwalniał.

Z kolei do kierującego Volkswagenem Ferdynanda Piecha przylgnęły określenia „żelazny prezes” i „cesarz”, choć wydaje się wyjątkowo łagodny. Mówi cicho, nie rzuca się w oczy, jest typem samotnika (co nie przeszkadzało mu cztery razy się ożenić i dorobić 12 dzieci). Ale to drapieżny gracz. Lubi zaskakiwać decyzjami nawet najbliższych współpracowników. Od 1993 roku, gdy został następcą Carla Hahna na stanowisku szefa Volkswagena, włączył do koncernu takie marki, jak Seat, Bentley, Lamborghini oraz Bugatti, i nie ukrywa swych ambicji podboju motoryzacyjnego świata. Jak Jobs stawia pracownikom cele wydawałoby się nie do osiągnięcia, by potem cieszyć się, gdy się uda. Ostatni pomysł to seryjne auto spalające 1 litr benzyny na 100 km. Kilka jego przedsięwzięć, jak produkcja nowego garbusa w Meksyku, okazało się wielkim powodzeniem. – Moim celem od zawsze było przewodzić większemu przedsięwzięciu niż mój dziadek – mówi w jednym z wywiadów. A dziadek to słynny Ferdinand Porsche.

Szefowie wielkich firm o mocnej pozycji rynkowej mają jednak często słabość do wielkich wizjonerskich projektów, które stałyby się ich pomnikami za życia. Niestety, nie zawsze mają rację. Takim chybionym pomysłem prezesa Motoroli Christophera Galvina była sieć telefonii satelitarnej Iridium, oparta o 66 satelitów. W ciągu roku zabiła ją telefonia komórkowa, co kosztowało firmę 9 mld dol. strat.