Nie ma zgody na większą pomoc zadłużonym państwom unii walutowej.
Niemcy – największa i najszybciej rozwijająca się dziś gospodarka starej Unii – miały być motorem napędowym, który wyciągnie strefę euro z najgłębszego kryzysu w jej historii. Tymczasem od wielu miesięcy pozycja kanclerz Angeli Merkel systematycznie słabnie. Ostatnio nawet w szeregach własnej partii, co poważnie zagraża stabilności jej polityki europejskiej. Teraz Merkel ma problem z zatwierdzeniem w parlamencie ostatnich postanowień szczytu strefy euro. Bez tego nowych uprawnień nie zyska np. europejski instrument stabilności finansowej, który jest pomyślany jako gwarancja pomocy dla krajów z grupy PIIGS.
Najnowsze uderzenie nadeszło ze strony młodego, ale dobrze osadzonego w partyjnych strukturach działacza CDU Philippa Missfeldera. 32-letni szef chadeckiej młodzieżówki i członek partyjnego prezydium otwarcie wezwał Merkel do zwołania jeszcze w sierpniu nadzwyczajnego zjazdu partii, na którym wytłumaczy się ze swojej polityki europejskiej. Pretekstem do takiego apelu stały się decyzja Europejskiego Banku Centralnego o skupowaniu włoskich i hiszpańskich obligacji oraz krążące w Berlinie domysły w sprawie kolejnego podwyższonego kapitału, który Niemcy mieliby wyłożyć na Europejski Mechanizm Stabilizacyjny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.