Kurs franka rośnie po tym, jak eurokraci oficjalnie przyznali, że rozważają częściowe bankructwo Grecji. Banki nie żądają na razie dodatkowych zabezpieczeń od kredytów walutowych. Boją się paniki klientów.

Jak policzył Open Finance, obecnie ok. 100 tys. klientów posiadających kredyt we frankach, czyli co siódmy zadłużony w tej walucie, może być obecnie winnych bankom więcej, niż jest warte ich mieszkanie.

Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, uspokaja: – Kredyty te nie stanowią zagrożenia, choćby dlatego, że były udzielane na stan deweloperski, teraz mieszkania są wykończone. Poza tym polscy klienci kupowali mieszkania do życia, a nie jako inwestycję na wynajem. Nie przyślą do banku kluczy, bo im się przestało opłacać, co najwyżej zamienią mieszkanie na mniejsze i tańsze. Marta Chmielewska-Racławska z KNF potwierdza: – Polskie banki są dobrze zabezpieczone. Ich współczynnik wypłacalności sięga blisko 14 proc. Natomiast kredyty hipoteczne są najlepiej spłacane. I dodaje, że na rosnący udział kredytów walutowych w zadłużeniu gospodarstw domowych nadzór reagował prewencyjnie – wydając rekomendacje i wprowadzając obowiązek tworzenia buforów kapitałowych.

Dla kredytobiorców pocieszające jest też to, że od sierpnia zmaleją bankowe spready. W Sejmie zaczęły się prace nad wspólnym projektem PO i PSL, który da kredytobiorcom możliwość spłacania długów bezpośrednio w walucie, w jakiej są zadłużeni.

Wprawdzie bomba niespłaconych kredytów jeszcze nie tyka, ale bankowcom ciarki chodzą po plecach. Kredyty mieszkaniowe stanowią 39 proc. portfela polskiego sektora finansowego – wynika z opublikowanego wczoraj przez NBP raportu o kondycji sektora bankowego. Ich wartość przekracza 260 mld zł, z czego ok. 52 proc. stanowi zadłużenie w walutach. Kredyty mieszkaniowe zaciągnęło już ponad 1,5 mln Polaków, z czego 700 tys. we franku szwajcarskim.

Wczoraj frank szwajcarski przebił trzeci raz w tym roku swoje kolejne historyczne maksimum. Rano kosztował 3,5 zł, jego kurs wzrósł o 2 proc. Później szwajcarska waluta lekko straciła impet i po południu kosztowała już 3,46 zł.

– W związku ze zmianą kursu rata kredytu denominowanego we franku zaciągniętego w 2006 r. na 300 tys. zł wzrosła w porównaniu ze styczniem o 180 zł, do 1550 zł, czyli o 13 proc. – wylicza Marcin Krasoń, analityk Open Finance. Zaraz potem dodaje: rata takiego samego kredytu w złotych wzrosła z powodu podwyższenia stóp przez Radę Polityki Pieniężnej o 115 zł, do 1777 zł, czyli o 6,9 proc. – Wolniej, ale przecież to nie koniec podwyżek stóp w Polsce – dodaje Krasoń.

Bal na wulkanie

O ile wzrost stóp procentowych w przypadku kredytów złotowych zwiększa jedynie wysokość miesięcznej raty, to ryzyk dla zadłużonych w walutach jest więcej. Gdy złoty słabnie, nie tylko rośnie wysokość rat, ale także wartość długu do spłacenia. – Z naszych szacunków wynika, że z powodu wzrostu kursu franka już ponad 100 tys. osób zadłużonych w tej walucie, czyli mniej więcej co siódma, ma kredyt większy niż obecna wartość nieruchomości – mówi Marcin Krasoń. Gdy wartość kredytu przekracza wartość zabezpieczenia, rodzi to poważny problem dla banków. – Jednak dopóki klienci obsługują zadłużenie w terminie, to siedzimy cicho, bo domaganie się dodatkowych zabezpieczeń może spowodować panikę wśród klientów i źle wygląda. Przyjęliśmy już jednak procedury na wypadek problemów i w każdej chwili możemy je wdrożyć w życie – mówi nam wiceprezes jednego z dużych detalicznych banków.

W maju – to ostatnie dostępne dane – do banków nie wracało 3,13 proc. kredytów hipotecznych w złotych i 1,11 proc. denominowanych we frankach szwajcarskich, podczas gdy np. gotówkowych 20 proc.

Dlatego gwałtownych ruchów nie wykonuje nadzór finansowy. – Monitorujemy sytuację na rynkach finansowych i jej wpływ na sektor bankowy. Banki utrzymują odpowiednio wysoki poziom kapitałów decydujący o ich odporności na niekorzystne warunki rynkowe, spełniają normy ostrożnościowe, a współczynnik wypłacalności sięga 14 proc. – powiedziała „DGP” Marta Chmielewska-Racławska z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

I podkreśla, że na rosnący udział kredytów walutowych w zadłużeniu gospodarstw domowych nadzór zareagował prewencyjnie, wprowadzając rekomendacje, które ograniczały ryzyko zarówno dla klienta, jak i dla banków. Dlatego KNF nie naciska na banki, a banki na klientów, choć zgodnie z rekomendacjami mogą żądać dodatkowych zabezpieczeń.

Spokojnie, to tylko awaria

– Ryzyko pogorszenia portfela kredytowego w walutach nie jest wysokie. Złoty nie osłabił się gwałtownie, ale w wyniku procesu, który trwa od sierpnia 2008 r. Klienci oswoli się z sytuacją – uważa Jarosław Niedzielewski, zarządzający Investors TFI.

Uważa, że w kolejnych dniach panika związana z problemami Włoch, trzeciej gospodarki Europy, zacznie się uspokajać. Pod warunkiem że żadna z agencji ratingowych nie obniży oceny tego kraju, bo wówczas ucieczka do franka może potrwać dłużej. Ale nie powinna już być tak gwałtowna.

Jak sobie radzić z drogim frankiem

● Nie panikuj i nie przewalutowywuj kredytu na złote

Bo wtedy zrealizuje się stratę na franku. Wyrażona w złotych kwota będzie wyższa niż z dnia zaciągania kredytu i może znacznie przewyższyć wartość nieruchomości. Stracimy w ten sposób szansę na sprzedanie mieszkania z zyskiem albo choćby bez straty, nawet za 30 lat. Z drugiej strony nie ma jednak pewności, że waluta obca nie będzie dalej drożeć.

● Wystąp o wakacje kredytowe

Nawet jeśli nie mamy takiej możliwości zapisanej w umowie, to wiele banków dopuszcza takie rozwiązanie. W ten sposób przez kilka miesięcy można spłacać tylko oprocentowanie bez części kapitałowej, co pozwala na obniżenie raty.

● Wydłuż okres kredytowania

Jeśli nie zaciągnęliśmy kredytu na maksymalny dopuszczalny przez bank czas lub jeśli już spłacamy go od kilku lat, to możemy wydłużyć okres kredytowania. To także pozwoli na obniżenie miesięcznej raty

● Teraz zadłuż się we franku

Osoby, które dopiero myślą o zaciągnięciu kredytu, powinny rozważyć zadłużenie we franku. Zdaniem ekspertów jego kurs albo już jest na szczycie, albo bardzo blisko niego. Jeśli frank stanieje, to spadnie rata zadłużenia. Jednak jest to propozycja wyłącznie dla osób lepiej zarabiających – przynajmniej 6 tys. zł netto miesięcznie.